poniedziałek, 18 czerwca 2018

Pozwolić odejść....


Wczoraj po południu odeszła nasza kotka Buba. Była już tak słaba, wychudzona i zatruta mocznikiem, że patrzeć się na tę agonię dłużej nie dało. Od rana siedziałyśmy na zmianę z Gosią razem z kicią w ogrodzie, a po 13-ej przyjechała weterynarka, która dokonała eutanazji. Kotek umarł tulony, głaskany i kochany w miejscu, które najbardziej lubił. Umarł pod krzewem melisy, zamiast na zimnym stole w gabinecie weterynaryjnym. Decyzja o eutanazji jest straszna!!! Po prostu straszna, ale cierpienie tego malucha przeszło już absolutnie wszystko.
Przyniosłam ją do domu w burzowy, czerwcowy dzień 8 lat temu. Była ciekawskim maluszkiem, słodziakiem i małą cwaniarą. Niezwykle inteligentna i sprytna. Skradła nasze serca i właściwie od razu stała się domowym pupilem. Czyścioch i dama w jednym. Zawsze pachnąca łąką, sianem albo warsztatem.  Nic nie mogło się odbyć bez jej udziału, bo ciekawość zawsze była jaj najważniejszą cechą. Taka była kotka Buba zwana przez nas Królikiem, Bubsem lub Wombatem. Kot nigdy nie ma jednego imienia. Nasza mała mruczanka...
Przez te ostatnie 6 miesięcy walki o jej zdrowie i jakość życia przeszła naprawdę sporo. Tak naprawdę ja poddałabym się po drugim ataku padaczki. Gosia nie odpuściła praktycznie do samego końca. Walczyła z chorobą jak gladiator, skazana z góry na niepowodzenie, bo raz zainfekowane nerki już nigdy miały nie wrócić do stanu wyjściowego. Ale ona wierzyła, że kotka da radę... że musi dać radę. Nie dała, chociaż kilka razy było światełko w tunelu.

nastolatki

 W kwietniu odpadły jej końcówki uszu i prawie wszystkie wąsiki. Dziąsła to była prawdziwa rozpacz, więc żadne kocie specyfiki, nawet te najdroższe i najsmaczniejsze, zmiksowane i podawane w najdelikatniejszy sposób nie robiły na kotce wrażenia. Umierała z głodu, ale nie mogła jeść. Cierpiała okropnie, co nie znaczy, że nie ciągnęło jej do ogrodu i na pola. Uciekała dosyć szybko i kiedy tylko nadarzyła się okazja. Czasami kilka razy dziennie.
Ilość specyfików, strzykawek, kieliszków z różnymi roztworami na wszelkie dolegliwości leżały w całym mieszkaniu. Pasty, chlorelle, tran, kora wiązu, ranigast na zgagę, kroplówki, antybiotyki. Mieliśmy tutaj mały koci szpital. A kotka coraz bardziej nas nienawidziła za to co jej robimy. Ostatnie badanie krwi w piatek to był koszmar, tak bardzo płakała... Ja się wtedy poddałam już na amen. Wynik mocznika- 130, a powinien być między 16- a 36. Weterynarz, który opiekował się kotką przez ten cały czas, stwierdził, że nie możemy dłużej czekać, bo ona naprawdę bardzo cierpi. Jestem realistką, nie wierzę w cudowne ozdrowienia, zwłaszcza w takim stanie. Gosia w końcu dała się przekonać, że to już koniec. Sama zadzwoniła do weterynarki, ale przy usypianiu nie była. I doskonale ją rozumiem.
Teraz jest już wszystko posprzątane. Mario zakopał kotkę w ogrodzie obok reszty naszych biedaków.
Czy płaczę? Ryczę jak durna i tęsknię. Zawsze będę. Wychowałam ją i była członkiem naszego stada...
Mała mordka o ciekawskim spojrzeniu. Tak bardzo jest mi szkoda tego kociego istnienia.


