niedziela, 23 kwietnia 2017

Duran Duran i ja. Dekada czwarta ...

Trochę podchodzę do tego posta jak do jeża. Strasznie dużo materiału, strasznie dużo wspomnień, zwłaszcza z początku dekady, no i będzie sporo pisania i wklejania. Mogłam opisać wycieczkę do klasztoru Benedyktynów w Broumovie, ale na to jeszcze przyjdzie czas. Póki co jest zimno, wietrznie i wiosna Syberią pachnie, ale All you need is now :)
W 2010 roku mieliśmy sporo przecieków o nowej płycie Duranów. Wiedzieliśmy, że mają nowego producenta- Marca Ronsona- (tego od najsłynniejszej płyty Ami Winehouse "Back to black") i  który na dodatek był  i jest nadal, wielkim miłośnikiem duranowej twórczości. Nie szukali gdzieś po malinach i właściwie samo się stało. On ich znalazł. Ronson najwyraźniej zaprzyjaźnił się z chłopakami i już w 2008 roku zagrał z nimi niewielki koncert dla korporacji Smirnoff. Byliśmy zachwyceni!
Niby okres Red Carpet Massacre, ale brzmienie już zupełnie inne!!! Cieszył nas ten Ronson, o wiele bardziej niż Timbabimaland.:)


 Nowy producent miał pomysł na kolejną płytę Duran Duran  i konsekwentnie wprowadził go w życie. Z przeciekowych filmików zamieszczonych na Youtube wynikało, że chłopaki bawią się dobrze, są uśmiechnięci, grają sobie (zresztą razem z Ronsonem) i wszystko zapowiada się cudownie. Płyta miała się ukazać albo pod koniec 2010 roku, albo na początku 2011.
Singiel promujący album, zresztą pod tym samym tytułem, nie zachwycił mnie wcale. Nie znoszę takich dziwacznych dźwięków, przypadkowych zlepków i zgrzytania syntezatora. Refren trochę to ratował, ale i tak nie przekonywał do końca. Nie podobało mi się wcale. Zresztą nadal nie lubię tego kawałka i uważam go za balast na płycie, no, ale tak wybrali. Zawsze jakieś babki popełniali jeśli chodziło o promocję albumu, więc dlaczego tym razem miało być inaczej???



W grudniu 2010 jakoś tak się wtedy działo, że właściwie z dnia na dzień na youtube ukazywał się inny numer, który miał znajdować się na płycie. Taki rodzaj sondy, co fani na to. Nie pamiętam ile ich się ukazało przed przesłuchaniem całej płyty (w okrojonej wersji), ale pamiętam, że Słowacy codziennie dodawali u siebie na stronie po 1 ..he, he No i te nowe nagrania to jak miód na moje uszy!!! Bajka jakaś! Zupełnie nie w stylu singla, tylko w stylu starego, dobrego Duran Duran z okresu RIO!!! Byłam zachwycona.
W sobotę 11 grudnia 2010 roku Mario ściągnął mi tę płytę z Torrentów. Poszła gdzieś fama, że już jest i ta dam...proszę bardzo. Małżonek stanął na wysokości zadania. Wprawdzie album w wersji okrojonej, ale co tam.
Pamiętam, że zanim wrzuciłam ją w odtwarzacz myłam podłogę i zastanawiałam się, czy aby na premierę tej płyty nie powinnam założyć wizytowej sukienki ?
Co napisałam o godzinie 14:07 na forum Duranowym???
"Kochani, ja tu umarłam 3 razy, poryczałam się ze szczęścia 2 razy (naprawdę!!!!!) i zabiję każdego kto powie o tej płycie choć 1 złe słowo!!! Guy with axe
Jestem w absolutnej euforii, bo mogłam się spodziewać  dobrego popowego albumu, ale on nie jest dobry- to jest album genialny! DOSKONAŁY!Energetyczny i szlachetny zarazem. Przesłuchałam na razie 1- teraz jadę po raz drugi (brakuje mi tylko 2 bonusów). Genialnie dobrane duety!!!Aranżacje każdej piosenki to prawdziwe majstersztyki. Nie wiem czy jest teraz jeszcze taka kapela, która po 30 latach potrafiłaby zrobić tak równą i różnorodną płytę. A przy 'Before the rain" łzy same płynęły. No jasna dupa- jak to możliwe??? Toż ja już za stara jestem na takie durnoty he, he...
No i w końcu usłyszałam te wojenne werble. Podsumowując-Boże błogosław Marka Ronsona, całe Duran Duran i każdego z osobna, wszystkich którzy maczali palce w tym albumie i nas tu słuchających, bo to jest tak jakbym wlazła na szczyt Mount Everestu ..Tchu mi brakuje ...
Ale jakie to cudne doświadczenie!
Zgadzam się z naszym gościem- to jest lepsze od Astronauta. Dla mnie.
Miłego słuchania wszystkim życzę!"(bo oczywiście porozsyłałam po fanach poczta pantoflową).

