środa, 3 kwietnia 2024

Duety, czyli kompozycja przeznaczona dla dwóch śpiewaków (lub śpiewaczek, nie wykluczając mixtów) Top 20.



 

Temat chodzi za mną już od dawna, a ponieważ już długo nic nie pisałam na tym blogu, dzisiaj postanowiłam zrobić top z moimi ulubionymi duetami. I nie chodzi mi o duet, czyli zespół składający się w dwóch osób, ale o zestaw dwóch głosów (lub więcej), czasami wyciągniętych z zupełnie innych bajek, które postanowiły coś ze sobą sklecić. 

Przez kilka dni porobiłam notatki, kogo chciałabym tutaj zobaczyć i usłyszeć, a także w jakim utworze, a wyniki zapisuję poniżej. To co, zaczynamy?

20. PAUL CARRACK/ LINDA TAYLOR - When you walk in the room. 1987r.


 Cover, zaśpiewany w roku 1963 przez Jackie De Shannon, a odświeżony przez Paula Carracka na płycie "One Good Reason" wydanej w roku 1987. (To był bardzo dobry rok muzycznie, ale to tylko taka wkrętka z mojej strony). Kim jest Paul Carrack, chyba nie muszę przedstawiać? Chyba każdy zna piosenkę How Long, bo to absolutny evergreen (???) Jakby co linkuję, bo ostatnio spotkałam nastoletnią dziewczynę, której mama kupiła ramkę ze zdjęciem Marylin Monroe. Dziewczyna, patrzyła na Marylin i powiedziała- "No nawet ładna ta pani". Zaniemówiłam i zanim pomyślałam, zapytałam ją czy wie kim ona była i jak się nazywa??? Nie wie, nie zna, nie ma pojęcia. RATUNKU!!!!  Nowa generacja.  Więc jakby co, to tu jest pod tym linkiem jest How Long. https://youtu.be/6Oe9uiG6Suk?feature=shared , a Mike and the Mechanics to już naprawdę bez jaj. Podstawa edukacji muzycznej. Jak ktoś nie zna, to trąba. 

Szukałam po necie z kimże to on nagrał ten duet i kurcza noga, nie znalazłam. Tzn. dziewczyna nazywa się Linda Taylor, pięknie prezentuje się w teledysku, ale kim ona jest, czy jeszcze coś zaśpiewała, czy to tylko jednorazowy strzał? No wszystko na to wskazuje. Naprawdę przekopałam cały internet, łącznie z zapytaniem do samego Carracka na fb. Wiem, że nie odpisze, ale co tam. Zapytać wolno. 

 Piosenka pomimo swojego wieku, jest uniwersalna i ponadczasowa, a w wykonaniu tego duetu, dodatkowym atutem jest szeroka aranżacja i lekkość, a także pewien dowcip. Bardzo lubię za słoneczność i przesłanie, bo utwór o miłości i o tym, że gdy ukochana osoba wchodzi do pokoju, wszystko zmienia się magicznie. Te motyle w brzuchu, pąsy, cudne dźwięki gitary i romantyczny księżyc w letnią noc... No, kto przeżył, wie o czym piszę. 


19. JOHNNY HATES JAZZ/ KIM WILDE- Turn back the clock. 1988r.


 

Hicior, wielki hicior, zresztą jak cała płyta pod tym samym tytułem. 6 singli!!!! W swoim czasie, czyli w roku 1988 oblegał wszelkie listy przebojów. Zresztą uważam, że zasłużenie. Bardzo przyzwoita nuta i dobre aranżacje. Bez nadęcia, za to z fajnymi melodiami wpadającymi w ucho. Kim Wilde zrobiła chórki do kilku utworów na tej płycie, między innymi właśnie do Turn Back The Clock, ale słychać ją doskonale w całej reszcie. Johnny Hates Jazz to trio, czyli Clark Datchler, Calvin Hayes i Mike Nocito.

Z Hayesem Kim przyjaźniła się latami, grał na jej pierwszym albumie na basie i był wieloletnim chłopakiem. Nawet gdzieś przeczytałam, że wzięli ślub, ale to chyba tylko plotka, bo sprawdzałam i nigdzie więcej tego nie potwierdzono. Tak czy siak, Kim udzieliła swojego głosiku na albumie Johnny Hates Jazz i uważam, że bardzo fajnie. Wszystko się udało fantastycznie. 

A o czym jest piosenka? O utraconym czasie, dzieciństwie i tęsknotą za tym co było wtedy dobre i niewinne. Poniżej X Masowy występ, w bardzo słabej jakości, ale widać, że Kim to Wilde.



18. THE COMMUNARDS/SARAH JANE MORRIS - Don't leave me this way. 1986r.

 Kolejny cover napisany w 1975 roku i wykonany przez Harolda Melvina and The Blue Notes, zaśpiewany statecznie i soulowo, w przeciwieństwie do tego co zrobił Summerville z Sarą Morris.

Ale po kolei, Jimmy Somerville, po odejściu z Bronski Beat założył duet wraz z multiinstrumentalistą Richardem Colesem (to on grał na klarnecie w utworze Ain't Necessarily So.) I poszło im całkiem dobrze. Wydali album pt "Comunards", który okazał się hitem, a na nim właśnie "Don't leave me this way", który spędził 4 tygodnie na 1 miejscu Brytyjskiej Listy Przebojów. Bardzo dobry pomysł, ponieważ falset Somervilla w połączeniu z głębokim kontraltem Morris plus pulsujący beat i babeczki na trąbach i garach, dały zaskakujący rezultat. Wyszło fajnie, tanecznie i przebojowo. Bardzo udany cover i świetny duet, zbudowany na kontraście. Zresztą współpraca Communards/ Morris jeszcze trochę owocowała. No mi tutaj noga chodzi cały czas....A o czym song? O tęsknocie za ukochaną osobą, która nas zostawiła w żalu i smutku wiekuistym...

17. NATALIA AVELON/VILLE VALO- Sumer wine 2007r.


 

Znowu cover starutki i wykonywany wielokrotnie przez znane osoby, a w oryginale zaśpiewany przez Nancy Sinatrę i Lee Hozlewooda. Ale potem odświeżony jeszcze przez zespól The Cors i Bono z U2, czy Lanę Del Ray i wielu wielu innych. Piosenka po prostu się podoba i lubi być śpiewana w parach. Rzeczywiście jest bardzo melodyjna i wpada w ucho już za pierwszym razem. Jej dodatkowym atutem jest bondowski sznyt, rodem z filmu "Thunderball". Wybrałam właśnie tę wersję, ponieważ jest najbardziej soczysta ze wszystkich, które słyszałam. Ville ma świetny, głęboki głos, a Natalia Avelon, czyli nasza swojska dziewczyna Natalia Siwek z Wrocławia, pięknie go uzupełnia. Ville wiadomka kim jest? Przyćpanym wokalistą z Finlandii zespołu Him. Głos ma super!!!Ta wersja piosenki pochodzi ze ścieżki dźwiękowej do filmu Das Wilde Leben z 2007 roku, w którym Natalia zagrała główną rolę i podobno jest o jednej z najsłynniejszych groupie, czyli dziewczynie, która szlaja się za kapelami rockowymi w wiadomym celu. Filmu nie znam, nie widziałam, ale duet fajny. Polecam. A o czym piosenka? O pannie, która upiła kowboya letnim winem, potem go okradła i zwiała. I tyle ją widzieli. Na letnie wino trzeba uważać!!!! Zwłaszcza!



16. ROBERT PALMER/UB40- I'll be your baby tonight. 1990r.



I znowu cover, ale za to kapitalny, bo duet naprawdę ekscentryczny, ponieważ głosu udzielił najprawdziwszy gentleman sceny Robert Palmer oraz banda rastamanów, w większości białych Brytoli, z kapeli UB40. To chyba nawet nie jest duet, tylko sextet? A co tam. Piosenkę w oryginale zaśpiewał Bob Dylan, który nie potrafi śpiewać, co słychać doskonale, za to jest świetnym tekściarzem i jego zdaniem, on sam najlepiej wykonuje i interpretuje swoje utwory. Cóż, kwestia sporna, ale nie należy zapominać, że to laureat literackiej nagrody Nobla w dziedzinie "literatura". 

Palmer z chłopakami z UB40 zrobili cover na wzór reggae, wszak UB 40 w tym oceanie pływali, więc zapraszając właśnie tę kapelę do współpracy, nie można było spodziewać się innej nuty. Na kompletnym luziku, z uśmiechami na twarzy, zgodnie z jamajską receptą na chill, zaśpiewali wspólnymi siłami o tym, że  dzisiaj wieczorem będzie się działo, a jedynym świadkiem wydarzenia będzie księżyc wielki jak łyżka. Robert Palmer będzie wieczorem czyimś kochaniem i... vice versa. Cudownie. 

 Robert Palmer nie żyje już od 20 lat, nad czym od tychże 20 lat ubolewam, bo bardzo chłopaka lubiłam i lubię. Nieodżałowany, jedyny w swoim rodzaju, uniwersalny i wielopokoleniowy, wyważony facet-addicted to love.

....Pobujajmy się w rytm Be my baby... Fajna nuta, naprawdę.


15. FISH/TONY BANKS. Short cut to somewhere. 1986r. 


O, to jest dopiero eksperyment. Wokal Marillion plus DNA Genesis dały zaskakujący wynik w duecie tych dwóch panów powyżej. Piosenka powstała w 1986 roku i ukazała się na solowej płycie Banksa "Soundtracks". Jest na niej jeszcze kilka duetów, ale ten z Fishem jest wyjątkowo udany. Silny, dynamiczny, z bardzo charakterystycznym dźwiękiem syntezatorów wzorowanych na mocnych dęciakach. Piosenka jest dosyć enigmatyczna i od razu widać, że tekst napisał Fish, bo tylko on takie pokręceństwa potrafi pisać, ale z tego co widzę, jest to piosenka o szukaniu wzorców i autorytetów, a w tym wszystkim o określenie siebie, tego kim chce się być, choćby na skróty naśladując postacie filmowe. A przecież możliwości są nieograniczone. Tutaj wokalista tylko jeden, ale za to muzycznie słychać, że to duet.

Sam teledysk wzorowany na filmie "Butch Cassidy i Sundance Kid" z Robertem Redfordem i Paulem Newmanem. .... "Co za ludzie Sundance, a mówiłem ci, żeby jechać do Boliwii...." i pojechali. 


 14. GOTYE/KIMBRA- Somebody that I Used to know-2011r.

 No ten utwór to chyba znają wszyscy?Wielki, wielki, ale niestety jednorazowy strzał, ale za to olbrzymi hicior. Zaistniał praktycznie na całym świecie i chyba na wszelkich możliwych listach przebojów. Duet z Antypodów (on Australijczyk, ona z Nowej Zelandii), który podbił świat prostotą, ale też oryginalnością. Wokal Gotye jest często porównywany do Stinga i chyba słusznie. Zwłaszcza w górnych rejestrach. Sting z Australii? Super! To musiało zadziałać. 