W necie czytałam o tęczowych mostach itp.... i wszystko to bardzo piękne. Zwłaszcza dla kogoś, kto tak sobie wyobraża raj dla zwierzaków. Oby tak było. Przy okazji znalazłam wiersz. Nawet nie wiem czyjego autorstwa, ale tutaj pasuje idealnie.

Chory dom

Mój dom jest cho­ry na śmierć
która czai się w oczach
a one pat­rzą - nie widząc
i w kieliszku
z za­war­tością kil­ku gramów
i w głosie kota
w je­go miau­cze­niu radosnym
zmieniającym się w sko­wyt bólu...
Do mo­jego do­mu pełne­go muzyki

nie­szczęścia przychodzą

jak goście...





Żegnaj kotku.
Ps.  Gocha wiesz, że jesteś heroiną ? Trzeba naprawdę kochać, żeby pozwolić odejść.
Ps2. Dziękuję też Nikoli za opiekę nad kotką podczas naszej nieobecności.

piątek, 8 czerwca 2018

Zobaczyć Neapol i....

....umrzeć? Pewnie w XVIII wieku Neapol wyglądał tak zachwycająco, że Goethe po zobaczeniu tego miasta już nic więcej nie musiał oglądać. Umrzeć i arrivederci, bo po co dłużej żyć, skoro niczego piękniejszego gatunek homo sapiens jeszcze nie zbudował i na pewno nie zbuduje? :) Czy aby na pewno? :) Rzecz gustu.
Niestety w maju 2018 roku wizerunek miasta już tak pięknie się nie przedstawiał. Myślę, że i owszem można tu umrzeć, ale albo od nieznanych szczepów bakterii, albo na ulicy, gdzie panuje wolna amerykanka i światła na przejściu są tylko sugestią. Jeżeli nie zbierze się większa ilość przechodniów, która wymusza na kierowcach przejście, można zapomnieć o drugiej stronie jezdni.
Zaklepaliśmy mieszkanie ze strony Airbnb (pojechaliśmy w 4 osoby z Puszaszkami) praktycznie w centrum miasta, zupełnie niedaleko placu Garibaldiego. Z lotniska dojazd jest dosyć prosty, bo jeżdżą stamtąd specjalne autobusy tzw. Alibusy po 5 Euro od osoby i dowożą właśnie do tego placu, gdzie już metrem albo innym środkiem transportu można się dowolnie przemieścić.

poniedziałek, 21 maja 2018

Koncerty. Part two.


No tak, jak się napisało A, trzeba napisać tez B. Ciąg dalszy tematu koncertowego będzie właśnie w tym poście.
Skończyłam na roku 91 i koncercie Sisters of Mercy, a potem miałam sporą przerwę. Zaprzątały mnie zupełnie inne sprawy, miałam inne priorytety, co oczywiście nie znaczy, że człowiek po wejściu w oficjalny związek powinien zrezygnować z oglądania koncertów. O ile pamiętam w latach 90-tych na pewno byłam jeszcze na koncercie De Mono (kiepski i spóźnili się ponad półtora godziny, co bardzo mnie wkurzyło), Wilków (doskonały) i Myslovitz (genialny). Akurat w latach 90-tych te 2 ostatnie kapele rozpoczęły swoje wielkie kariery i zasypały nas doskonałą muzyką i fajnymi tekstami. Cała Polska śpiewała ich kawałki.
Wilki widziałam jeszcze dwukrotnie i to całkiem niedawno. Nadal trzymają formę, ściana gitar wymiata!!! Za drugim razem Robert coś cieniował, ale poszedł "przypudrować nosek" i poszły konie po betonie. Teraz wygląda już trochę jak stara Indianka, ale to zwierzę sceniczne. Doskonale wie z czym się to je i jak trawi. Prawdziwy rock'n'rollowiec.

niedziela, 6 maja 2018

Koncerty. Part one.