Jak widać byłam w prawdziwej euforii i endorfiny wypływały ze mnie uszami :)
Naprawdę byłam zachwycona i przeszczęśliwa. Ballady mnie zamurowały- Leave a Light on, Mediterranea, The Man who stole a Leopard czy Before the rain!!CU DOW NE!!! Aż wydało mi się to niemożliwe, po bardzo średniej poprzedniej płycie. A jednak.


Ale nie tylko ballady znajdują się przecież na tym albumie. Jest tam tez cała masa kozackich kawałków do tańca. Zaczynając od Blamed the machine, a skończywszy na Runaway Runaway. Świetne aranżacyjnie, rytmiczne, dobrze zaśpiewane i skrojone!!! Rewelacyjne! No i zaprosili gościa do zaśpiewania 2 kawałków- Anę Matronic z zespołu Scissour Sisters, która świetnie zgrała się z wokalem Le Bona. To była miła niespodzianka i po raz pierwszy (nie liczę albumu Arcadii "So Red The Rose") był na krążku Duranów jakiś gość wokalny :)
BARDZO mi się ten AYNIN podobał. W wersji z Torrentów brakowało 5 utworów, które usłyszeliśmy z biegiem czasu i pasowały do albumu idealnie. Pamiętam, że wielkim orędownikiem AYNIN stał się w Trójce Piotr Stelmach. Grał te kawałki dosyć często ku naszej uciesze, a w marcu zorganizował nam prawdziwy karnawał duranowy w Radiu!!! Najpierw zaprezentował brakujące utwory z płyty, których byliśmy bardzo ciekawi, a potem tydzień po tygodniu zorganizował wielki TOP utworów Duran Duran!!!  Można było głosować na 5 utworów i z tego co pamiętam dostał cale mnóstwo głosów!!!U mnie głosowała w domu cała rodzina, łącznie z córkami- tak jak im sumienie dyktowało.
Top od 20 do 11 miejsca wyglądał tak
http://www.polskieradio.pl/6/13/Artykul/326913,Mysliwiecka-357-Muzyka-durany-przyloz
Z boku po lewej stronie jest jeszcze wywiad z Johnem Taylorem, który Stelka przeprowadził najprawdopodobniej dla potrzeb właśnie tej audycji.
I od miejsca 10 do 1...
http://www.polskieradio.pl/6/1020/Artykul/329929,Duran-Duran-Top-10
Cudowne to były 2 audycje. Teraz właśnie przeczytałam topik z audycji drugiej, gdzie komentowaliśmy na żywo to co się działo w eterze i serdecznie się uśmiałam. Dla zainteresowanych, ale musicie się zarejestrować żeby to przeczytać. Co my tam wypisywaliśmy, to boki zrywać.
http://www.duranduran.fora.pl/co-nowego-sprawdz,13/top-dd-w-trojce-cz-ii,1038.html
No i przypomniało mi się, że moje dwie córki wysłały wtedy 2 cudowne maile do pana redaktora, które zostały odczytane  w tej audycji. Moje matczyne serce urosło wtedy bardzo i poczułam, że moje panny wiedzą o czym i o kim piszą. Bardzo to było wzruszające!!!  Wygrały wtedy 2 płyty AYNIN, bo Stelka myślał, że one są w dwóch różnych matek, a przecież wiadomo, że matka jest tylko jedna :)
Na płyty wprawdzie sporo sobie poczekały, bo dostały je dopiero rok później po koncercie DD we Wrocławiu... taki poślizg.
Trójkowa audycja, część pierwsza pod tymi 3 linkami.
https://soundcloud.com/marzanna-el/dd-mysliwiecka-357
https://soundcloud.com/marzanna-el/dd-mysliwiecka-357-2
https://soundcloud.com/marzanna-el/dd-mysliwiecka-357-3