Sam Gotye powiedział o tworzeniu tej kompozycji: " Napisałem i wyprodukowałem ten utwór w stodole moich rodziców na półwyspie Mornington w stanie Wiktoria (Australia). Tworzyłem tę piosenkę „w dość liniowy sposób"-napisałem pierwszą zwrotkę, potem drugą zwrotkę i doszedłem do końca pierwszego refrenu i po raz pierwszy pomyślałem:” Nie ma nic ciekawego, co można by dodać do historii tego faceta. To było słabe". Przemyślał całość, dodał żeński wokal i ruszyło!!!

Tak naprawdę Kimbra, zastąpiła jakąś wybitną wokalistkę, która odmówiła wzięcia udziału w tym projekcie, ale artyście spodobał się jej słodki głosik i załapała angaż, a co za tym idzie zaistniała w historii muzyki pop na zawsze. Fanka i odtwórczyni muzyki Gotye, czyli Kimbra, dostała od swojego idola wielką szansę i zaiskrzyło. No i super!!! Żeby tak wszyscy artyści dostrzegali potencjał w swoich fanach, byłoby naprawdę dużo ciekawiej.  

Piosenka jest o rozstaniu, o związku, który się wypalił, a był pełen niedomówień, samotności i bólu...Jak się okazuje z obu stron. Czyli klasyka- jeżeli dojdzie do rozstania, wina zawsze leży po obu stronach.... Czy aby na pewno? 




13. ZUCERRO/PAUL YOUNG- Senza Una donna. 1991r.


 Senza una donna, czyli kobieto, jak tu żyć bez ciebie? Prawda, że się nie da? Od zawsze to powtarzam. Piosenka w pierwowzorze napisana i wykonana tylko w języku włoskim przez Cukiereczka (he, he...)  w 1987 roku, doczekała się remake'u kilka lat później w duecie z Paulem Youngiem okazała się wielkim, wielkim hiciorem na całym świecie i sprzedała w nakładzie ponad 5 milionów egzemplarzy. 

Piękna, nastrojowa ballada zaśpiewana z wyczuciem i kunsztem oraz klimatyczną głębią, a panowie idealnie podzielili się wokalem. A o czym śpiewają? Użalają się biedacy, jakie te baby podłe i zdradliwe, ale bez kobiety, to też bez bólu, smutku, cierpienia, ale też bez rozkoszy. Senza Una Donna opowiada przejmującą opowieść o miłości, tęsknocie i pustce, która pojawia się, gdy kończy się ceniony związek. Tekst oddaje ból i bezbronność w tym przypadku faceta, którego świat rozpada się bez ukochanej osoby.

Przecież takie rzeczy się zdarzają, co nie?

Teledysk nakręcono w opuszczonym kościele przy współudziale pięknych kobiet.... Naprawdę przecudne. I grzechu warte. 


13. DAVID BOWIE/PET SHOP BOYS- Hallo Spaceboy. 1995r.


No to jest dopiero współpraca i kosmiczny zaśpiew. Bowie kim był powinien wiedzieć każdy i każdy powinien znać jego historię związaną z kosmicznym pochodzeniem. Odsyłam na Netflixa do biograficznego filmu o tym artyście. Bardzo miał ciekawe życie nasz David Jones, o czym opowiadają jego przyjaciele, znajomi oraz muzycy, którzy z nim współpracowali. 

Piosenka pochodzi z albumu Bowiego pt "Outside" i została wydana jako trzeci singiel z tego wydawnictwa. Zremiksowana z chłopakami z Pet Shop Boys oraz z ich udziałem, nawiązuje do postaci Majora Toma, bohatera jednej z piosenek Bowiego. W oryginale na albumie piosenka brzmi bardzo surowo i właściwie zgrzyta, ogołocona ze wszelkich upiększaczy, nie rokowała na singla. Dlatego Bowie poprosił chłopaków z Pet Shop Boys o pomoc, a oni zrobili to co potrafią najlepiej. Dodali dyskotekowego sznytu, swoje chórki plus fragmenty liryczne z Majora Toma i poszły konie po betonie. Teledysk absolutnie wyczesany, futurystyczny, a sam Bowie w szpilkach. Zapraszam do tańca, bo jest przy czym. Z Pet Shop Boys jeszcze nie skończyłam. Aha, aha, o czym piosenka? No to trudne pytanie, na moje oko Bowie żegna się jednym ze swoich artystycznych wcieleń Ziggym Stardustem, lewitując przy tym w zimnej przestrzeni kosmicznej, czekając na koniec, by przykrył go księżycowy pył. Chyba.

I zdecydowanie polecam ten występ z koncertu z okazji 50 urodzin Davida Bowie, z kapelą Foo Fighters. No majtki mi spadły jak to zobaczyłam. CZAD!!!!!! https://youtu.be/XNcH2Zzg8mk?feature=shared

12. ELECTRONIC, czyli New Order plus Pet Shop Boys- Getting away with it. 1989r

Właściwie supergrupa Electronic, bo składająca się z wokalisty i głównego kompozytora New Order -Bernarda Sumnera, gitarzysty z kapeli The Smiths, Johnn'ego Marra, oraz wymienionych piętro powyżej chłopaków ze sklepu dla zwierzaków. Panowie wespół w zespół połączyli siły i powstał bardzo fajny, dynamiczny, taneczny album pt. " Electronic", co wydaje mi się bardzo nowatorskie 😜. Czyli Electronic z płytą "Electronic". Wybrałam z tego albumu "Getting away with it", chociaż tam jest w czym wybierać. Jakoś mam do tego utworu sentyment. A o czym piosenka? No jasne, że o miłości. Trochę niejednoznacznej i pełnej braku wiary w związek, bo gdy jedna osoba kocha bardziej niż ta druga, powstaje pewna dysproporcja i niedopowiedzenie. Ale każdy ma to, na co się godzi. Zapraszam do tańca. Aha, z Pet Shop Boys ciągle jeszcze nie skończyłam.

However I look, it's clear to seeThat I love you more than you love meHowever I look, it's clear to seeI love you more than you love meI love you more than you love me....

11. DAVID SYLVIAN/VIRGINIA ASTLEY-Some small hope- 1986r.



Piękny, dyskretny i uroczy duet oraz delikatna i prześliczna piosenka, której producentem był już nieżyjący niestety Ryuichi Sakamoto. Wokalistka kompletnie w Polsce nie znana, a ja miałam wyjątkowe szczęście poznać twórczość panny Astley jeszcze w latach 80-tych, dzięki kumplowi, który stwierdził, że to jest zdecydowanie muzyka, która będzie mi się podobać. No Sylvian na wokalu jakby wszystko tłumaczy. O nim pisałam wielokrotnie, więc tym razem nic nie napiszę, a jak się panna Astley spodobała, to proszę poszukać na youtube. Jest jak niedzielny, letni i słoneczny poranek.

 Duet pochodzi z albumu "Hope in the darkened Heart" wydanego w roku 1986, pełnego właśnie takich pięknych i delikatnych piosenek. Serdecznie polecam dziewczynkę o głosiku Misia Colargola oraz przecudnego Davida Sylviana, który w tamtym okresie miał swoje 5 minut. Piosenka jest o samotności, rozpaczy i depresji, a jest tylko jedna, niewielka nadzieja na poprawę. Uda się, czy nie?


10. MIDGE URE/MAE MC KENNA- Man of two world 1984r.



O, no to jest cudowny utwór, odśpiewany tak, że ciary na plecach. To chyba pierwszy taki przypadek, że zespół Ultravox zaprosił kogoś do śpiewania w duecie, ale struktura kompozycji właśnie takiego zabiegu wymagała. Do tego duetu zaproszono nie byle kogo, bo wokalistkę szkocką, śpiewającą głównie w języku celtyckim, tutaj wykonującą swoją partie w języku gaelickim!!!! Tak mi się przypomniało a propos, czy widział ktoś film z Clintem Eastwoodem i Hilary Swank" Za wszelką cenę?" O bokserce, która tłukła na ringu wszystkich jak popadnie, a która skończyła kiepsko? Bardzo nawet. Tam właśnie stary trener uczył się czytać w tym starodawnym, zapomnianym języku i nazwał swoją podopieczną "mo cuishle" co oznacza mój puls, moje kochanie. To bardzo czułe określenie, ale mniejsza z tym. Film bardzo lubię i serdecznie polecam. Chusteczki potrzebne w dużych ilościach.

 W każdym razie pani Mae Mc Kena współpracowała z wieloma artystami przez lata swojej kariery takimi jak Bjork, Annie Lennox, ABC czy The Cult. Pełno jej wszędzie, ale moją uwagę przykuło właśnie to wykonanie z Midge Ure, pełne pasji, tęsknoty i  pulsu z przeszłości. Szkoci, którzy sięgnęli po język starodawnych Irlandczyków?To ciekawy zabieg. Nieoczywisty. A żeby było jeszcze ciekawiej sięgnęłam po wersję zaaranżowaną na orkiestrę symfoniczną, w płyty "Orchestrated" z roku 2017. No ta aranżacja po prostu powala!!!!! W ogóle cała płyta wbija w fotel. Polecam, polecam!!!!! Aha, piosenka o dualizmie człowieka, o DNA, które w każdym z nas drzemie, a które sprawia, że przeszłość i teraźniejszość jest tym co nas tworzy. Nie należy zapominać o swoich korzeniach. Są bardzo ważne, ponieważ kreują naszą tożsamość.

Ps. Przedwczoraj dowiedziałam się, że w wieku 71 lat zmarł basista i muzyk Ultravoxu Chris Cross. To bardzo smutna wiadomość.

9. TEARS FOR FEARS /OLETA ADAMS- Woman in chains-1989r. 

No to jest właściwie trio, chociaż czytam, że na wersji studyjnej na perkusji zagrał sam Phil Collins, zaproszony przez TFF, więc kwartet, chociaż Collins bardzo subtelny. 

Historia utworu ma dwa wątki. Jednym z nich jest przemoc domowa, jakiej doświadczył we wczesnym dzieciństwie Roland Orzabal, gdzie ojciec prał matkę, która była striptizerką, za każdym razem, kiedy kobieta zamieniła choć jedno słowo z innym mężczyzną. A drugą inspiracją była książka przeczytana przez Orzabala, która uświadomiła mu, że na świecie istnieją społeczeństwa, które nie są patriarchalne, a kobieta znajduje się w centrum i wokół niej skupia się całe życie.