Lubię. Bardzo nawet, ale nie te wielkofestiwalowe typu Woodstock czy Open Air, bo tam dostałabym kota z powodu nadmiernej ilości tłumów, których wręcz fizycznie nie trawię, ale takie do 5 tysięcy osób, to czemu nie :) Chociaż zdarzały się wyjątki gabarytowe :)


Pierwszy poważny koncert jaki w życiu zaliczyłam, to było nie byle co, bo grupa Kajagoogoo, która zagrała na Wyspie Słodowej we Wrocławiu w 1984 roku. Właściwie oni nie nazywali się już Kajagoogoo tylko Kaja, a byli tuż po wywaleniu z zespołu założyciela kapeli, niejakiego Limahla i po wydaniu nowej płyty już bez niego pt."Islands". Dlaczego Kaja to dla mnie nie byle kapela? Ano dlatego, że wypromował ich klawiszowiec Duran Duran- Nick Rhodes. Został ich producentem i miał poważny wpływ na szaleństwo związane z Kajagoogoo w 1983 roku. Singiel Too shy to też jego robota studyjna.



Już nie pamiętam gdzie kupiłyśmy bilety na ten koncert (a wybrałyśmy się w 4 fanki Duranki), ale podejrzewam, że w Orbisie, bo tam można było kupić tego typu rzeczy. To były wakacje, więc pomalowałyśmy włosy czym się dało, założyłyśmy najlepsze ciuchy w stylu new romantic i trampki i ruszyłyśmy do Wrocławia. Zespół do Polski sprowadził niejaki pan Andrzej Marzec z agencji Pagart i przyznam szczerze, że łudziłyśmy się bardzo, że skoro Pagart może sprowadzić Kaja, to pewnie może też i Duran Duran... Niestety to były już zupełnie inne ligi muzyczne.

poniedziałek, 23 kwietnia 2018

Uwaga, kobieta za kierownicą.


Właśnie na początku kwietnia strzeliło mi 20 lat za kółkiem. Za różnymi kółkami, bo przecież przez ten czas jeździłam przeróżnymi samochodami- od Malucha na samym początku, do Skody Octavii teraz. I naprawdę nie ma to dla mnie większego znaczenia, czy samochód ma kopa, czy też nie. Dla mnie najważniejsze jest to, że jedzie i daje mi poczucie wolności. Oczywiście, że zupełnie inaczej kieruje się Maluszkiem, a zupełnie inaczej Citroenem C4, który ma takie przyspieszenie, że za pierwszym razem wbiło mnie w fotel i poczułam się jak Jurij Gagarin w statku Wostok, którego wystrzelono w kosmos. To był szok. Zwłaszcza po wcześniejszej jeździe w Seicento :) Ale jak już napisałam- to nie ma znaczenia.

niedziela, 15 kwietnia 2018

Wiosna

Nadeszła, właściwie wbiegła jak dzika- WIOSNA!!! Dopiero co chodziłam w zimowych butach, a z dnia na dzień zaczęłam się zastanawiać czy nie odszukać letnich sandałów? Nagle zrobiło się 25 stopni, a słońce zaczęło prażyć niemiłosiernie. A co ja zrobiłam w związku z wiosną? Jak to co?- REMONT!!!!
Zamiast durna, leżeć na kocyku, dzień po lanym poniedziałku rozpoczęłam uprzątanie chałupy w celach malowania i zmiany podłogi w pokoju u dziewczyn. Ale gdy tylko we wtorek otworzyłam oczy, w drzwiach stanął policjant z zapytaniem, czy to przypadkiem nie mój pies jest przywiązany do płotu kilkaset metrów od domu. MÓJ??? Ale mój powinien być w ogródku. Ale pan policjant opisał pieska dosyć dokładnie i przestałam mieć jakiekolwiek wątpliwości, że to moje Misio zostało przywiązane do tego płotu. Pojechałam radiowozem z tym miłym policjantem na miejsce i patrzę- leży jak trusia, patafian cholerski!!! A ludzie zamiast odprowadzić go do domu, to zadzwonili na policję. Przecież wiedzieli czyj to pies, skoro policjant trafił do nas bez pudła? Suki się ciekały, a Misiek poczuł zew natury. Pomijam fakt, że w ciągu ostatnich dwóch tygodni uciekł  kilka razy, a raz nawet trafił ponownie do schroniska, po nocnej eskapadzie. Nauczył się cwaniak kopać tunele pod płotem, a my go nie doceniliśmy. Ani jego determinacji, ani jego pomysłowości. Kara dla nas. Mario naprawdę musiał zbudować fortecę, żeby cymbał nie uciekał.


