czwartek, 18 maja 2017

Tula, you look so old, czyli Korfu 2017 :)

Pamiętacie pewnie "Moje wielkie Greckie wesele" i szaloną, grecką rodzinkę Portokalos? To jeden z moich ulubionych filmów komediowych, które mogę oglądać raz w tygodniu i nigdy mi się nie znudzi. Jest po prostu ponadczasowy, a jego uniwersalność polega na starej zasadzie- rodzina jest najważniejsza... Ale także- to mężczyzna jest głową rodziny, ale kobieta szyją. Potężną i osadzoną na solidnym karku....A ta głowa to nie zawsze kontaktuje (śmiech) Osobiście znam tylko jedna Greczynkę, właśnie o imieniu Tula, ale nie jest to ta Tula filmowa zdecydowanie. No i kilkoro Greków z widzenia. Mają w Świdnicy sklepik z greckim obuwiem. Fajnym :) A z Tulą (moją) kiedyś po prostu pracowałam i przegadałyśmy ze sobą sporo czasu. Opowiadała mi o tym jak to się stało, że trafiła do Polski i jak co roku polscy Grecy spotykają na zlotach w Zgorzelcu.
Ale do brzegu... Nigdy nie byłam w Grecji. Wiele osób mi polecało, ale jakoś nie było po drodze.
W tym roku wiosna na Dolnym Śląsku była tak ohydna, iż pomimo tego, że wcześniejsze plany zakładały, że urlop spędzimy w Polsce na wschodnio- północnych rubieżach, to rzeczywistość szybciutko zweryfikowała nasze plany i po przejrzeniu bardzo fajnego portalu Wakacyjni Piraci (polecam) stwierdziliśmy, że może Korfu??? Grecja na początku maja może być cudowna i na pewno cieplejsza niż nasza strefa klimatyczna o kilkanaście stopni. Brrrr. Mario wszedł na stronę Itaki i na lastach wybrał hotel z all inclusive. Popatrzyłam na fotki- spory i do morza kilka metrów. Jedziemy, co tam. Nawet nie spytałam jaka miejscowość. Po dotarciu na miejscu nadal nie wiedzieliśmy jak się miejscówa nazywa, bo i po co?
Wylecieliśmy z Wrocławia o jakiejś chorej godzinie, bo o 3:30. Samolot załadowany na full. Sporo maluchów. Niestety przestraszonych, a co za tym idzie płaczących. Wcale im się nie dziwię- mała przestrzeń, sami obcy ludzie. Osobiście też nie lubię latać, ale póki co niczego lepszego ludzkość nie wymyśliła. Chociaż czekam na jakieś urządzenia do teleportacji, albo co? Podobno polscy studenci wynaleźli rury, w których podróżuje się z niezwykłą szybkością, jak na Bondach tłoki do czyszczenia rurociągów (Living Daylights czy The World is not enought) ale póki co nie ma infrastruktury. Lipa. Poczekam.
Na lotnisku w Korfu wylądowaliśmy o świecie. Stanowisko Itaki czujne, szybko zapakowali nas do autokaru i zapytaliśmy w końcu dokąd, to dokąd pojedziemy? Do Messonghi, jakieś 60 km na południe od miasta Korfu. Link do kompleksu tutaj https://www.itaka.pl/wczasy/grecja/korfu/hotel-messonghi-beach-holiday-resort,CFUMESO.html?ofr_id=668119f5df4a09c75f70105430216c5b48fdbff796ac22dac84c49eba344a0fe&adults=2&childs=0
Szybki meldunek, ale pokoje dopiero od 12-ej w południe. Była 8:30. Toboły walnęliśmy pod schodami (taki zwyczaj) i  sami poszliśmy  na śniadanie. Szwedzki stół i pełny bufet!!! Przyznam, że naprawdę się najadłam i ryjek mi się uśmiechnął. Co było robić? Poszliśmy na plażę i  postanowiliśmy odespać nockę w samolocie na plażowych leżakach.
Sprawdziłam temperaturę wody...oj, oj.... Bałtyk w sezonie się kłania. Słońce prażyło mocno, ale wiał zimny, nieprzyjemny wiatr, więc byliśmy w średnio komfortowej sytuacji. Termicznej oczywiście. Od lat nie opalam twarzy, więc nogi na słońce, a reszta ciała w cieniu pod parasolem... Na słońcu skwar, a w cieniu w kurtce. W koszuli i w kurtce! No cóż, to i tak lepiej w Polsce. Przynajmniej luxy łapiemy. Tym sposobem spaliłam sobie podudzia na skwarkę, a miałam na sobie długie spodnie z podwiniętymi nogawkami :) Bo zasnęłam jak kamień.

