niedziela, 12 marca 2017

The colour of spring :)


Nareszcie zapachniało wiosną. Trochę jest jeszcze niemrawa i wstydliwa, ale w ubiegłą sobotę biegałam już w krótkim rękawku porządkując ogród (co nie znaczy wcale, że został uporządkowany). Otworzyliśmy już nawet sezon grillowy :) Ale w ogrodzie sajgon straszny!!! Kiedy ja to ogarnę i posprzątam? Wprawdzie mam tydzień urlopu, ale już sobie zaplanowałam tyle zajęć, że niewyróba. Spacery z psem coraz fajniejsze, chociaż tak chwilami wieje na polach, że Misiek chcąc nie chcąc, robi za mój osobisty latawiec :)

poniedziałek, 27 lutego 2017

O tym jak spotkaliśmy Johna Taylora :)

Właściwie powinnam zacząć pisać o 4 dekadzie  bycia fanką zespołu Duran Duran, ale najpierw postanowiłam powspominać jak to spotkaliśmy w Berlinie basistę zespołu Johna Taylora, bo to fajna historia. W ogóle Berlin i te kilka dni w tym mieście przezabawne i warte wspomnień.

piątek, 17 lutego 2017

Dzień kota :)

Tak naprawdę moje koty mają swój dzień przez 365 dni w roku, ale tylko 17 lutego ja sama zamieniam się w kotkę. Naprawdę lubię te zwierzęta. Jestem urodzoną kociarą.
W związku z Dniem Kota czasem udaje mi się namówić na  zabawę w koty Maria, a dzisiaj namówiłam Małgochę. Na rękach mamy Miśka, ponieważ z kotką Manią (reszta kotów gdzieś polazła, zamiast pozować do fotek!!!) zdjęcia się zrobić nie dało! Misiek jest zazdrosny i niestety sesja z tą dwójką okazała się pomyłką :)

poniedziałek, 13 lutego 2017

Baśniowa Świdnica.



"W bardzo starej rękopiśmiennej książce znajdowała się informacja o powstaniu Świdnicy. Według niej w roku 755 po narodzeniu Chrystusa, kiedy ludność Śląska była jeszcze pogańska, wódz imieniem Swidno wraz ze swoją liczną drużyną, podążał przez Śląsk, aby zdobyć zamek Aschenburg. Znajdował się on na górze Ślęży. W tym okresie kraina ta była porośnięta gęstą puszczą. Wojowie Swidno przez długi czas oblegali zamek. Był w nim przechowywany wielki skarb, który chcieli koniecznie zdobyć. Oblężenie przeciągnęło się aż do zimy i wtedy wojowie założyli obóz przy rzece zwanej Bystrzycą. Zamku na Ślęży nie zdobyto i Swidno musiał odstąpić od oblężenia. Kilkuset jego wojowników, za zgodą wodza, po odejściu głównych sił, pozostało w obozie. Zamieszkali oni w małych, niskich chatach z drewna pokrytych darnią. Nazwali nowo założoną osadę ku czci i pamięci wodza – Swidna. Stąd wzięła się nazwa miasta Świdnica."
Taką historię znalazłam w niedostępnym właściwie już w tej chwili przewodniku po Świdnicy i muszę przyznać, że wcześniej nazwa miasta raczej kojarzyła mi się z dzikami (dzikimi świniami) niż z jakimś  wojem i jego oblężniczą bandą. W Rynku można w punkcie turystycznym zakupić pluszowe maskotki przedstawiające dziki, a i przy byłym pałacu Cystersów na ulicy Franciszkańskiej, gdzie w tej chwili znajduje się miejska biblioteka, są ustawione dzikie świnki z mamą lochą odlane z brązu. No i w herbie miasta też znajduje się dzik, symbol odwagi i męskości. Naprawdę? Mnie się kojarzy zupełnie inaczej... jakby.

sobota, 4 lutego 2017

Lech Wałęsa- człowiek wolności.