środa, 21 marca 2018

Dieta Dąbrowskiej.

Od tego trzeba zacząć, że... NIGDY, przenigdy nie byłam na żadnej diecie. Nawet jeśli takie pomysły świtały mi w głowie o poranku, w godzinach popołudniowych były już dawne nieaktualne i wywietrzałe.
Ani nie miałam takiej potrzeby, ani wystarczającej determinacji, ani silnej woli. Ani w ogóle powodu specjalnego do ograniczania sobie jedzenia i picia. Ja po prostu lubię jeść!!Lubię! I nic tego nie zmieni (no chyba, że jakaś nagła choroba, która zweryfikuje mój jadłospis, ale póki co, nie ma o czym gadać.)
Miałam (i mam ) sporo koleżanek, które co jakiś czas wpadają w wir diet- a to tylko kurczak i gotowane buraki, a to dieta białkowa bez odrobiny węglowodanów, a to dieta sokowa, dieta Kwaśniewskiego czy sam serek wiejski 8 razy dziennie. O RATUNKU!!!! Jakaś tragedia. Z jednej strony byłam pełna podziwu dla katuszy, które przeżywały znane mi koleżanki, a z drugiej pukałam się w głowę- ludzie, po co?
Z jeszcze innej strony, nigdy też nie musiałam specjalnie tych diet pilnować, bo natura obdarowała mnie świetną przemianą materii i mogłam się np. najeść placków ziemniaczanych z zawiesistym sosem polanych dodatkowo gęstą śmietaną, a potem pójść na długą drzemkę i NIC. No oczywiście do czasu, ale długie lata po prostu nie tyłam. Każda ciąża to dodatkowe 10 kg, po porodzie minus 5, bo miałam łapczywe i żarte dzieci, więc gubiłam niemiłosiernie. Długie lata byłam po prostu szczupła.
Pisałam już, że przytyłam po 40-tce, gdy przestałam intensywnie pracować w terenie, ale nawet wtedy, patrzyłam na wszelkie diety z obrzydzeniem.

niedziela, 11 marca 2018

Początek roku.

W drodze na Wielka Sowę w styczniu by Tomek Ostrowski
No proszę i mamy marzec!!! Cieplutki marzec!!!!2 pierwsze miesiące strzeliły nie wiadomo kiedy. Strasznie nie lubię tych styczniów i lutych, bo są ciemne, zimne i obrzydliwe, zwłaszcza jeśli nie ma śniegu, tak jak to było w tym roku. No a luty dodatkowo w bonusie dowalił rekordowymi mrozami. Spacery z psem to była średnia przyjemność.
W styczniu praktycznie tydzień po tygodniu jakieś imprezy w weekendy. Najpierw urodziny Madzi z Wrocławia (mam kaca do dzisiaj!!!), a tydzień później koncert Tribute to George Michael we Wrocławskim Starym Klasztorze. Na basie miał grać nasz wspólny (Magdy i nasz) znajomy Paweł, który kilka lat temu jako repatriant  wrócił do ojczyzny z Kazachstanu razem z fantastyczną żoną Arinką i synkiem Wiktorem. Jeszcze w listopadzie Paweł zaprosił nas na FB  na to wydarzenie, co bardzo mnie ucieszyło, bo po pierwsze- kocham George Michaela, a po drugie- chciałam usłyszeć jak gra nasz Pablo na basie. Obiecałam mu, że na scenę posypie się deszcz staników. Potem pisała do mnie Madzia z pytaniem, czy my będziemy te staniki rzucać, bo Paweł zatrwożony, że my naprawdę chcemy to zrobić. Odpisałam Madzi, że jasne, co ją bardzo ucieszyło. W dniu koncertu zapakowałam 4 biustonosze do torebki po swoich córkach ( moich nie brałam, bo zabiłabym basistę namiotem), a Magda zgarnęła 2 sztuki ze swojej osobistej szuflady.