-" Odkryłem wtedy, że te społeczeństwa są znacznie mniej brutalne, o wiele mniej zachłanne i w ogóle jest tam mniej wrogości...Ale piosenka opowiada także o tym, jak mężczyźni bagatelizują kobiecą stronę swoich bohaterów i jak cierpią z tego powodu zarówno mężczyźni jak i kobiety. Myślę, że mężczyźni w społeczeństwie patriarchalnym są trochę przereklamowani- OK, mówi się nam, że mamy kontrolę, ale jest też cholernie dużo rzeczy za którymi tęsknimy, a które kobiety mogą mieć i być"

Oleta Adams zanim zaśpiewała z TFF tę piosenkę, była wokalistką kompletnie nie znaną. Dopiero po tym duecie zaistniała i jej gwiazda rozbłysła. Stała się znana i popularna odnosząc sukcesy. 

Sam utwór został ogłoszony wielkim feministycznym hymnem i nie sposób się z nim nie zgodzić. Zarówno tekst jak i teledysk mówią o tym jednoznacznie. Ktoś u zarania dziejów zakuł kobiety w łańcuchy... Stoi za tym religia, tradycja i testosteron. Na szczęście w ciągu 106 lat kobiety pokazały środkowy palec i widzę, że idzie ku lepszemu, ale nad tym jeszcze musimy sporo popracować. 

Ps. Właśnie czytam książkę Joanny Kuciel- Frydryszak pt. "Chłopki". Włos się jeży czytając to wszystko, a to było raptem 4 pokolenia wstecz.... MASAKRA. 


8. TERENCE TRENTD'ARBY (dzisiaj znany jako Sananda Maitreya)/DEES' REE.-"Delicate"1993r.


"Delicate" to trzeci singiel ze studyjnego albumu Teren'ca "Symphony or Damn". Bokser i wokalista w jednym, zasłynął wielkim hitem "Sing Your Name", a potem było już z górki. Bardzo fajne ciałko, wielkie oczy. Dziewczyny to lubią. Oryginalny wygląd z pewnością mu pomógł, ale chłopak zdecydowanie miał (ma) też talent. Fajny, ciemny, soulowy głos okraszony piaskiem sprawił, że zaistniał. Terence zaprosił do duetu Dees'ree, wokalistkę brytyjską, pochodzenia Barbadoskiego i muszę przyznać, że strzelił z tym duetem w dychę. Pięknie się obydwoje uzupełniają. Pokochałam od pierwszego przesłuchania.

Piosenka wpada w ucho i zalega w pamięci. Piękna, delikatna, popowa melodia z tekstem o podobnej wymowie, opisującym relacje damsko- męskie. Delikatnie i subtelnie. 


7. PET SHOP BOYS/CARLA MARIE WILLIAMS- The way to use to be 2009r. 


Z Pet Shop Boys jest taki problem, że oni mają naprawdę całe stada duetów!!!! Trudno wybrać ten najlepszy. Bardzo lubię duet PSB/ Robbie Williams, ale tam śpiewa tylko Williams, więc odpuściłam (w przeciwieństwie do Fisha i Banksa). Za to wybrałam coś zaskakującego, co odkryłam lata temu na płycie "Yes" z 2009 roku. Fajnie się tego albumu słucha, zwłaszcza w samochodzie, a przedostatni utwór zaskoczył mnie pięknym, żeńskim wokalem. Poszperałam i okazało się, że Tennant śpiewa z dziewczyną o imieniu Carla Marie Williams. Krótki, bo krótki ten wokal, ale jak on brzmi? Cudownie. A kim jest panna Williams? To brytyjska tekściarka i wokalistka, która niestety miewa kłopoty z głosem. Za to współpracowała z Beyonce i Britney Spears i wielu, wielu innymi.  

Utwór nie został wybrany na singla, a szkoda. W sumie płyta bardzo fajna w całości, a ja lubię chłopaków ze sklepu ze zwierzakami od ich zarania. Wchodzą mi. A piosenka jest o utraconej miłości "Tak jak to było kiedyś". Fajny, mądry tekst jak na utwór popowy. Bardzo, bardzo.


6.NICK CAVE/ KYLIE MINOGUE "Where wild roses grow"-1995r.


I co my tu mamy? Morderczą balladę z płyty pod tytułem "Mordercze ballady" wydanej przez Nicka Cave i Bad Seeds w 1995 roku.

Nick Cave-"Where the wild roses grow" została napisana głównie z myślą o Kylie. Chciałem napisać dla niej piosenkę od wielu lat. Miałem cichą obsesję na jej punkcie przez około 6 lat. Napisałem dla niej kilka piosenek, ale żadnej z nich nie uważałem za stosowne by jej zaproponować. Dopiero gdy napisałem "Where The Wild Roses Grow", która jest  dialogiem pomiędzy zabójcą, a jego ofiarą, pomyślałem, że w końcu napisałem odpowiednią piosenkę do zaśpiewania przez Kylie. Wysłałem jej ten utwór, a ona zgodziła się już następnego dnia."

Ponura ballada, gdzie drobna dziewczynka od Locomoction" zostaje brutalnie zamordowana przez upiornego zabójcę o nazwisku Jaskinia. Oczywiście tylko w domniemaniu. Trzydniowa historia zauroczenia pięknej dziewczyny psychopatą, który zwodzi ją na pokuszenie, by na końcu kamieniem rozwalić jej głowę, z której wypływa mózg... Na do widzenia kawaler wkłada naszej pięknej bohaterce różę w usta. "....Wszystko co piękne musi umrzeć"... Kurtyna. Ale jak brzmi ten duet??? Fantastycznie!!!! Zdecydowanie wart zapamiętania i przypominania.

 

5. PETER GABRIEL/ KATE BUSH- Don't give up. 1987r. 


Tego duetu w moim topie nie mogło zabraknąć. Kasia Krzaczek i Anioł Gabriel na tle zaćmienia słońca, wtuleni w siebie jakby świat za chwilę miał się skończyć, sfilmowane jednym, długim ujęciem. Żadnych cięć, najmniejszych. Tadam!!!! Niezwykły duet, który zaistniał na rewelacyjnej płycie Petera Gabriela pt."So", pełnej świetnej muzyki. Piosenka powstała pod wpływem obserwacji Gabriela problemami spowodowanymi trudną sytuacją ekonomiczną w Wielkiej Brytanii pod rządami Margaret Tchatcher. To kompozycja o mężczyźnie, który przez swoje bezrobocie traci sens życia, co powoduje stresujące sytuacje w relacjach domowych.... Podczas gdy Kasia wspiera go i prosi, by się nie poddawał. I chociaż piosenka w pierwowzorze nie miała być duetem, Gabriel stwierdził, że relacja kobieta- mężczyzna zabrzmi lepiej. I miał rację. Podobno Gabriel bardzo chciał do tego duetu zaprosić Dolly Parton, ale ta odmówiła (na szczęście!!!!) Jej miejsce zajęła wieloletnia przyjaciółka Gabriela, Kasia Krzaczek i utwór stał się dzięki jej udziałowi kultowy. Piosenka pomogła Eltonowi Johnowi pozostać w trzeźwości umysłu (od wszelkich używek), a także Matthew Perry'emu z serialu "Przyjaciele", który był zachwycony tą kompozycją. Odtworzono ją na jego pogrzebie w listopadzie 2023 roku. 

Nie poddawaj się
Bo masz przyjaciół
Nie poddawaj się
Nie jesteś wyjątkowy
Nie poddawaj się
Nie ma przyczyny, by być zawstydzonym
Nie poddawaj się
Nadal masz nas
Nie poddawaj się teraz
Jesteśmy dumni z tego,z tego kim jesteś
Nie poddawaj się
Wiesz, że nigdy nie było łatwo
Nie poddawaj się
Ponieważ wierzę, że jest takie miejsce
Takie miejsce, do którego należymy...

 

4. NENEH CHERRY/ YOUSSOU N' DOUR- Seven seconds.1994r.


7 Second znalazła się zarówno na płycie Youssou jak i Neneh, z tym, że z dwuletnią różnicą. Najpierw był facet, potem kobieta.... Czy jakoś tak (he, he akurat). My przyjrzymy się wersji Neneh, która ten duet umieściła na płycie "Man" z 1994 roku. Piosenka zaśpiewana jest w trzech językach: angielskim, francuskim i języku zachodnioafrykańskim wolof. (nie znam niestety). 

Sam tytuł piosenki nawiązuje do pierwszych 7 sekund życia człowieka, gdy nie wiemy jeszcze co nas czeka, nie mamy pojęcia o świecie, jego problemach i przemocy. 

"7 seconds" było olbrzymim sukcesem i światowym hitem plasując się w pierwszej dziesiątce list przebojów Australii, Europie, a nawet Ameryki Południowej. 

A o czym piosenka? O nietolerancji, bo chociaż wszyscy nosimy dumną nazwę homo sapiens, tuż po urodzeniu jesteśmy sortowani na białych, czarnych, ciapatych, sratych i dupatych. I to my robimy to naszym dzieciom. Gdybyśmy w jednej piaskownicy posadzili wszelkie rasy dzieci, one wszystkie by się ze sobą bawiły bez żadnych uprzedzeń, śmiałyby się i gadały po swojemu. To dorośli uczą dzieci tych wszystkich złych nawyków, rasizmu i segregowania na lepszych i gorszych. Nie wstyd wam?  Nie?A powinno.

...Bo kiedy rodzi się dziecko
na tym świecie
Nie ma pojęcia
Jaki odcień ma jego skóra...
Teledysk to petarda.

 

3. INXS/(JD Fortunate)/SUZIE MC NEIL- "God's Top Ten" 2005r. 


"God's Top Ten" kończy jedenasty album zespołu INXS pt."Swich" wydany w listopadzie 2005 roku i ktoś zapyta, jak to INXS bez Michaela Hutchence? No tak to. Trudno było to sobie nawet wyobrazić, a jednak się stało i uważam, że ten nowy wokalista podołał wokalnie i generalnie dał radę, nawet klimatycznie i manierycznie w punkt. Chociaż to oczywiście nie jest Michael Hutchence i nigdy nie będzie. 

JD Fortunate został zwyciężcą talent show pt."Rock Star". Zanim złożył podanie o udział w programie, mieszkał w swoim samochodzie pod mostem. Zespół go zauważył i zaproponował mu współpracę, ze względu na jego chuligański i nieokiełznany charakter, zbliżony nieco do charakteru Hutchence. Współpracowali ze sobą 6 lat, podczas których Fortunate używał życia ile się da i rzadko bywał przytomny. W Hong Kongu po jednym z koncertów wsadzili go więc do samolotu i podziękowali za współpracę, chociaż od czasu do czasu robią wspólne koncerty. Fortunate podobno się ogarnął.