Miałam już pisać o tej odkładanej po raz kolejny Świdnicy, przygotowałam materiały, ale zabrakło mi kilku fotek, więc może to i lepiej, że ten temat znowu odpuszczam? Kto czeka, ten się doczeka.
Strasznie wkurzyły mnie ostatnie ataki na Lecha Wałęsę, dlatego nie przejdę  obok tej sprawy obojętnie.
W lecie 1980 roku byłam kompletną gówniarą i zupełnie nie zdawałam sobie sprawy z tego co działo się w Stoczni Gdańskiej i w całej Polsce. Mieszkałam wtedy w proletariackim Wałbrzychu, gdzie kopalnie i koksownie nakreślały życie miasta. Pamiętam strajki górników, ale nie wiedziałam dlaczego i co może z tego wyniknąć. Biegałam wtedy po podwórku i nie w głowie była mi polityka i górnicze protesty.
Ale już za moment na ustach prawie wszystkich słyszałam słowo Solidarność i Lech Wałęsa.

poniedziałek, 23 stycznia 2017

Bergamo- brama do Mediolanu.


Czas zwijać majdan ze słonecznej, choć jak już wspominałam zimnej Italii. Zjedliśmy ostatnie ohydne śniadanie (w mojej głowie nadal była jajeczniczka i kakao :), zapakowaliśmy klamoty i ruszyliśmy na dworzec żegnając Mediolan.
Jechaliśmy do Bergamo, wieczorem mieliśmy stamtąd wylot do Katowic, ale wiedzieliśmy, że warto poświęcić cały dzień na zwiedzanie tego starego, włoskiego miasta. Starego, bo podobno pierwsze ślady osadnictwa są aż z XII wieku przed naszą erą!!!!

sobota, 14 stycznia 2017

Bella Como.


I nastał drugi dzień naszego pobytu w Italii, tym razem przeznaczony na wizytę w Como.
Okazało się, że całkiem niedaleko naszego hotelu znajduje się stacja kolejowa, skąd bezpośrednio mogliśmy dojechać sobie do tego miasteczka. Przy okazji zwiedziliśmy Sesto S. Giovanni i dowiedzieliśmy się, że właśnie tam jest siedziba producenta wina Campari. I to spora!!! Co ja piszę- wielka i futurystyczna, chociaż stary budynek winiarni został sprytnie wkomponowany w nowoczesną bryłę. Wygooglujcie sobie, bo jest na co popatrzeć.
Do Como jechaliśmy jakieś 40 minut w ciepłym i czystym pociągu. Miasteczko zostało założone w 196 r p.n.e jako strażnica graniczna, ale śladów antyku nie zauważyliśmy. Ruszyliśmy za ludźmi z pociągu. Właściwie nigdy nie mamy jakiegoś planu co koniecznie musimy zobaczyć- po prostu przygoda czeka. Zwiedzanie z niespodziankami. Tym razem było podobnie. Nawet nie wiedzieliśmy gdzie ci ludzie idą, ale co tam... Ulica wyglądała jak główny deptak. Po drodze piękna karuzela. We Włoszech czy zima czy lato- karuzele są czynne :)



Tuż za rogiem zabłyszczało przed nami błękitne jezioro Como nazywane inaczej Larius, co zrozumiałe samo przez się.

piątek, 6 stycznia 2017

Sylwester w Mediolanie


Na pomysł wyjazdu na Sylwestra do Mediolanu oczywiście wpadła mama chłopaka mojej Marceli - Agnieszka. Ta sama, która namówiła nas na Gruzję i na Bari. Zadzwoniła, że jest wylot za 100 pln w obie strony do Mediolanu w terminie 31 grudnia- 3 stycznia i czy nie chcielibyśmy skorzystać. Zadzwoniła prawie 2 miesiące temu. Do Mediolanu?Na Sylwestra? Za 100 pln??? E, no jasne, że lecimy!!!! Podpytaliśmy jeszcze ekipę z Gruzji, czy chętna, ale niechętna, bo część była w Mediolanie w lecie, więc odpuścili. Została nasza trójka. W międzyczasie został jeszcze wynaleziony hotel (Bristol, a co???) :) i jako taki plan pobytu.