wtorek, 27 lutego 2018

Gdy kotek jest chory.


Nigdy nie przypuszczałam, że nasza kicia Buba posypie nam się jako pierwsza z całego kociego trio, ponieważ ma dopiero 7 lat i jest najmłodsza z tego towarzystwa, ale niestety stało się inaczej.
Jakoś z miesiąc temu w piątek zaczęła się zataczać i być niemrawa, więc szybciorem zawiozłam ją do weta, bo bardzo mi się to nie podobało. Jeszcze wcześniej Gosia była z nią u innego weta, bo już wtedy nas niepokoiła (za dużo piła wody). Weterynarka ją pooglądała i stwierdziła, że wszystko OK, ewentualnie trzeba jej zrobić wyniki krwi, a żeby to zrobić kot powinien być na czczo. Dobrze powiedzieć, ale jeśli w domu są 3 koty to jedzenie jest wystawione cały czas, więc trudno w ogóle było przyłapać Bubę na głodniaka. Później się dowiedziałam, że żeby zrobić analizę krwi pod kątem nerek, kot wcale nie musi byc na czczo, ale teraz to już musztarda po obiedzie.
Wracając, inny wet do którego zazwyczaj chodzę, zbadał pannę Kicię i stwierdził, że ma powiększone nerki i nie jest dobrze. Dostała zastrzyk i kazał wrócić w sobotę. W sobotę było gorzej, a w poniedziałek katastrofa. Kot przez cały weekend nic nie tknął, ani nie zjadł, ani nic nie wypił. Była bardzo słaba i odwodniona. Skóra kota wskazywała na to, że jest tragedia.

środa, 21 lutego 2018

Mafia Antona :)



Już jakiś czas temu postanowiliśmy z Mariem zrobić wspólną imprezę urodzinową. Ja mam swoje urodziny w grudniu, on w lutym (tak, jest młodszy o 2 miesiące), więc styczeń wydał nam się idealnym miesiącem na taką fetę. 100 lat to nie w kij dmuchał.
Jakoś w grudniu już większość pozapraszałam i okazało się, że nasi znajomi Jola z Radkiem i Adaś, też mają zaległe imprezy urodzinowe (wszyscy z listopada) i może zrobilibyśmy to wspólnie? Jasne, czemu nie. To fajny pomysł. 
Moja Gosia poleciła mi salę w Marcinowicach, którą prowadzi mama jej koleżanki. Pojechałam, zobaczyłam, zamówiłam i zaklepałam na 27 stycznia.

sobota, 17 lutego 2018

Dekada piąta.Dojrzałość.


                                                                      2007-2017

W 2007 roku

- ogłoszono wyrok skazujący dla członków afery tzw. "łowców skór". Czy ktoś z was spodziewał się kiedykolwiek łódzkiego pogotowia?



- Pałac Kultury i Nauki został wpisany do rejestru zabytków. Dzisiaj władza PIS chce go wyburzyć...Słow brakuje.


- na targach biżuterii w Gdańsku skradziono diamenty warte 1,5 miliona dolarów.


- w trakcie zatrzymania przez ABW Barbara Blida popełniła samobójstwo. Sprawa nie została wyjaśniona do dzisiaj.


- na stadionie Śląskim zagrały zespoły Linkin Park, Pearl Jam, Genesis oraz Red Hot Chilli Peppers.