"God's Top Ten" został napisany przez gitarzystę i klawiszowca INXS, Andrew Farrisa i opowiada głównie o zmarłym byłym frontmanie Michaelu Hutchence, jego partnerce Pauli Yates (ex żona Boba Geldofa) oraz ich córce Tiger Lily. Mała wkrętka- Paula Yates (dziennikarka muzyczna, zresztą swego czasu bardzo popularna) była partnerką i żoną Geldofa długie lata i miała z nim 3 córki. Podczas wywiadu z Hutchence, zakochała się w nim i zostawiła Geldofa dla Michaela i jemu też urodziła dziewczynkę. Jak wiemy, Hutchence odebrał sobie życie w roku 1997, a 3 lata po nim, w 10 urodziny swojej najmłodszej córki Tiger Lily, zmarła Yates (przedawkowała prochy). Geldof adoptował osieroconą i małą Tiger i dał jej dodatkowo swoje nazwisko. Tam był jeszcze jedna tragedia, bo druga córka Yates i Geldofa też przedawkowała prochy i odfrunęła na łono Abrahama. Jakaś matnia kompletna. 

Wracając, utwór "God's Top Ten" dedykowany jest młodej Tiger Lily i ma naprawdę piękny, poetycki tekst, który opowiada o buntowniku, który dryfuje gdzieś w gwiazdach, ze słowami piosenki w kieszeni i małą dziewczynką w sercu. I gdy ona słyszy jego piosenki w radiu, nie trzeba jej mówić, tego co wie najlepiej i co czuje najlepiej, bo jej tata, jest ulubieńcem Boga i znajduje się w jego pierwszej dziesiątce, w niebie, które nie ma końca. Kurtyna. No naprawdę piękny hołd złożony przez kapelę, całej rodzinie, a zwłaszcza małej sierocie, która straciła rodziców.

Do duetu zaproszono także koleżankę Fortunato i uczestniczkę programu Rock Star Suzie Mc Neil, która ma słaby dorobek (głównie X masowy), więc szału nie ma, ale ten duet naprawdę wyszedł jej zacnie. Sprawdźcie na youtube. Jest kilka teledysków.

Utwór spodobał mi się natychmiast, chociaż cała płyta, tak jak napisałam na początku, w całości jest dobra. Nawet bez Michaela, nie pogrąża dorobku zespołu.

 


2. SEAL/ JONI MITCHEL- If I Could. 1994r. 


 

No ja uwielbiam Seala w każdym wydaniu, a album "Seal II" jest moim ulubionym w jego dorobku. W całości pochłaniam i wcale nie zachwycił mnie na nim najbardziej jego największy hicior z tej płyty czyli ""Kiss from a rose" wykorzystany w kilku filmach, w tym w którymś z Batmanów. (Nie pamiętam w którym, ponieważ nie jestem fanką ani tego bohatera, ani komiksów w ogóle, chociaż piosenka jest przepiękna. Teledysk przypomina tego Batmana i jego fabułę.)

Album moim zdaniem wybitny, wypieszczony muzycznie i perfekcyjny, zarówno aranżacyjnie, rytmicznie jak i tekstowo. No i ta okładka z przepięknym czarnym ciałem na białym tle. Sztos!!!!Zachwycił mnie duet z kanadyjską, wielce utytułowaną artystką Jonie Mitchel i chociaż jej wokal jest symboliczny, po prostu w tym duecie zabrzmieli tak przejmująco i pięknie, że ciary na plecach. W ogóle ciary. 

Piosenka oczywiście o miłości, o związku w kryzysie, który jednak jest do uratowania. No przynajmniej tak się wydaje. Tak na moje ucho, utwór jest o wybaczaniu. 

A album to sztos!!! W każdym calu, z wieloma diamentami i jedną przepiękną perłą w duecie z Joni Mitchel.



1. STEVEN WILLSON/NINET TAYEB-Pariah.2017 r.

 

 No i mamy numero uno. Ten duet kocham podobnie jak poprzedni, miłością od pierwszego usłyszenia i chyba tak już zostanie na zawsze. "Pariah" to pierwszy singiel pochodzący z albumu "To the Bone" wydanego w 2017 roku. Sam Steven Willson powiedział, że pisząc piosenki na tę płytę inspirował się płytami ze swojej młodości, takimi jak "So" Petera Gabriela, "Hounds of love" Kate Bush, "The Colour Of Spring" Talk Talki i "Seeds Of Love" duetu Tears for Fears. Właśnie się uśmiechnęłam, bo zaczynając pisać tego posta nie zdawałam sobie sprawy, co tak naprawdę ukształtowało album "To the Bone" Willsona, a powyżej przecież mam 3 na 4 wykonawców i albumów połączonych wspólnymi muzycznymi nerwami. 

Tak jeszcze zapytam, bo może ktoś nie kojarzy Stevena Willsona? Przecież takie rzeczy się zdarzają? To z pewnością kojarzy duet Blackfield i Porcupine Tree. No, teraz ten ktoś powinien mieć jasność.

A panna Ninet jest Izraelską aktorką, wokalistką, kompozytorką i autorką tekstów i jedną z najbardziej znanych wykonawczyń z Izraela. I naprawdę świetnie śpiewa. Żeby była jasność, to nie jest jedyny duet tej pary, bo współpracę mają owocną i już na tej tylko płycie słychać ją w jeszcze trzech utworach. 

Piękny, budujący się utwór, z punktem kulminacyjnym, z przejmującym wokalem Ninet, o nowoczesnej paranoi, smutku, samotności i uzależnieniu od technologii, która ryje beret. Jednak kobieta, niczym Kate Bush w Don't Give Up" daje naszemu bohaterowi pocieszenie i szansę na odnalezienie sensu życia, jeśli tylko tego naprawdę będzie chciał. Nadejdzie kolejny dzień i w nim jest nadzieja. The End.




I tym oto sposobem zakończyłam Top 20 moich ulubionych duetów. Nadzieja, w tym, że znowu się spodoba, bo widzę, że moje topy cieszą się coraz większym powodzeniem, co cieszy mnie niezmiernie. Trochę to pisałam, bo w międzyczasie byliśmy na wakacjach na Sycylii, o których na pewno napiszę następnym razem podsumowując nasz cały wyjazd. A skoro jesteśmy przy duetach, to tak dla jaj i wszelkich innych italiańskich potraw, które towarzyszyły nam podczas tej wyprawy Schrott Nach 8... też duet i Zuppa Romana ...Często to sobie śpiewaliśmy w aucie.... a tekst wybitny.




czwartek, 25 stycznia 2024

2023, czyli bilans zysków i strat. Podsumowanie roku.


 

"Rok Królika w żywiole wody rozpocznie się dokładnie w niedzielę 22 stycznia 2023 roku i potrwa do 9 lutego 2024 roku. Będzie to czas spokoju, harmonii i panowania dobrej energii. Chwila oddechu dla zabieganych i zmęczonych ogromną liczbą zadań do wykonania. Wpływ sympatycznego i przyjacielskiego Królika, który ma wyjątkowo pogodne usposobienie, będzie rzutował na pozostałe znaki chińskiego zodiaku. Większą wagę będziemy przykładać do uprzejmości, wzajemnej pomocy i unikania niepotrzebnych konfliktów. Priorytetem będzie poczucie bezpieczeństwa, stabilizacja oraz umocnienie więzi z rodziną i przyjaciółmi."

Tak miało być, ale przyjrzyjmy się jak było. Czas na podsumowanie roku 2023, zapraszam.  

-Oscara za najlepszy film otrzymał "Wszystko, wszędzie, naraz", z Michelle Yeoh w roli głównej, czyli z byłą dziewczyna Bonda. Ale także z Ke Huy Quan, czyli filmowym Shortym z Indiany Jonesa. Tutaj już zupełnie dorosłym. Film przedziwny.



- Nad niebem USA latał sobie jak gdyby nigdy nic, chiński (szpiegowski) balon, według Chińczyków meteorologiczny. Amerykanie spektakularnie go odstrzelili.


-Pomiędzy Turcją a Syrią wystąpiło potężne trzęsienie ziemi o amplitudzie 7,8. Zginęło prawie 60 tysięcy ludzi, 121 tysięcy zostało rannych, a ponad pól miliona straciło dach nad głową.


-USA - Firma OpenAI ogłosiła najnowszą wersję swojego modelu sztucznej inteligencji, GPT-4, na którym oparty jest model językowy Chat GPT. Mamy się bać?


- HOLANDIA - Międzynarodowy Trybunał Karny wydał nakaz aresztowania prezydenta Rosji Władimira Putina, oskarżając go o odpowiedzialność za zbrodnie wojenne na Ukrainie. Rychło w czas. 


- KENIA - W lesie Shakahola odnaleziono ciała 429 członków sekty, którzy zagłodzili się na śmierć, by spotkać Jezusa. Fanatyzm religijny i ślepa wiara bez weryfikacji zawsze będzie dla mnie czymś niezrozumiałym. 


-WHO - w maju Światowa Organizacja Zdrowia ogłosiła koniec globalnego zagrożenia zdrowia związanego z COVID-19, który w 2020 roku wywołał pandemię.


 -Także w maju w WIELKIEJ BRYTANII - Karol III został koronowany na króla Zjednoczonego Królestwa Wielkiej Brytanii i Irlandii Północnej. Królewicz z bajki... i jego królewna.


- BIRMA - Cyklon Mocha zabił ponad 400 osób.


 -BIAŁORUŚ - Moskwa i Mińsk podpisały umowę o rozmieszczeniu rosyjskiej taktycznej broni atomowej na Białorusi. Tak, ich rakiety są tuż za naszymi wschodnimi granicami.


 -w czerwcu na Ukrainie siły rosyjskie wysadziły zaporę wodną Kachowskiej Elektrowni Wodnej, w wyniku czego woda zalała dziesiątki miejscowości, wywołując katastrofę humanitarną i ekologiczną. Tysiące ludzi straciło dom i życie...Nie wspomnę o potopionych zwierzętach, także tych dziko żyjących. 


-USA - Prywatna łódź podwodna Titan firmy OceanGate w trakcie wycieczki do wraku Titanica straciła łączność. Po trwającej trzy dni akcji poszukiwawczej odnaleziono szczątki łodzi, która implodowała, a pięcioosobowa załoga zginęła. A czy przypadkiem ktoś nie śpiewał "Zostawcie Tytanica?" To nie. No to kara. 


-ROSJA - Grupa Wagnera, prywatna firma wojskowa Jewgienija Prigożyna zbuntowała się przeciwko armii rosyjskiej i szła na Moskwę, ale po dwóch dniach wycofała się na Białoruś. Wielka szkoda, bo zapowiadał się piękny pucz. Kilka miesięcy później ten morderca przypłacił swoją zuchwałość życiem. Putin nie darował takiej zniewagi. Ktoś miał wątpliwości?


-ŚWIAT - Według Światowej Organizacji Meteorologicznej lipiec 2023 r. był najgorętszym miesiącem w historii pomiarów pod względem średniej globalnej temperatury powietrza. A będzie jeszcze gorzej. 