 Uplasowałam album AYNIN na swojej osobistej liście na miejscu 3, po płycie pierwszej" Duran Duran " i po "Rio". Dali radę po 30 latach i zaskoczyli naprawdę wszystkich. Mnie chyba najbardziej :)
O koncercie w Berlinie na który wielką ekipa się wybieraliśmy, a który się nie odbył, pisałam w topiku "O tym jak spotkaliśmy Johna Taylora". DD z tym materiałem na żywo zobaczyłam dopiero w lutym 2012 roku, ale o tym napiszę innym razem.
To był bardzo fajny czas dla Duranów. Sam David Lynch wyreżyserował dla nich koncert ( jak dla mnie okropny i nie do zaakceptowania, ale kto by dyskutował z artystą?) Można go znaleźć w sieci. Dziwaczne to było, chociaż gości na ten koncert DD zaprosiło fajnych :) Duran Duran Unstage by David Lynch.
Dużo bardziej podobał mi się występ na festiwalu Coachella, bardzo wietrznym, ale cudownie zrealizowanym. Nick Rhodes wszedł wtedy na scenę w kapeluszu Lady Gagi. Rewelka. Do zobaczenia w całości pod linkiem. Była nawet Ana Matronic, jako gość specjalny w duecie do Safe...



I kolejny zarejestrowany z tego okresu koncert to Diamond in the mind. Szczęka mi znowu opadła.



Oprócz tego na stronie Genero DD ogłosili konkurs na klipy do ich najnowszej płyty. Brałam udział w głosowaniu i namawiałam też innych forumowiczów.
Mnie najbardziej podobał się teledysk zrobiony przez Australijczyka Andrew Pearce do "Before the Rain". Piękny, wzrusząjący i nie wiem, czy profesjonalny reżyser zrobiłby to lepiej. Według mnie owacje na stojąco dla tego chłopaka. Cieszyłam się, że wygrał




Ale były tez polskie akcenty i polskie teledyski, co cieszyło mnie jeszcze bardziej. Leave a light on zrobiony przez Pawła chyba z Łodzi o ile pamiętam. Animowany, ale bardzo wymowny




I Runaway, które też wygrało, a które zrobił Piotr Kopiel, tylko nie pamiętam skąd?Jakoś mi się kojarzy z Rzeszowa? Nie pamiętam, ale to było fajne uczucie, gdy oglądałam nasze polskie teledyski do muzyki DD.



Fajny, naprawdę fajny czas i dla zespołu i dla fanów. To dopiero początek tej dekady. Były przeciez jeszcze nasze duranowe zloty i koncerty, w o których napiszę następnym razem.
A teraz do posłuchania cała płyta AYNIN, zwłaszcza dla tych, którzy nie znają. Mam nadzieję, że się spodoba.

poniedziałek, 10 kwietnia 2017

Zjawisko Korteza.

Kortez, czyli tak naprawdę Łukasz Federkiewicz. Prosty, skromny, przeciętny, ale tylko na pierwszy rzut oka, bo gdy zaczyna śpiewać dzieje się jakaś magia. Występuje zjawisko fonetyczno-przestrzenne. Czas zatrzymuje się w miejscu i czy nam się to podoba, czy nie, jesteśmy pod "wpływem" :)

piątek, 31 marca 2017

Wszystkie psy idą do nieba....


Nie może być inaczej. Ktoś kiedyś napisał, że psy to ostatnie z aniołów, które zdecydowały się zostać z nami na ziemi....
We wtorek w nocy odeszła od nas nasza psinka Aki. Miała 13 i pół roku  i od 3 lat niestety nie miała się najlepiej. Chorowała, miała problemy z zębami, puchł jej pyszczek, bo ropa zbierała się pod zębem, miała chore stawy- był taki czas, że w ogóle nie mogła ustać na łapach, no i co jakiś czas dopadała ją infekcja sutka. Ale mimo wszystko dawała radę. Po każdej wizycie u weta zbierała się do kupy i nadal broiła.
Jeszcze w styczniu poszłyśmy z Małgochą z psami na spacer. Właściwie pojechałyśmy na zaśnieżone pola, żeby się mogły tam wybiegać. No i biegały- dosłownie, bo po kuracji stawowej u weta Akitka nieźle sobie radziła. Do tego stopnia, że gdzieś sobie potruchtała, a my machnęłyśmy ręką. Przecież ta starsza psina za daleko nie ucieknie... AKURAT! Szukałyśmy jej półtorej godziny po polach, zagajnikach i kniejach. Już zaczęło się ściemniać. W końcu wylazła na drogę, merdając ogonem jakby nigdy nic.
Nawet ostatnio na polnej drodze rozkopywała gniazda myszy, w czym dzielnie pomagał jej Misio. Nic nie wykopali, ale za to jaka była radocha!!! I ile wąchania i poszukiwań. Do domu psiny wróciły umorusane jak czorty, ale szczęśliwe i spełnione po misji "Polna mysz"

poniedziałek, 27 marca 2017

What is love?