Poranek na leżaku w Messonghi

Przed południem jeszcze zajrzeliśmy do baru, bo już działał i odebraliśmy klucz od pokoju. Czysto i cicho.
Obok płynęła rzeka pełna barek i statków wycieczkowych. Nasz basen (a na terenie kompleksu jest ich 4) niestety nieczynny. Ale przebraliśmy się i znowu na plażę. Padłam jak kawka!!! Jak mam zarwaną noc, to potem dzień mam wyjęty z życiorysu. Na wampira się nie nadaję.


Generalnie jestem ruchliwym stworzeniem, ale na wakacjach potrafię po prostu się walnąć i nic nie robić. Nawet sobie śpiewałam Marylkę Rodowicz- Kiedy będę mieć forsy jak lodu, kiedy poznam rozkosze zamęścia, czy przybędzie mi trochę rozumu?Trochę szczęścia? A tym czasem leże pod gruszą, na dowolnie wybranym boku i mam to, co na świecie najświętsze- święty spokój!
W tym przypadku gruszę zamieniłam na palmę :)

drink z palemką :)


Ogólnie o ośrodku, bo nie będę zamulać- fajnie! Jedzenie różnorodne i smaczne (poza parówkami). Tzw. full wypas! Do wyboru do koloru i dla wegetarian i dla mięsożerców. Codziennie pyszna ryba! Owoce morza, pieczone, smażone. Mięso jakie chcecie!! Ryż, makaron, ziemniaki pod wieloma postaciami. Surówki i gotowe i do samodzielnego przygotowania i do tego sosy przeróżne i przyprawy. Greckie jogurty, owoce, warzywa, zapiekanki. Do picia: od wyrobów Pepsi, poprzez soki i wodę, do piwa i wina w 3 kolorach. Nie chrzczonych, tak jak to mieliśmy okazję ostatnim razem w Turcji. Wino smaczne.
Wychodziłam z tych obiadków i kolacyjek jak ciężarówka i nawet nie dlatego, że chciałam się nażreć, ale chciałam wszystkiego spróbować. I tak się nie dało.
Przy okazji posiłków kompletnie upadł mit szczupłych Francuzek. Kompletnie!!! Czułam się przy nich jak miss Polonia. Naprawdę nie przesadzam! Ale Francuzki to jednak małe Mickey przy Brytyjkach. Jezusie Nazareński jak można doprowadzić się do takich monstrualnych rozmiarów??? I to nie tylko kobiety, ale też faceci. TRAGEDIA!!! Ale razu pewnego przyjrzałam się co oni jedzą na te obiadki i kolacyjki- frytki plus makaron plus sos i do tego chleb z masłem???? Ja myślałam, że tak to Rosjanie jadają...Bo Rosjanie wsjio z chljebkiem, ale Brytyjczycy? Na śniadanie fasolka na gęsto z jajecznicą??? O matkoicórko!
Sama nie jestem jakaś szczupła, ale bez przesady. Jestem zdruzgotana Brytyjczykami. Kaszaloty. I jest mi przykro to pisać, bo lubię Brytoli.