-ŚWIAT - Oceany na świecie osiągnęły nowy rekord temperatury: 20,96 stopni Celsjusza. To w sierpniu. Rafa koralowa umiera. My jesteśmy zaplanowani na nieco później.


- INDIE - Lądownik Vikram Indyjskiej Agencji Kosmicznej jako pierwszy w historii wylądował na południowym biegunie Księżyca. Indianie szaleli... Żartuję. Hindusi byli bardzo dumni i całe Indie w euforii. To pierwszy ich taki wyczyn kosmiczny, ale na pewno nie ostatni. 


 

-we wrześniu w  MAROKO - W wyniku trzęsieniu ziemi o magnitudzie 6.9 w regionie Marakeszu-Safi zginęło niemal 3000 osób.


 -także we wrześniu w LIBII - Huragan Daniel zabił według różnych szacunków od 10 tys. do 20 tys. osób głównie w Libii, ale też w Egipcie i południowo-wschodniej Europie. W libijskiej Darnie zawaliły się dwie tamy i w powodzi zginęły tysiące mieszkańców, zniszczona została jedna czwarta miasta.


 

-IZRAEL/STREFA GAZY - październik. Rządzący Strefą Gazy Hamas przeprowadził atak na Izrael, w którym zginęło ok. 1200 osób, w większości cywili, a ok. 240 zostało porwanych. W trwających do końca roku działaniach odwetowych Izraela zginęło ponad 20 tys. Palestyńczyków, 90 proc. z ponad 2 milionów mieszkańców Strefy Gazy musiało uciekać z domów. Zniszczeniu uległo ok. 40 proc. wszystkich budynków w palestyńskim terytorium. To było w październiku, do dzisiaj liczna ofiar to prawie 25 tysięcy Palestyńczyków, dzieci, kobiet, a strefa Gazy jest zrównania z ziemią. Żydzi tym razem przegięli pałę po całości. Dla mnie ma to znamiona ludobójstwa i nic nie usprawiedliwia walki z Hammasem na taką skalę. To co widzę codziennie w TV jest przerażające. PRZERAŻAJĄCE. Wojna. Taką głupotę i nieszczęście mógł wynaleźć tylko gatunek ludzki.


-WIELKA BRYTANIA -W listopadzie, na pierwszym Szczycie Bezpieczeństwa AI, 28 krajów podpisało porozumienie w sprawie zarządzania najbardziej ryzykownymi formami sztucznej inteligencji. Więc jest jednak jakaś znikoma ilość rozsądku w tym szaleństwie. 


-USA - Chirurdzy szpitala uniwersyteckiego w Nowym Jorku dokonali pierwszego w historii przeszczepu całego ludzkiego oka.


 

-ZEA - Na COP28, szczycie klimatycznym ONZ w Dubaju osiągnięto konsensus w sprawie odchodzenia od paliw kopalnych, co jest pierwszym takim porozumieniem w 30-letniej historii konferencji. No rychło w czas. Ropa się kończy? Ojej.


-CZECHY - Grudzień. W Pradze doszło do strzelaniny w budynku Wydziału Filozoficznego Uniwersytetu Karola, zginęło 14 osób oprócz sprawcy, a 25 zostało rannych. Co znaczy dostęp do broni palnej? Właśnie to.

- A w Polsce? W Polsce w końcu zwyciężyła demokracja. 15 października Polacy pokazali środkowy palec PISowi. Brałam w tym czynny udział, o czym jeszcze zaraz napiszę. 




 -Szacuje się, że liczba ludzi na planecie Ziemia, 1 stycznia 2024 osiągnęła 8 019 876 189. Ponad 8 miliardów, co sekundę rodzi się 4,3 człowieka, a umiera 2,0. Statystyka, to statystyka, ale liczby są przerażające. Oczywiście rządzi Afryka Subsaharyjska i Indie i nadal skromnie Chiny.


Taki był rok królika.... czyli pokój, harmonia i dobra energia???? Krwawe konflikty zbrojne nadal trwają i są druzgocące. Rosjanie bombardują Ukraińskie miasta, bo na froncie im nie idzie, a Żydzi mordują ludność cywilną Palestyny, na polecenie polityków, którzy już dawno powinni odejść. Terror, gwałtowne i przerażające zmiany klimatyczne, trzęsienia ziemi i idioci na wysokich stanowiskach, którzy rządzą światem, no i plastik, plastik wszędzie, aż do twardego zrzygu. Jeżeli obserwuje nas jakaś obca cywilizacja, to maluje sobie kółka na czole i patrzy na to wszystko z niedowierzaniem. Kto mieszka na planecie Ziemia, ten się w cyrku nie śmieje.


A jaki był ten rok dla mnie osobiście? W sumie nie najgorszy, ale też nie jakiś wspaniały. Po kolei przypomnę sobie wszystkie najważniejsze wydarzenia. 

ZIMA. 

Nowy rok rozpoczęliśmy u Ewy na prywatce (he, he), biesiadując i  życząc sobie wszystkiego co najlepsze. Ja z ostrogą piętową, która bolała mnie jak cholera, ale 10 zabiegów akupunktury w mongolskim gabinecie i wszystko minęło... Kto miał choć raz wbitą igłę w piętę, wie, że to były chińskie tortury. A ja tych igieł miałam wbitych 6, czasem 7... Nadepnięcie bosą stopą na klocek lego, ma się do tego nijak po prostu. Ale było warto.

6 stycznia przyjechała do nas Marcela z chłopakiem, żeby nam go przedstawić. Dzieci zwiedziły nocą Książ wraz z duchami, a następnego dnia pojechaliśmy do Srebrnej Góry zobaczyć Fort. Tzn. Marcela z Igorem, bo my w końcu ruszyliśmy obejrzeć stary wiadukt kolejowy, który jakimś dziwnym zbiegiem okoliczności zawsze omijaliśmy, a rzeczywiście jest olbrzymi i wart zobaczenia. Tego samego dnia poznaliśmy też ojca Igora i jego żonę, którzy właśnie kupili mieszkanie w Nowej Rudzie, czyli tuż za miedzą. Zresztą bardzo ładne i klimatyczne mieszkanie, a ludzie bardzo sympatyczni. 



 


 


widok z Fortu w Srebrnej Górze na Ślężę, za chmurami.

i zimowy, znudzony Miś

Zima była dosyć śnieżna, ale niezbyt zimna, więc do wytrzymania. Urodzinowo zaliczyliśmy teatr Muzyczny Capitol, tym razem z polską adaptacją jednego z moich ulubionych filmów ever- "Priscilla Królowa Pustyni". Fantastyczne, barwne, przezabawne i kontrowersyjne widowisko. Aktorzy dostali owacje na stojąco, bo naprawdę dali radę. Byliśmy zachwyceni, chociaż niektórzy wyszli. Tak to jest, jak nie ma się odpowiedniej wiedzy i dystansu.

 


 Trochę się jeszcze szlajaliśmy po okolicy, ale nic szczególnego. Dużo spałam, czytałam, sporo też Netflixa, no i trochę pisałam, ale nie na blogu. Zleciało. Szykowaliśmy się na marzec i wylot do Italii, a którym pisałam tutaj:

https://boxfullofhoney.blogspot.com/2023/04/italia-2023-czyli-wiosna-wino-i-smiech.html 

https://boxfullofhoney.blogspot.com/2023/04/italia-2023-czyli-wiosna-wino-i-smiech_25.html

i oczywiście nadal serdecznie zapraszam do poczytania, bo to świetne wspomnienia. W tym roku, znowu w marcu wybieramy się podobną ekipą na zwiedzanie Sycylii, więc będą nowe wspomnienia i nowe wrażenia, a co za tym idzie nowe posty. Bilety już kupione. Zresztą Italia nie daje o sobie zapomnieć, bo w grudniu dostaliśmy rzutem na taśmę mandat za jazdę po strefach niewskazanych po Rawennie, a kilka miesięcy wcześniej za nieopłacenie jakiejś bramki przed Florencją. Co zresztą nie było naszą winą, bo bramka nie przyjmowała ani gotówki, ani karty, ale wytłumacz to Italianom post factum? Nie ma opcji. Mario też nie przypomina sobie, żeby jeździł po strefach zakazanych w Rawennie, ale dyskusja nie obowiązuje w tym przypadku. Zapłacone. 


ach te adriatyckie plaże....

WIOSNA.

Zaraz po powrocie z Italii ruszyliśmy w Góry Bardzkie, pozwiedzać i zobaczyć panoramę z tamtejszej wieży widokowej. Nawet nie wiedziałam, że tam jest jakaś wieża, ale z roku na rok staję się coraz większą specjalistką do spraw wież wszelakich, więc tę też zaliczyliśmy. Zresztą w fajnym towarzystwie, gdzie na szlaku oblazły mnie Miśki.

Kurczę, wysoka ta wieża. Naprawdę.

Widok na Kotlinę Kłodzką. W dole już wiosna, tutaj na górze jeszcze łachy śniegu.

Te Miśki, co to mnie oblazły

i szczytujemy z Basią

I obejrzeliśmy kolejny już koncert Organka w Starej Kopali w Wałbrzychu. Co ten chłopak ma energię, rewelacyjne pomysły i świetny kontakt z publicznością!!!!. To był mój 4 koncert Organka w życiu. I pójdę jeszcze raz, jeśli nadarzy się okazja. A nadarzyła się, o czym napiszę. Widać było, że mu się nasza publika bardzo podobała i nie chciał schodzić ze sceny. Kilka razy bisował. No pyszny był po prostu. Mario świsnął mi z drzwi do sali koncertowej plakat Organka, który wisi sobie u nas na lodówce. Ilekroć na niego patrzę, odśmiechuję się do tego Tomka Organka, bo to jest organiczne

Także w marcu dowiedziałam się, że zostanę teściową, w mało sprzyjających okolicznościach i z adnotacją, że nie jesteśmy zaproszeni na ślub, bo odbędzie się w ambasadzie w Rzymie i nikt nie jest zaproszony, bo to tylko formalność. Kurczę, rzadko daję się kopnąć w brzuch, ale tutaj trafienie było celne i zabolało. Rzeczywiście, Igor i Marcela wzięli ślub w ambasadzie w Rzymie 27 kwietnia, a świadkami tej uroczystości były 2 przypadkowe panie, pracownice z pobliskich biurek. Trudno, stało się i nie mogłam zobaczyć tej uroczystej chwili. Było mi bardzo przykro. Mam odmienne zdanie na temat zawierania małżeństwa i uważam, to za ważny pakt i zobowiązanie, a nie formalność, ale chyba już jestem boomerem i nie znam się. Czy jednak się znam???Po 31 latach w związku? Zostaliśmy zaproszeni na uroczysty obiad w restauracji w Warszawie w maju, gdzie poznaliśmy rodzinę zięcia. Było miło i smacznie. Nie mam na ten temat już nic więcej do napisania, oprócz tego, że Warszawa była deszczowa i zimna... no i smutna. A dzieci niech będą szczęśliwe. Tego im życzę. 3 stycznia wylecieli w dwójkę z kotem do Bostonu na 5 lat. Chyba czeka nas wizyta w USA, a nigdy się tego nie spodziewałam, bo Stany oprócz Parków Narodowych i Wielkiego Kanionu w ogóle mnie nie interesują.

z moją mamą na wystawie prac fotograficznych Marceli w Warszawie

i teściowa roku, czyli ja.