Miałam oczywiście pisać o czymś innym, ale trafiłam na ten obrazek. W sumie fajny, ale to ostatnie okienko jakoś nie nastraja optymistycznie. Naprawdę po ślubie miłość zanika w sferze uczuciowej? Wiosna dzisiaj zaszalała, a ja pomyślałam, że  absolutnie się z tym pustym okienkiem nie zgadzam.
Jednym z pierwszych moich postów na tym blogu był właśnie post o małżeństwie. Pisałam o swoim małżeństwie oczywiście, bo o obcych raczej boję się tutaj bazgrolić. Nigdy nic nie wiadomo, jak ktoś odbierze uwagi na temat swojego stada, a zwłaszcza partnera ślubnego :)
Tak naprawdę jestem w jednym i stałym związku ponad 25 lat. Żyjemy dłużej ze sobą niż bez siebie. To brzmi nieprawdopodobnie, ale tak właśnie jest. I BARDZO nam z tym dobrze :)

niedziela, 12 marca 2017

The colour of spring :)


Nareszcie zapachniało wiosną. Trochę jest jeszcze niemrawa i wstydliwa, ale w ubiegłą sobotę biegałam już w krótkim rękawku porządkując ogród (co nie znaczy wcale, że został uporządkowany). Otworzyliśmy już nawet sezon grillowy :) Ale w ogrodzie sajgon straszny!!! Kiedy ja to ogarnę i posprzątam? Wprawdzie mam tydzień urlopu, ale już sobie zaplanowałam tyle zajęć, że niewyróba. Spacery z psem coraz fajniejsze, chociaż tak chwilami wieje na polach, że Misiek chcąc nie chcąc, robi za mój osobisty latawiec :)

poniedziałek, 27 lutego 2017

O tym jak spotkaliśmy Johna Taylora :)

Właściwie powinnam zacząć pisać o 4 dekadzie  bycia fanką zespołu Duran Duran, ale najpierw postanowiłam powspominać jak to spotkaliśmy w Berlinie basistę zespołu Johna Taylora, bo to fajna historia. W ogóle Berlin i te kilka dni w tym mieście przezabawne i warte wspomnień.

piątek, 17 lutego 2017

Dzień kota :)

Tak naprawdę moje koty mają swój dzień przez 365 dni w roku, ale tylko 17 lutego ja sama zamieniam się w kotkę. Naprawdę lubię te zwierzęta. Jestem urodzoną kociarą.
W związku z Dniem Kota czasem udaje mi się namówić na  zabawę w koty Maria, a dzisiaj namówiłam Małgochę. Na rękach mamy Miśka, ponieważ z kotką Manią (reszta kotów gdzieś polazła, zamiast pozować do fotek!!!) zdjęcia się zrobić nie dało! Misiek jest zazdrosny i niestety sesja z tą dwójką okazała się pomyłką :)

poniedziałek, 13 lutego 2017

Baśniowa Świdnica.



"W bardzo starej rękopiśmiennej książce znajdowała się informacja o powstaniu Świdnicy. Według niej w roku 755 po narodzeniu Chrystusa, kiedy ludność Śląska była jeszcze pogańska, wódz imieniem Swidno wraz ze swoją liczną drużyną, podążał przez Śląsk, aby zdobyć zamek Aschenburg. Znajdował się on na górze Ślęży. W tym okresie kraina ta była porośnięta gęstą puszczą. Wojowie Swidno przez długi czas oblegali zamek. Był w nim przechowywany wielki skarb, który chcieli koniecznie zdobyć. Oblężenie przeciągnęło się aż do zimy i wtedy wojowie założyli obóz przy rzece zwanej Bystrzycą. Zamku na Ślęży nie zdobyto i Swidno musiał odstąpić od oblężenia. Kilkuset jego wojowników, za zgodą wodza, po odejściu głównych sił, pozostało w obozie. Zamieszkali oni w małych, niskich chatach z drewna pokrytych darnią. Nazwali nowo założoną osadę ku czci i pamięci wodza – Swidna. Stąd wzięła się nazwa miasta Świdnica."
Taką historię znalazłam w niedostępnym właściwie już w tej chwili przewodniku po Świdnicy i muszę przyznać, że wcześniej nazwa miasta raczej kojarzyła mi się z dzikami (dzikimi świniami) niż z jakimś  wojem i jego oblężniczą bandą. W Rynku można w punkcie turystycznym zakupić pluszowe maskotki przedstawiające dziki, a i przy byłym pałacu Cystersów na ulicy Franciszkańskiej, gdzie w tej chwili znajduje się miejska biblioteka, są ustawione dzikie świnki z mamą lochą odlane z brązu. No i w herbie miasta też znajduje się dzik, symbol odwagi i męskości. Naprawdę? Mnie się kojarzy zupełnie inaczej... jakby.