- George Michael wystąpił na Służewcu (strasznie żałuję, że na tym koncercie nie byłam)


- podczas białego szkwału na jeziorach mazurskich zginęło 12 osób.


- Sejm większością głosów zdecydował o skróceniu V kadencji. Kaczyński dostał porządnego kopa, ale od tego czasu wiele przemyślał i niestety wrócił robiąc Polakom wodę z mózgu. w 2015 roku...


- Polska przystąpiła do Strefy Schengen. Przejścia graniczne i paszporty przestały obowiązywać w Unii Europejskiej dla Polaków.


A za granicą?

-w San Francisco zaprezentowano iPhona


- Oscara za najlepszy film otrzymał Graham King za Infiltrację.


- odbyła się premiera ostatniej części Harryego Pottera "Insygnia śmierci" J.K Rawling



- prawdziwy szok energetyczny- Foo Fighters z płytą Echoes, Silence, Patience and Grace. Polecam!!!



-Travis wydaje album The Boy with no name



- Arctic Monkeys wydaje album Favorite Worst Nightmare



- Ludność świata to 6 miliardów 671 milionów ludzi.


I właściwie nie wiem co jeszcze mogłabym dopisać, bo 2007 rok to rok zamachów terrorystycznych na Bliskim Wschodzie (nie tylko), katastrof lotniczych, huraganów, orkanów, tsunami i innych tego typu kataklizmów. Zły, niedobry rok. Trup ścielił się gęsto i gwałtownie. Tak rozpoczęła się dekada 5.

A u mnie? To był zwyczajny, dobry rok. Pod koniec 2007 roku dostałam od Urzędu Pracy dofinansowanie na otworzenie własnej działalności gospodarczej. Formalności trwały chwilkę i otworzyłam to co najprostsze, czyli stoisko z biżuterią, prezentami, upominkami i akcesoriami do włosów. Szwarc mydło i powidło. Miejsce na stoisko wydawało mi się idealne, bo centrum miasta w domu towarowym na przeciwko sądu. Okazało się jednak, że wcale takie idealne nie było. Właściwie w ogóle :) Pociągnęłam to przez 2 lata, dopóki płaciłam mały ZUS, a potem odpuściłam, bo sensu w tym dużego nie było. Dopłacanie do interesu to raczej kiepski pomysł. Zamknęłam bez żalu wcześniej odstępując swoje miejsce facetowi z Wrocławia, który dodatkowo odkupił ode mnie meble i regały stoiskowe. Przynajmniej tyle.

wtorek, 30 stycznia 2018

Dekada czwarta. Odpowiedzialność.



                                                                            1997-2007


W 1997 roku
- Sejm zreformował ustawę o powszechnym ubezpieczeniu zdrowotnym. Powstały Kasy Chorych. Od 20 lat nadal chore.....

- Przyjęto Konstytucję Rzeczypospolitej Polskiej. Dzisiaj przez  obywateli lepszego sortu nazywana "komunistyczną szmatą"
 

- Powstały Strefy Ekonomiczne, w tym bardzo ważna strefa dla miasta Wałbrzycha. Właściwie bezcenna dla miasta z 40 % bezrobociem.






-zniesiono karę śmierci



- w Katowickim Spodku odbył się charytatywny koncert Jean-Michel Jarre'a


- Miała miejsce powódź tysiąclecia. Dolny Śląsk znalazł się pod wodą. Wrocław zamienił się w Wenecję, ale to nie było wcale romantyczne.


- w Warszawie po raz pierwszy wystąpiła grupa U2


-rozpoczęła nadawanie telewizja TVN


- pierwsza emisja "Ulicy Sezmakowej"


A na świecie?

- sklonowano pierwszego ssaka- owieczkę Dolly


- jeden z moich ukochanych filmów  "Jerry Maguire" został nominowany do nagrody Oscara. Niestety Oscara zdobył  "Angielski Pacjent"

- najlepszą aktorką została Frances Mc Dormand. Bardzo zasłużenie za rolę w filmie "Fargo". W tym roku jest nominowana za jeszcze lepszą rolę w filmie "3 bilboardy za Ebbing, Missouri." Była FANTASTYCZNA!!!!