27 kwietnia w moim ogródku.

2 tygodnie wcześniej zorganizowaliśmy kolejne spotkanie klasowe z bracią z podstawówki, gdzie tym razem przyszło dużo więcej osób. Kilku ziomków nie widziałam od 82 roku.... i nie wiem czy bym rozpoznała na ulicy. Ale było super fajnie i planujemy kolejne spotkanie, najprawdopodobniej też w marcu. Niestety 22 grudnia zmarł nasz klasowy kolega, 8 letni prymus i wzorowy uczeń, Marek. Szkoda chłopaka. Zmarł na zawał.

Doszło jeszcze kilka osób.









Majówkę spędziliśmy w ruchu, czyli 1 maja Praga z Basią i jej synem Ignacym, a 3 maja pojechaliśmy na Trojak w okolicy Lądka Zdrój w górach Złotych też z Basią i Ignacym, ale także z Madzią z Wrocka i jej Jaśkiem. W planach był także zamek Karpienie, czyli rodowa posiadłość Madzi, bo ona po kądzieli Karpienia właśnie 😋🌆 Pogoda była w dychę trafiona, mieliśmy wałówkę, wino i dobre humory. Tereny Lądka są zjawiskowe, zwłaszcza okolice uzdrowiska, te wille, sanatoria, parki są po prostu przeurocze, a góry Złote niezbyt wymagające, więc dojście na Trojak było samą przyjemnością. Zrobiono tam platformę widokową, właśnie w kształcie trzech odnóży niczym widelec Wesołego Diabła. A potem zaszliśmy na Magdzine włościa. Zamek, to chyba za szeroko powiedziane, bo zostało kilka murków i tak na moje oko, dosyć taki odludny ten zameczek. Dziwacznie położony, na kompletnym zadupiu, więc jakoś się nie dziwię, że podupadł w zupełnej izolacji od cywilizacji. Ale zrobiliśmy sobie piknik, był stolik i ławeczki, jedzenie pyszne, kawka i sałatki. Cudnie. Umówiliśmy się na Sylwestra w sali balowej zamku Karpienie, ale  summa summarum jakoś nas tam nie poniosło. 

barokowy kościół św. Mikołaja w Pradze


Praska katedra

 

Pod mostem Karola, bo na most trudno było w ogóle wejść. Czułam się tam jak mrówka...

turyści chcący zobaczyć katedrę w Pradze... może innym razem.   

Na Trojaku w górach Złotych

Jedyny w Polsce zakryty most nad Białą Lądecką. Niestety niedostępny. Szkoda

widok z  Trojaka na Lądek Zdrój

Piknik pod wiszącą skałą na zamku Karpienie i rodowita właścicielka



I Jasiek.... kurczę, gladiator jakiś. O nim jeszcze będzie.

sala balowa na zamku Karpienie

11 maja wylecieliśmy na szybkie wakacje do Tunezji, na wyspę Dżerbę, o czym pisałam tutaj:

https://boxfullofhoney.blogspot.com/2023/06/dzerba-czyli-wyspa-bez-trawy-wakcje-w.html 

Tunezja super fajna, dobre jedzenie, dobre wino, fajni ludzie. Spodobała nam się, więc w tym roku w czerwcu też poliżemy ten kraj i mam nadzieję w końcu na El Jem i jego koloseum, bo tym razem to naprawdę będzie niedaleko. Tunezja to dzikie (chociaż niezbyt czyste) plaże, ciepełko i jakiś taki spokój. Może się mylę z tym spokojem, bo w nocy pilnowała nas policja w hotelu, ale tam się kompletnie wyczilowałam i odpuściłam wszelkie stresy sprzed kilku tygodni, więc zrobiła mi super na głowę i serce. Teraz dużo większy resort i większe miasto, więc nie wiem na pewno i nic sobie na siłę nie obiecuję z tym El Jem. Zobaczymy.  



Mediterranea

To tyle wiosny, pora na LATO....

W czerwcu zaliczyliśmy koncert Kasi Nosowskiej w Ziębicach, którą od pewnego czasu wyjątkowo polubiłam, więc Ziębice czy inna mieścina, dojechaliśmy. To jest niezwykła osoba i czuję z nią pewną więź. Mamy na wiele tematów podobne spojrzenie i zdecydowanie podobne poczucie humoru, z tym, że Nosowska jest introwertyczką, a ja wręcz przeciwnie, ale to nie przeszkadza. Kaśkę obejrzeliśmy w tym roku jeszcze jesienią na koncercie we Wrocławiu w Narodowym Centrum Muzyki. Siedzieliśmy na najwyższym piętrze balkonowym, co było dziwnym doświadczeniem, ale kontakt z publiką, energia, chociaż dawkowana nam w odpowiednią dozą, poczucie humoru zrobiło swoje. To piękna istota. Doceniam fakt jak dojrzała i jaki ma dystans do wielu rzeczy. Mam podobnie, jednak Kasia to Kasia, a ja jestem jak Kaczor Donald. Ok, bywam.


w drodze z Ziębic zaliczyliśmy Ząbkowice Śląskie (czyli miasteczko Frankenstein) z ich pięknym ratuszem i krzywą wieżą.



 4 czerwca, w rocznicę częściowo wolnych wyborów w roku 1989,  stało się coś nieoczekiwanego chyba dla nikogo, bo naród się obudził!!!! Obudził naprawdę!!!! Na apel Tuska w Warszawie pojawiło się ponad pół miliona ludzi. Zupełnie spontanicznie te tysiące ludzi spotkało się na Placu na Rozdrożu i ruszyli w stronę placu Zamkowego. Chyba nikt, a już na pewno nie Tusk, nie spodziewał się takiego odzewu i takiej fali pospolitego ruszenia. Oglądałam to wszystko na ekranie telewizora i nie mogłam uwierzyć, że to się dzieje naprawdę. Te tłumy w metrze i na ulicach z biało czerwonymi szturmówkami, flagami Unii Europejskiej, z hasłami, niektórymi niezwykle zabawnymi, poszło w tym marszu, bo już zaczęli rzygać rządami PISu i tego starego dziada z Żoliborza. Była też w tym tłumie nasza Marcela i jej Igor, ale okazało się, że organizatorzy nie doszacowali tego ogromu ludzi, więc Marcela nawet z tego Placu na Rozdrożu nie ruszyła, podczas gdy Tusk i inni politycy przemawiali już na Placu Zamkowym. No szok i niedowierzanie!!!! Pożałowałam, że mnie tam nie było, bo widok był fantastyczny i tak optymistyczny, że aż serce rosło. A to się stary dziad zdziwił. Tadam!!!!👏👏👏


Obiecałam sobie, że jeśli Tusk będzie w okolicy lub zorganizuje kolejny taki marsz, nas tam nie może zabraknąć. Czytelnicy tego bloga, wiedzą, że tak też się stało 1 października, ale wcześniej, jeszcze w czerwcu byliśmy na spotkaniu z Tuskiem we Wrocławiu na Placu Solnym. Też był tłum, ale to co się zadziało 1 października, przeszło wszelkie oczekiwania. Napisałam o tym tutaj:

https://boxfullofhoney.blogspot.com/2023/10/marsz-miliona-serc-czyli-dobrych-ludzi.html 

Adrian sprawdza, czy już po niego idziemy.... Idziemy, idziemy....

 

Czerwiec to także powrót na Łuk Mużakowa, tym razem w pięknej aurze i zamiarem obejrzenia w końcu Diabelskiego Mostu w Kromlau. Na ostatnim Matrixie widziałam, że już czynny, bo zagrał jedną scenę z Morfeuszem i Neo. Widać go nawet na trailerze 1 min 40 sekunda. Więc zapakowaliśmy Misia w teczkę i ruszyliśmy w stronę Łuku Mużakowa.


Było sporo ludzi przy samym moście, który położony jest w pięknym parku pełnym rododendronów, ale sam most na żywo nie robi już takiego wrażenia jak na fotografiach czy filmikach. A najgorsze jest to, że szczyt mostu obleczony jest zwykłą, szarą papą, co wygląda kiepsko. Za to z daleka, jest rzeczywiście zjawiskowy. Złaziliśmy też park szalonego księcia, żeby zobaczyć jego grobowiec w kształcie piramidy tuż nad jeziorem, ale tak się zamotaliśmy, że nici z piramidy. Nie wiem gdzie ona jest i chyba już się nie dowiem. Za to lawirowaliśmy sobie to po stronie niemieckiej, to po stronie polskiej i dopiero po jakimś czasie załapaliśmy, że rzeka nad którą byliśmy, jest rzeką graniczną. No i oczywiście zakończyliśmy w Kopalni Babina nad kolorowymi jeziorkami. Nadal są urocze. Misiek nawet się wykąpał w tej Afryce, gdzie jest kwaśne PH. Sprawdzałam, czy mu futro aby nie odpadnie matołkowi po tej kąpieli, ale ok. Nic się nie zadziało, oprócz tego, że wróciłam chora. Chyba dopadł mnie covid. To zastanawiające, bo poprzednim razem na Łuku też byłam zacovidowana. 





z bliska dupy nie urywa




słupek graniczny


Zbiornik Afryka




znowu z Basią szczytujemy

ekipa wykończona i zmęczona na dole


i mój szalony psiak w kąpieli w zbiorniku z octem.

W czerwcu byliśmy na weselu. W końcu na jakimś weselu!!!! U naszej córki nie potańczyliśmy, za to u syna Agnieszki i owszem. W bardzo fajnym miejscu, na końcu świata w okolicach Trzebnicy, z dwiema dj'kami, które nie puściły ani jednego utworu disco polo. I super!!! Oczywiście piękna panna młoda Karolinka i przystojny pan młody w postaci Martina. Zdziwiłam się, że zostaliśmy zaproszeni na jego ślub, ale to bardzo miłe. Wytańczyłam się i mogłam założyć jeszcze raz sukienkę, którą specjalnie kupiłam na obiad u Marceli. Lubię ją. Będę nosić. 



W lipcu tradycyjnie Castle Party, bo ciężko jest mi sobie wyobrazić lipiec bez tej imprezy i serdecznie się tym razem uśmiałam, bo to była wyjątkowa parada przebierańców, a byli zachwycający. Spotkaliśmy też naszego duranowego Słowaka Duran Majo z żoną, który tym razem był z jeszcze jednym fanem Duranem, którego poznałam w 2006 roku na koncercie na Służewcu w Warszawie. Ale jak on ma na imię? Nie pamiętam.



to był fajny przebieraniec. A mi aż rogi opadły



Axel Rose w roli papieża

wino, kobiety i śpiew







i jeszcze Axel z gotycką dziwą.