Pierwszego wieczoru spędziliśmy czas z Francuzami, ale znudzili nam się szybko, dlatego już następnego dnia dosiedliśmy się towarzystwa mieszanego, w zupełnie innym budynku, gdzie prym wiedli Brytyjczycy i Polacy, ale byli tez Belgowie i Holendrzy, kilku Niemców i ogólnie towarzystwo multiculti.
Jakoś 3 dnia animatorki (jedna Polka, jedna Greczynka) razem z dj-em zorganizowali konkurs typu " Jaka to melodia" z muzyką z lat 70-tyc, 80-tych, 90-tych i dekadzie po roku 2000. Pomyślałam, że sobie popatrzę i się pośmieję. Krzesło, na którym należało usiąść i powiedzieć, co się właśnie usłyszało stało niedaleko od nas, ale nie znowu tak blisko. Pierwszy kawałek Queen "Bohemian Rapsody". Nikt nie wstał, oprócz ...ku mojemu zaskoczeniu mnie. Klapnęłam na krzesełku i powiedziałam co wiedziałam, czym zachęciłam innych użytkowników. I zaczęło się szaleństwo, kto pierwszy ten lepszy. W latach 70-tych prym wiodła Belgijka Doris, dobre 10 lat starsza ode mnie..no i siedziała bliżej krzesełka, więc mi się trochę odechciało, ale Mario, typ sportowca gały zrobił i mówi- NO CO TY??? Nie będzie Brytol (w tym przypadku Belg) pluł nam w twarz. No dobra, nie dam się.!!! Wtedy też do akcji wszedł wakacyjny pajac i fisiek niejaki Ashley. Był w duecie z jeszcze jednym Anglikiem, przesympatycznym (i w przeciwieństwie do Ashleya trzeźwym) Timem. Duet nazywał się Tashley :) Ashley rozochocony procentami szalał. Nawet jak nic nie wiedział, wskakiwał na kolanka innym użytkownikom prosząc o pół punktu :) Mnie też nie oszczędził :) :) Śmiechu było mnóstwo, a krzesełko fruwało w powietrzu.
Przy latach 80-tych przestawiono krzesełko bliżej stanowiska dj-a, więc się przesiedliśmy i byliśmy już bardzo blisko zaklepywanki. No i tutaj dałam popis, bo w muzyce lat 80-tych jestem obryta, chociaż nie aż tak jak myślałam :) Tim, a nie miał więcej niż 25 lat, wcale nie był gorszy i siedział tuż obok mnie, ale to współzawodnictwo nie miało nic wspólnego z agresją, tylko z wyśmienitą zabawą. Gratulowaliśmy sobie wiedzy i rechotaliśmy aż do łez. Zwłaszcza z Ashleya, którego wszędzie było pełno. Raz już biegłam, biegłam, bo było Pet Shop Boys, tylko zapomniałam jaki to tytuł... (West End Girls!!!) i Tim dobiegł i dopowiedział. Raz się pomyliłam z tytułem, ale Mario szybko zasiadł za mnie i odpowiedział dobrze (my też w tym momencie byliśmy duetem). A jak już poleciało Spandau Ballet i True, Men at work i "Down Under", czy Simple Minds "Don't you forget about me" byłam  szybka jak światło. Za reakcję po 2 uderzeniach werbelka do Phila Collinsa "In the air tonight" dostałam aż 3 punkty, bo w odczuciu d-ja to było bardzo trudne. A jak poleciało Duran Duran i Hungry like the wolf, to do krzesełka szybszych ode mnie nie było, bo i być nie mogło!!! Lałam ze śmiechu.
Lata 90-te u mnie już słabiej, a najgorzej te współczesne. Pomimo,ze znałam to albo nie wiedziałam jaki tytuł, albo jaki wykonawca. Doris też słabo ...Tutaj dołączyło się młode małżeństwo z Anglii, ale na uzbieranie wystarczających dla nich ilości punktów było za późno.
 Sumując, pierwsze miejsce zajął Anglik Tim (plus rozszalały tyłek Ashleya), na drugim uplasowała się moja skromna osoba, chociaż myślałam, że po tej końcówce, aż tak dobrze nie będzie, a na 3 miejscu zasiadła Belgijka Doris. W nagrodę wszyscy dostaliśmy po kolorowym drinku... W szkle, a nie w plastiku :)