- miał premierę film Luca Bessona " Piaty element", "Adwokat Diabła"...


- a także "Faceci w czerni' :)




- na Marsie wylądowała sonda Pathfinder


- w wypadku samochodowym w Paryżu zginęła Księżna Diana i jej przyjaciel Dodi Al- Fayed


a muzycznie?
- ukazuje się album "Sehnsucht" grupy Rammstein z kultowym "Du Hast"



i "Urban Hymns" kapeli The Verve z równie kultowym "Bitter Sweet symphony"





piątek, 12 stycznia 2018

Dekada trzecia. Dorosłość.


1987-1997

- w lutym 1987 roku, w Katowickim  Spodku odbył się pierwszy  w Polsce koncert grupy Metallica.
                                                    

- zostały zniesione amerykańskie sankcje gospodarcze wobec Polski
- na antenie TVP2 ukazało się pierwsze wydanie Panoramy (dzisiaj nie do oglądania!!!)

- we Wrocławiu odbył się pierwszy happening Pomarańczowej Alternatywy


-Telewizja wyemitowała kultowy serial pt. Zmiennicy.


- w Białymstoku urodziło się pierwsze w Polsce dziecko poczęte metodą In Vitro (10 lat różnicy pomiędzy nami, a Zachodem!!!)



- zadłużenie Polski w krajach zachodu wynosiło 6 miliardów dolarów...
- Artur Hajzer i Jerzy Kukuczka zdobyli w Himalajach szczyt ośmiotysięcznika Annapurna


A za granicą naszej socjalistycznej ojczyzny?

- Grupa U2 wydała album "The Joshua Tree". Doskonały!!!!


- został dopuszczony na rynek lek zwalczający wirus HIV (AZT)


- w Nowym Yorku sprzedano obraz Van Gogha" Słoneczniki" za 39,85 miliona dolarów.


- Oscara za najlepszy film dostał "Pluton" z młodziutkim i rewelacyjnym w tym filmie Charlie Sheenem

- Mathias Rust jako 19-stolatek poleciał sobie małym samolotem z przez Finlandię do Rosji i wylądował jak gdyby nigdy nic na moście tuż obok Placu Czerwonego. Po wylądowaniu został aresztowany i skazany na 4 lata ciężkich robót. (w rzeczywistości odsiedział tylko rok więzienia). Paraliż decyzyjny wojsk radzieckich został w pełni obnażony!!!


- na ekranach kin zawitały "Czarownice z Eastwick" z Jackiem Nicholsonem, Susan Sarandon, Cher i Michelle Pfeiffer


- w lecie ukazał się album Michaela Jacksona "Bad", a wraz z nim moja ulubiona piosenka tego wykonawcy "Liberian Girl"



- na ekrany kin wszedł doskonały film Stevena Spielberga "Imperium Słońca" w młodziutkim Christianem Bale... dzisiejszym Batmanem :)



 - po 326 dniach ściągnięto w końcu ze stacji Mir ruskiego kosmonautę Jurija Romanienko. Nie było kasy, żeby mógł wrócić na Ziemię. Trochę chłopina tam schudł i zmarniał...


To był rok, gdzie była cała masa Papieża Jana Pawła II, aż do wyrzygania. Rok katastrof lotniczych, zamachów terrorystycznych i krachu giełdowego. Muzycznie i filmowo- PYSZNY!!!!

A co u mnie? Chyba rozkwitłam, wyszlachetniałam i stałam się pewna siebie. Wyleczyłam się ze wszystkich kompleksów. Nie wiem jak to się specjalnie stało, ale zaakceptowałam to kim jestem, a zwłaszcza jaka jestem. Zaakceptowałam fakt, że lepiej nie będzie i powinnam się cieszyć z tego co mam.