Tydzień wcześniej zaliczyliśmy też festiwal "Góry Literatury" w Ścinawce na zamku Sarny, gdzie zagrał Adam Nergal Darski, czyli Me and that man. Super fajny, mocny koncert, ze ścianą gitar, świetną energią i dobitnymi tekstami. Kilka osób opuściło koncert, bo jak stwierdzili, wierzą w Boga, a ja się pytam, co to ma wspólnego? Adam nie był przebrany za szatana, a śpiewał prawdę i tylko prawdę. Nam się podobało. BARDZO!!!! Zanim wystąpił Nergal, byliśmy na odczytach fragmentów książki Olgi Tokarczuk "Empuzjon", a o prawach kobiet z panem profesorem Bodnarem i Michałem Bilewiczem rozmawiała Katarzyna Kasia. Tam w ogóle działo się przez kilka dni, a artyści byli codziennie świetni, bo i Nosowska (tym razem woleliśmy Adama), Maria Peszek, Kazik, VooVoo i Renata Przemyk. Duże, niezwykłe święto pełne kultury, dobrej energii i prostych, ale dobrych pomysłów. Zobaczymy, kto wystąpi w tym roku. Będę sprawdzać. Aha, spotkaliśmy też ojca Igora z żoną. Z tego co wiem, prywatnie przyjaźnią się z Olgą Tokarczuk... a ja nawet nie przeczytałam Ksiąg Jakubowych, bo mi się nie podobała ta książka wcale. No i co mi zrobicie? Nic. 

w podziemiach zamku galeria sztuki

w barokowej kaplicy


Me and that man w akcji

 No i z Mariem w którąś niedzielę weszliśmy na platformę widokową na Gomólniku w okolicach Głuszycy. Przepiękny jest stamtąd widok na Góry Sowie i na Ślężę, a w dole wioseczki w zieleni. Wchodzi się lekko, łatwo i przyjemnie. Schodzi tak samo. Chciałam od razu zajrzeć na zamek Rogowiec, ale za cholerę nie wiedzieliśmy jak tam się wchodzi, więc innym razem. 

w dole Grzmiąca, a w tle Ślęża


Wielka Sowa


z Mariem na wielkiej łące, ciepłej i drżącej. Za nami Ślęża

drewniany kościółek w Grzmiącej





Pod koniec lipca, wcześniej niż zazwyczaj, zrobiliśmy naszą imprezę rocznicową tym razem w stylu imperium rzymskiego i jak zwykle pomysłowość w narodzie nie umarła, bo nasi przyjaciele przebrali się za najprawdziwszych Rzymian, pełnych godności (chociaż w prześcieradłach i zasłonach) i chęci uczestnictwa w rzymskiej uczcie. W pewnym momencie wyszłam z Ewą i Mariem na podwórko, po jakiejś rzeczy z samochodu, my w tych sukmanach z poszewek (ja w obrusie), wiankach laurowych na głowach, Mario dodatkowo w czerwonym batiku, a po drugiej stronie ulicy szła jakaś pani i tak się bidula zapatrzyła, że omal nie wywinęła orła na chodniku. To było komiczne. Oczywiście tradycyjnie dopadła nas ulewa, ale w tym roku byliśmy zabezpieczeni idealnie, rozstawiając wcześniej duży, biały namiot, ale naprawdę niemały. Wszyscy się zmieściliśmy, a burza rozpętała się na całego. Imprezę uważam za jedną z bardziej udanych, bo uśmialiśmy się po pachy, a do domu wróciliśmy późną nocą. Bardzo.

chłopaki w sandałach...rzymskich

Agnes i nasz Adonis, właściwie stylizowany na Jezusa


a ja go po pupci klepałam

jump, jump


moje piękne psiapsie



no czyż nie cudni?

i trzej przyjaciele z boiska, tutaj niczym senatorowie rzymscy- serwis


postawa

odbiór

i blok


z malutkim Ignasiem

 
Jasiek niczym mesjasz

Betty i Giovanni

Nadia i Giovanni

Anetka i Giovanni

z autorką zdjęć- Agatką, która przebrała się za turystkę

i Magdalena z synem... tak, tak właśnie wyrosło dziecko mamusi. Szok!

i moje ulubione zdjęcie, Tomek jako Prometeusz wykradający bogom ogień...(wiem, że to niby inna mitologia, ale jednak ta sama) i plastikowe widelce.

Rzymianki, ale nie sandały

Super, naprawdę impreza w dychę trafiona. Ciekawe czy mama Magdy upominała się o prześcieradło?

A, byłabym zapomniała o Misiu


 

Przenieśliśmy imprezę na lipiec, bo w tygodniu rocznicowym, wtedy kiedy ta impreza wypaść miała, zawinęliśmy manele i Misia i pojechaliśmy nad morze do Łukęcina na kilka dni. Akurat trafiliśmy na idealną pogodę, pełne słońce i jakieś 28 stopni, chociaż Bałtyk tradycyjnie 15 w porywach. Krioterapia. Ale fajny taki wypad, nawet krótki. Teraz gdy jest już S3, to podróż nad Bałtyk trwa naprawdę migiem. Misiek się wytarzał w piachu niczym kotlet schabowy w bułce tartej, naszczekał na zimne fale i wygrzewał w słonku. Ostatniego dnia pojechaliśmy zobaczyć Klif Łukęciński. Weszliśmy na skróty do lasu, a tam naszym oczom ukazało się coś niewiarygodnego. Na początku pomyślałam, że to może transatlantyk w tych kniejach, ale skąd transatlantyk w Łukęcinie? Naszym oczom ukazało się tak wielkiego i niebywałego, że nie mogłam uwierzyć. Okazało się, że to kolejny z hoteli Gołębiewskiego. Już w Karpaczu stoi moloch, który straszy zwalistością i gabarytami, ale ten w Łukęcinie to gigant najprawdziwszy. 10 pięter w górę, 2 w dół, chyba ze 300 metrów długości, a żeby można było go postawić wycięto 1,5 tysiąca drzew. Jakiś koszmar!!!!

jak post apokaliptyczny relikt przeszłości


Klif Łukęciński

Bałtyk

Miś w panierce




I jeszcze spotkanie z Agnieszką w Kołobrzegu. 

Sierpień był bardzo upalny i duszny. Dawało słońce ostro i się nie patyczkowało. Dużo czasu spędzaliśmy w ogrodzie, który w tym roku był wyjątkowo liściasty i cienisty. Musimy wiosną poprzycinać te chaszczory, chociaż z drugiej strony taki cień w te wściekłe upały jest idealny. 


18 sierpnia zmontowaliśmy ekipę i pojechaliśmy na koncert.... ORGANKA na Święto Ceramiki do Bolesławca. Było skrajnie gorąco, a ten jeszcze dowalił do pieca. Genialny, energetyczny koncert. Znowu. To mój piąty w ogóle i drugi w 2023r. 🎸🎸🎸 I chcę jeszcze.

i po Organku

Myślę, że spokojnie wrzesień mogę podpiąć jeszcze pod lato, zwłaszcza wrzesień ubiegłoroczny, który był bardzo upalny, wręcz nieprawdopodobnie. Jeszcze pod koniec tego miesiąca chodziłam z psem na spacery w krótkich spodenkach. Fajnie, tylko dzień krótki już się robił. A skoro wrzesień, to tradycyjnie nasz zlot duranowy, tym razem w okolicach Płocka. Jeszcze nas tam nie widzieli.   

Mieliśmy już nowego singla z najnowszej płyty Duran Duran i wiedzieliśmy, że album będzie Halloweenowy, więc przygotowaliśmy się jak na Halloween w odpowiednie stroje i akcesoria. I to nic, że półtora miesiąca za wcześnie. Komu to przeszkadza? Pogoda była cudna po prostu, bo mieliśmy jakieś 28 stopni i mieszkaliśmy nad jeziorem Białym, więc w końcu nasze golasy, które co roku moczą tyłki w zimnych akwenach, teraz miały idealne warunki do kąpieli. Kilku nawet. 

Zapomniałam napisać, że nasza Gocha postanowiła iść na studia. W końcu, w wieku 25 lat dojrzała do takiej decyzji, ale z Gochą nie ma srania po krzakach, więc postanowiła dostać się na tę uczelnie z najlepszym wynikiem, a żeby to osiągnąć musiała zdać w maju jeszcze raz maturę z Historii Sztuki. I zdała. Rzeczywiście przyjęto ją do Akademii Sztuk Pięknych w Warszawie na wydział Badań Artystycznych i Studiów Kuratorskich z najlepszym wynikiem. Brawo, brawo, brawo. Dzięki tej decyzji nie mamy już dzieci w domu, za to mamy w Warszawie, przynajmniej przez pół roku mieszkały tam obydwie panny. Żeby było lepiej, właśnie tego dnia, kiedy wyjeżdżaliśmy na zlot, po drodze przeprowadziliśmy Gosię do Warszawy. Płock przecież nie jest tak daleko. Więc wyjechaliśmy z domu jak Rumuni z pielgrzymką, nas dwoje, Fatma z Wojtkiem, nasza Gosia i.... tak jest, Miś!!!!Plus stosy pudeł, walizek i toreb.

Płock bardzo mnie zaskoczył i to pozytywnie. Fajne, czyste, klarowne miasto położone na wzgórzu, w dole ta wielka, rozłożysta Wisła, molo, zoo i amfiteatr na Płocką Noc Kabaretową. Wleźliśmy do Bazyliki bardzo błękitnej, w której są grobowce kilku polskich królów. A w Ryneczku zjedliśmy smaczny obiad. Wieczorem tradycyjne duranowanie, w rytm płyty "Notoriuos", bo właśnie padło na nią w ocenie, a top z tej płyty prezentuje się tak.

1. 473 A matter of feeling 14-8-9
2. 390 Notorious 12-6-3
3. 376 Vertigo 5-7-10
4. 307 Hold me 4-3-5
5. 304 Skin trade 1-7-5
6. 291 Winter marches on 5-5-5
7. 279 American science 1-3-2
8. 164 Proposition 0-1-2
9. Meet El Presidente 0-0-0
10. So misled 0-0-0

11. 35 We need you (głosy od 6 osób)

Przed piosenkami ilość punktów. Za piosenkami ilość 1-2-3 miejsc u poszczególncych osób.... 

Oczywiście wszystkie piosenki zostały przez nas odtańczone, no może z wyjątkiem So Misled, bo to jest tak daremny kawałek, że przykro go słuchać. Za to dotańczyliśmy Danse Macabre z nowej płyty i skończyliśmy Starym Niedźwiedziem w kółeczku, gdzie za niedźwiedzia robiła Agnieszka.



like father like son. Adaś z Grzesiem.

wakacje na Bali

Jezioro Białe, czyste i urokliwe.




Płock z dołu, z najdłuższego molo w Polsce, bo usytuowanego wzdłuż rzeki Wisły, w tym miejscu bardzo szerokiej i rozłożystej niczym Nil.



wracamy z rurek z bitą śmietaną

kurde molo

zdjęcie z pielgrzymki

a nawet dwa

e tam dwa, trzy lepiej

czekamy na deserki
Płocki rynek z fontanną

halloweenowa zbiorówka




i jeszcze jedna zbiorówka. Dużo ich było, tylko niewyraźne wyszły

Jacek, po wygranym konkursie. Jak widać pierwsza nagroda- wąsy i broda.


z Grzesiem, tegorocznym maturzystą

Adaś z trzecim okiem. Zawieszał sobie na nim okulary 


 poranna kąpiel następnego dnia


Mario .... i Miś

Wynajęliśmy rower wodny i jeszcze popływaliśmy po jeziorze mocząc nogi, bo było naprawdę upalnie. Aż pożałowałam, że nie mam stroju kąpielowego, ale kto mógł się spodziewać takiej aury w połowie września? 

zapomniałabym zaprezentować nasz uroczy duranowy ołtarzyk... Nawet poroże jelonka się znalazło. Bebe przytachała.

i pożegnalna fotka.


leję ze śmiechu...

 JESIEŃ

No to dotarliśmy do jesieni, gdzie jak już wspominałam 1 października wybraliśmy się na marsz miliona serc,o czym pisałam tutaj: https://boxfullofhoney.blogspot.com/2023/10/marsz-miliona-serc-czyli-dobrych-ludzi.html

A tydzień później udało mi się zebrać ekipę i wyruszyliśmy w góry Sowie zdobyć górę Kalenicę. Nigdy na niej jeszcze nie byliśmy (jaki wstyd!!!). Zawsze właziliśmy tylko na Wielką Sowę albo ostatecznie na Przełęcz Jugowską, a te góry są naprawdę przepiękne i przez nas kompletnie nie odkryte. A są 20 km od naszego domu!!!!!Całą sobotę lało jak cebra, ale w niedzielę rano udało nam się wbić w okno pogodowe, zaświeciło pięknie słońce i chociaż nie było najgoręcej, pięknie grzało, a powietrze było przejrzyste. Przyjechała Madzia z Jaśkiem, Ewa z Arturem, Nadią i jej koleżanką i Ostrzy, którzy w ostatnim roku byli zajęci innymi rzeczami, więc niewiele czasu mieli na łażenie po górach. Ruszyliśmy na tę Kalenice jakąś okrężną drogą, która widokowo okazała się prawdziwym sztosem. Naprawdę było przepięknie i dosyć łatwo, a ja jakąś specjalną góralką nie jestem. Na samej Kalenicy znajduje się wieża widokowa, mało znana i miejsce na ognisko, gdzie upiekliśmy kiełbaski, zjedliśmy sałatki i inne ciasta no i oczywiście piliśmy trunki wyśmienite. Super była ta wyprawa i stwierdziliśmy, że trzeba po tych Górach Sowich połazić po prostu, bo cudze chwalicie, a swego nie znacie. 







z Magdą i Ewą na kolejnej wieży.



z Madzialeną


biesiada

szczęśliwa? No jasne. 

15 października odbyły się wybory parlamentarne, w których razem z Mariem wzięliśmy czynny udział i zostaliśmy mężami (ja żoną) zaufania. Ja w mateczniku PISu, więc uważnie im się przyglądałam, ale u mnie wszystko było w porządku. Moja komisja była na tyle mała, że po policzeniu wszystkich głosów i komisyjnym zapakowaniu ich w specjalne paczki, o 3 w nocy byłam w domu. Włączyłam jeszcze TV, zaparzyłam sobie herbatkę i nie mogłam uwierzyć, że o 3 w nocy w Jagodnie pod Wrocławiem jeszcze takie tłumy stały do komisji wyborczej. Najbardziej się uśmiałam, gdy tuż przed wejściem do lokalu reporter zaczepił dwie młode dziewczynki, jedną w różowym kocyku, która zanim weszła do lokalu powiedziała wprost do kamery-"Jebać PIS". Tak parsknęłam śmiechem, że oplułam wszystko tą herbatką. Poszłam spać, będąc przekonana, że wygramy te wybory. A mój Mario wrócił o godzinie 6 rano. U niego poszło trochę gorzej z liczeniem referendum. Po chuj było to referendum? Ale tak czy siak, wygrała Koalicja Demokratyczna. Nareszcie!!! Nareszcie coś pozytywnego. 8 lat czekałam na tę zmianę i się doczekałam. Po ogłoszeniu oficjalnych wyników otworzyliśmy szampana.



uśmiechnięte twarze tych, którzy zwyciężyli... sikam.


Na początku listopada przyjechała do nas jeszcze Marcela z Igorem na weekend i razem pojechaliśmy pozwiedzać Skalne Miasto w Aderspachu, a skoro byliśmy już tak blisko Broumova, zaproponowaliśmy, żeby dzieciaki weszły jeszcze do barokowego, przecudnego klasztoru, w którym znajduje się zjawiskowa biblioteka i refektarze. Zostawiliśmy ich w klasztorze, a sami poszliśmy pozwiedzać Broumov, bo tak naprawdę ilekroć tam byliśmy, jakoś nie starczało na to czasu i oprócz starego, drewnianego kościoła z XI wieku niewiele tam widzieliśmy. Okazało się, że Broumov jest jak toskańskie miasteczko położone na górze, otoczonej murem, z którego rozlegają się piękne widoki. Znaleźliśmy 2 przepiękne kościoły, w tym jeden znowu w błękitach, oraz XIV wieczne freski w miejscu zupełnie nieoczekiwanym. Mają też piękny park miejski i w ogóle panuje tam niemiecki porządek. Polecam, jeśli ktokolwiek będzie miał okazję jechać do Aderspachu, niech koniecznie zahaczy o Broumov, bo warto. W Aderspachu ludzi, tradycyjnie mrowie, nawet na tak późną jesień, ale tam jest tak zawsze. I tak wprowadzono limity biletów, więc nie było tak źle. W ciemno nie ma tam co teraz jechać, bo można pocałować klamkę, a właściwie szlaban. Bilety można kupić w internecie. Zdecydowanie pewniej i bezpieczniej. Dla psa też. Mieliśmy piękną, jesienna pogodę, więc wycieczka udana bardzo. A następnego dnia wjechaliśmy w kompleks Riese w Górach Sowich. Zaliczyliśmy sztolnię "Włodarz" w Jugowicach i muzeum Molke ze słynną Muchołapką. I przez 3 wieczory oglądaliśmy Władcę Pierścieni... A kilka dni wcześniej moje Durany wydały Halloweenową płytę Danse Macabre, o której też pisałam na tym blogu. Tralalala....

Broumov, mur przed kościołem
XIV wieczny fresk rekonstrukcja

 

i oryginał


powyżej kościoły farne w Broumovie

i kościół klasztorny by Igor

  
zakonnica w przebraniu? fot. Igor
Biblioteka w Broumovie. Fot. Igor
Marcela z Igorem tuż przed wejściem do Morii


Aderspach fot. Igor



Aderspach fot. Igor.

Aderspach fot. Igor



Starosta i Starościna fot. Igor

Krokodyl.... fot. Igor



fot. Igor

fot. Igor


zapora wodna na jeziorze Bystrzyckim w jesiennej szacie. Fot. Igor

Muzeum Molke w Ludwikowicach Kłodzkich. Tajemnicze. Igor zrobił rzecz jasna tę fotkę.

UFO. Jakby ktoś nie wiedział, czyli pojazd o napędzie antygrawitacyjnym.

Muchołapka


Podziemia Włodarza zalane wodą. Fot. Igor. Fajne foty robi, co nie?

Włodarz fot. Igor

A potem? Potem, pod koniec listopada spadł biały, puszysty śnieg i nastała zima, ale taka piękna i bajkowa. Nie utrzymała się do świąt. Szkoda. Skończyłam też 56 lat. Kurczę, jak do tego doszło? Nie wiem. Ta 5 z przodu mocno weryfikuje pewne rzeczy np. zdrowie, urodę, upływ czasu, a ja mam 5 i z przodu i z tyłu. Nie, na nic nie choruję, tylko jakiś cholesterol podwyższony, ale już opanowany, ale mimo wszystko jest już inaczej. Zresztą w rozmowach ze znajomymi wychodzi na to, że mają podobne odczucia.

Na Święta Mario przywiózł nasze panny z Warszawy i to były ostatnie święta z Marcelą, ponieważ 3 stycznia wyleciała do Bostonu razem z Igorem na 5 lat. Czy wróci? Nie mam pojęcia. Chciałabym, bo zawsze uważałam, że Polska jest dla krajem dla fajnych ludzi, a Igor i Marcela zdecydowanie są fajni. Niech szukają swojego miejsca na ziemi. To jest ich czas. My tutaj jesteśmy i czekamy. Póki co gadamy sobie co jakiś czas. Ale i tak pożegnanie było dla mnie straszne i przykre. Wolę myśleć, że ona jest tak naprawdę nadal w Warszawie, ale z tyłu głowy wiem, że tak nie jest. 😂😂😂

zimowy Misiek

To wszystko co opisałam powyżej, te wszystkie wycieczki, a przecież było ich dużo więcej, spotkania, grille, muzykę, filmy i ludzi, zapisuję po stronie zysków, zdecydowanie. Ale były też straty. W lipcu zmarł brat mojej mamy na raka, a miesiąc później zmarła moja kuzynka Roksanka, a miała tylko 46 lat. Też na raka. Strasznie było patrzeć na tę dziewczynę, którą choroba zjadała kawałek po kawałku. Straszne. No i w grudniu, niewiele brakowało, a moja siostra dołączyłaby do Roksany. Cudem jej się udało. Naprawdę fartem. Mam nadzieję, że nauczyło ją to rozumu. Nie, nie jest chora na raka, gdyby ktoś pytał. Jest tylko skończoną durnotą. Ale mniejsza z tym.

John Taylor narysowany przez mojego zmarłego wujka, gdy miałam 16 lat. 

No i tak przeleciał ten roczek, nie wiadomo kiedy. Trochę długo pisałam tego posta, ale w końcu udało się go skończyć. No to co? Może jakiś topik jeszcze zrobię niedługo? Do poczytania. A przed nami rok smoka. No ciekawa ja jestem. 

No i piosenka na koniec. Ryan Gosling i Mark Ronson w piosence o Kenie, tym od lalki Barbie, wersja Xmasowa. Fajna. 


No i Barbie....