Doris, Tim i moja


rety, w prawdziwym szkle ten drink :)



z duetem Tashley :)
Wieczór okazał się niezwykle udany, więc stwierdziliśmy z Mariem, że jest nam dużo lepiej w tym towarzystwie niż wśród Francuzów.
Następnego wieczoru znowu zasiedliśmy w tym samym wesołym gronie. Miał być wieczór Movie Music, więc nawet ostrzyłam sobie zęby, bo lubię muzykę filmową, ale kazało się, że będzie konkurs taneczny. Podeszła nasza polska animatorka z pytaniem, czy weźmiemy udział... O co to to, to nie... my nie tancory :)
Ale spytała też, czy może chciałabym zostać jurorem? A proszę bardzo :) Super. Zawsze chciałam zostać jurorem :)
W jury zasiadły 2 Polki, czyli ja i pani Ania, no i młody, przezabawny Anglik, Michael. A do tańca zgłosiły się 2 pary z Polski, Tim z dziewczyną i jedna starsza Polka, ale była sama..więc animatorki dokleiły do niej Ashleya! O klękajcie narody!!! Co ja się tam uśmiałam to moje. Ten pajac pokładał się najpierw po podłodze, a potem wskakiwał tej biednej kobiecie na plecy. Długo ona z takim błaznem przetańczyć nie mogła i zrezygnowała dołączając do jury, a do Ashleya dołączyła jego osobista dziewczyna, bardziej odporna na jego wariacje. A co tańczyli?O była i czacza i walc, twist i taniec brzucha i Cancan (tutaj dołączyła para z Holandii w starszym wieku, ale pani w czerwonych gatkach fikała nóżkami, aż miło) ... Pękałam ze śmiechu. Taniec Michaela Jacksona (Tim zebrał owacje na stojąco) i jeszcze całe stado w tym obowiązkowy grecki taniec Zorby... Starałam się być sprawiedliwa, ale skoro w komisji 3/4 to były Polki, Anglicy wygrać nie mogli, a już na pewno nie Holendrzy :) Wygrała fajna, młoda para z Poznania. Naprawdę super tańczyli, więc bez wyrzutów sumienia dostawali 9 albo 10 punktów. A jak Michael coś w ich punktowaniu cieniował, to trochę go turbowałam...
Był też konkurs karaoke, ale na śpiewy do mikrofonu, to ja się już zupełnie nie nadawałam, ale ludzie nie mają kompleksów jak się okazało. Mało tego, że nie słyszą, to jeszcze nie mają czym zaśpiewać, ale widocznie podobnie jak Putin, lubią :) Gdyby David Bowie usłyszał "Space Oddity" w wykonaniu jednej z Angielek przewróciłby się w grobie 8 razy...
Reasumując bardzo fajne, udane wakacje, chociaż wieczorami kurtka, długie spodnie i zakryte buty. Przynajmniej komarów nie było :)
Super udany wyjazd i nawet ten zimny Adriatyk nie taki straszny, bo ostatniego dnia wlazłam do niego i nawet pływałam... Przecież do Bałtyku też wchodzą ludzie i jakoś przeżywają ten szok termiczny.

dowód rzeczowy.
 A po wypiciu 30 litrów Ginu z tonickiem w ciągu tego tygodnia, na koniec dostaliśmy bonusa w postaci ćwiartki plasterka limonki. Małe, a cieszy :)


O wycieczkach po Korfu napiszę następnym razem, bo jest naprawdę co opisywać i czym się dzielić. Piękna to wyspa, zielona i ukwiecona, pełna cudownych miejsc i fantastycznych ludzi. Ale to za kilka dni, bo jakoś długo mi się tego posta pisało.

stoimy na szczycie twierdzy, a w tle panorama miasta Korfu.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz