Maria Teresa Oliwia Cornwallis-West, czyli księżna Daisy von Pless, poznała swojego męża Jana Henryka XV na jednym z bali maskowych, podczas swojego pierwszego sezonu balowego w Londynie. Ona nie miała jeszcze 18-tu lat, on miał lat 30. Pracował w ambasadzie, choć po angielsku mówił topornie, żeby nie napisać, że wcale.
Była niezwykle piękną panną- wysoka (ojciec miał ponad 190 cm wzrostu, więc zarówno ona jak i jej młodsza siostra Shelagh, górowały nad resztą panien z towarzystwa), szczuplutka- w pasie tylko 50 cm (Schwarzenegger w najlepszych latach miał w bicepsie 56 cm!!!) bławatne, wielkie oczy, dołki w policzkach, zadarty nosek, mleczna cera i blond włosy... Elf. W wieku lat 19-tu, rok po ślubie wyglądała tak jak na zdjęciu poniżej.
Na zlotach fanów Duran Duran spotykamy się właściwie w niezmienionym składzie równo od 10-ciu lat. Coś mi się pokićkało i byłam przekonana, że w tym roku jest jubileuszowy zlot 10-ty właśnie, ale zapomniałam, że w 2010 roku spotkaliśmy się 2 razy- raz w Krakowie, a potem w Bogdanach na Warmii i był to jedyny zlot, na którym mnie nie było. Niestety. Tak więc zlot tegoroczny był 11-ty, ale spotykamy się od lat 10-ciu :) Namieszałam? Oj, może trochę :) Mamy swoje forum www.duranduran.fora.pl , któremu w marcu też strzeliło 10 lat, ale jakoś wszyscy o tym zapomnieli i obyło się bez fajerwerków, ale zlotu corocznego odpuścić nie mogliśmy!!!!
Ponieważ w czasie weekendu nie było mnie w domu, na film wybrałam się razem z moim Mariem dopiero wczoraj. Byłam BARDZO ciekawa tego filmu, zwłaszcza roli Dawida Ogrodnika. Widziałam trochę wcześniej wszystkie trailery, a także wywiady z obsadą, oraz występ Andrzeja Seweryna i Dawida Ogrodnika u Kuby Wojewódzkiego i wszystko wskazywało na to, że będzie to film genialny. Muzyka, dialogi, gra aktorska- no wszystko! Zasiadłam zaciekawiona i ruszyłam w tę opowieść.
Powoli, acz nieubłaganie nasze państwo zmierza w kierunku czarnej dupy. Rok temu, gdy PIS wygrał wybory byłam przerażona, a teraz mało tego, że jestem przerażona, to jeszcze na dodatek widzę, że chłopcy i dziewczęta z tego ugrupowania w ciągu niecałych 11 miesięcy zepchnęli nasz kraj na kompletne dno. Pomijam już sprawy światopoglądowe, finanse państwa, obsadzanie swoimi kolesiami najintratniejszych stanowisk w firmach Skarbu Państwa (bo to zawsze po każdych wyborach miało miejsce, choć nie na taką skalę), politykę zagraniczną, gospodarkę, rozdawanie pieniędzy kościołowi i to niemałych, kulturę, wszystkie debilizmy Macierewicza związane ze Smoleńskiem, opluwanie Powstańców Warszawskich, faszyzujące bojówki z ONR, kompletne upolitycznienie Polskiej Telewizji Publicznej, sprofanowanie mojej ukochanej "Trójki", marionetkowego prezydenta bez kręgosłupa z malowaną małżonką, sztywną jak parasol, umęczoną i bezsilną panią premier...Można tak bez końca... To teraz jeszcze chłopcy i te niezwykle piękne i szlachetne dziewczęta z prawej strony postanowili pogrzebać w macicach Polek.
"Badania dowiodły, że szczęścia nie daje miłość, bogactwo czy władza, tylko dążenie do nieosiągalnych celów: a czymże jest dieta, jeśli nie tym?"... Bridget Jones wróciła :)
To będzie chyba mój najkrótszy post, bo nie mam najmniejszego zamiaru recenzować najnowszej Bridget Jones. Każdy powinien zobaczyć osobiście ten film. Chcę tylko napisać, że to moim zdaniem najśmieszniejsza część trylogii i uśmiałam się na tym filmie serdecznie :) Zresztą nie tylko ja, bo sądząc po reakcji publiczności w kinie, śmieszyły nas dokładnie te same momenty.
Czym byłoby życie bez tasiemców? Jakimś banałem tylko, nudną rzeczywistością, pospolitym spędzeniem czasu... a tak mamy esencję życia, płynącą z ekranów naszych telewizorów, w krótkich odcinkach, którą czasami upajamy się latami!
Oczywiście KIEDYŚ to były seriale!!! Rozmawiała o niech nie tylko cała klasa, ale także cała szkoła, całe podwórko i tak naprawdę cała Polska. Dwa kanały telewizji publicznej nie dawały zbyt wielkiego wyboru, ale za to dawały seriale KULTOWE!!! I nie ma co z tym w ogóle dyskutować. Na największy szacunek zasługują polskie seriale dla dzieci i młodzieży takie jak: Wojna Domowa, Wakacje z Duchami, Podróż za jeden Uśmiech, Stawiam na Tolka Banana, Przygody psa Cywila, Pan Samochodzik czy Czterej pancerni i pies. Kto z dzieciaków nie chciał być Jankiem Kosem podczas zabaw na podwórkach? Albo Marusią? (to dziewczynki i to w zdecydowanej mniejszości)... Gdy dodatkowo był jakiś kundel w paczce, zabawa była murowana!!!!.
Trochę po czasie, bo wycieczki były w lipcu, ale najwyższa pora na przypomnienie sobie tych fajnych chwil.
Jak co roku Bebe z Danielem czyli Warmia i Mazury przyjechali na Dolny Śląsk. Plany mieliśmy ambitne i dosyć rozległe, ale na pierwszy ogień zdecydowanie miał iść Kamieniec Ząbkowicki z niezwykłym pałacem księżnej Marianny Orańskiej.
Witam państwa bardzo serdecznie na zamku naszym zamku. Nazywam się Marzanna El i przez ponad 90 minut będę miała przyjemność oprowadzania państwa po naszym zamczysku... Najczęściej tak zaczynam moje spotkanie z grupą turystów, którzy przyjechali zobaczyć nasz piękny zamek i posłuchać niesamowitych historii z nim związanych. Moim zdaniem najfajniejsza trasa, to trasa o nazwie "Od Piastów Sląskich do czasów II Wojny Światowej ". Trwa właśnie ok.90 minut i podczas tego czasu staram się opowiedzieć jak najwięcej o architekturze, historii rodziny Hochbergów, obrazach udostępnionych nam z Muzeum Narodowego we Wrocławiu, pięknych barokowych salach, II WŚ oraz oczywiście o księżnej Daisy. A że mówię dużo, zazwyczaj to zwiedzanie zabiera mi więcej niż sztywne 90 minut.
Dopiero się rozkręcam... bo na początek historia zamku. Ponad 700 lat w 8 minut :)
W końcu, nareszcie się doczekałam. NARESZCIE!!!! Długo czekałam na koncert zespołu Rammstein w Polsce i w końcu się udało. Na dodatek gdzie? Pod samym nosem- we Wrocławiu :)
Podejrzewam, że w momencie w którym ja sama zwróciłam uwagę na tę kapelę, nie byłam w Polsce osamotniona. W roku 2001 Rammstein wydali "przebojową" płytę z całą masą kapitalnych, ciężkich, ale wyczesanych kawałków pt. "Mutter". Uwielbiam dźwięk gitar, nawet tych ciężkich. Oczywiście nie wszystkich, ale te zdecydowanie nadawały na fali, która BARDZO mi się pasowała i nadal pasuje. Nie tylko podoba, ale także bardzo mnie ta kapela bawi. Wszystko jest takie pompatyczne, takie poważne i takie niemieckie w rytmie ein, zwei, drei, że aż śmieszne. Pamiętam, gdy obejrzałam ich pierwszy koncert na DVD (a oglądałam go kilka razy) to nie tylko chodziła mi noga i głowa, ale także usiłowałam coś tam po niemiecku podśpiewywać. A trzeba wam wiedzieć, że serdecznie języka niemieckiego nie znoszę i uważam ten język za wyjątkowo prymitywny i siermiężny. Ale w przypadku Rammstein pomimo prostoty tych tekstów mają one swoją moc.
Dawno nie pisałam nic o filmie i chociaż te posty mają najmniej wyświetleń na moim blogu, nie odmówię sobie napisania o moim ulubionym, najukochańszym filmie- Moulin Rogue.
Dawno temu, bo w 2001 roku wysiało sporo fajnych filmów. Między innymi "X Pax" z genialnymi Kevinem Spacy, Jeffem Bridgesem i przecudowna muzyką Edwarda Shearmur, " Kroniki portowe" także ze Spaceyem i tym razem z Julianne Moore- film rewelacyjny, "The Others" horror z Nicole Kidman, gdzie omal zawału nie dostałam, czy chociażby "Shrek"-kamień milowy jeżeli chodzi o baśnie :) To był bardzo płodny i świetny rok dla filmu. Miałam w czym wybierać i miałam co oglądać (nie to co teraz- jakiś marazm i beznadzieja w tym kinie. Brak dobrych scenariuszy i dobrych realizacji- sama komercha!!! Superbohaterowie!!! A gdzie normalne życie? Na szczęście przeciwieństwem jest kino polskie- Hurra!)
XPax -film naprawdę mnie zachwycił i wzruszył. Przeczytałam też książkę Gene Brewera pod tym samym tytułem, ale aż tak bardzo mi się nie podobała. Z książki od razy wynikało, że Prot jest człowiekiem, natomiast w filmie to już takie oczywiste nie było. No i dobrze.
Ale ja miałam dzisiaj pisać o Moulin Rogue, więc czas najwyższy :)
Jak już pisałam, nie było nam wcale łatwo dotrzeć do Arbelobello. Chociaż oddalone od Bari tylko o 60 km, to jechaliśmy tam 3 dni :)
W poprzednim poście nadmieniłam, że pierwszego dnia była niedziela, a w niedzielę pociągi na południu Włoch nie jeżdżą. Drugiego dnia mieliśmy nieaktualny rozkład jazdy i przyszliśmy na stację o półtorej godziny za wcześnie. Dopiero dnia trzeciego udało nam się wsiąść do zatłoczonego pociągu. Żeby było śmieszniej, to był pociąg wyprodukowany u nas w Poznaniu. Taka ciekawostka- my od nich kupujemy Pednolino, a oni od nas polska Pesę. Ruch w interesie musi być :)
Jechaliśmy ponad 80 minut. W jakiejś pipiduwie pociąg zatrzymał się i stał w tym upale (bez jakiekolwiek klimatyzacji, nawet nawiewu) chyba ze 20 minut. Już jajka tam znosiliśmy. Jeden pociąg czekał na drugi, bo po drodze były tory przeznaczone tylko dla 1 pociągu... Tragedia! Ale udało się, dojechaliśmy w końcu do celu naszej podróży.
Dzięki Agnieszce, tej która namówiła nas na wyjazd do Gruzji, mieliśmy okazję zobaczyć także italiańskie Bari. Za jakieś psie pieniądze wykupiliśmy bilety na przelot Wizz air'em z Katowic i 6 sierpnia wieczorem wyruszyliśmy na lotnisko. Wyruszyliśmy w 5 osób- Agnieszka ze swoim synem Xawerym i my z Marcelą. Lot trwał niecałe 2 godziny. Migiem wylądowaliśmy w Bari, które przywitało nas prawdziwa ulewą...
Mieszkam niedaleko miasteczka Bolków, a w Bolkowie znajdują się aż 2 zamki: zamek Świny i zamek Bolków. Na tym drugim od prawie 20 lat odbywa się fantastyczny festiwal muzyki gotyckiej o nazwie Castle Party. Przez kilka dni, fani muzyki na mroczną nutę z całej Europy, zjeżdżąją się do tego dolnośląskiego miasteczka, by na zamkowych błoniach celebrować gotyckie brzmienia.
Jednak to co w tym festiwalu jest najfajniejsze to ubiory, wygląd uczestników tej imprezy. Jeżdżę tam od kilku lat (w niedzielę okazało się, że od 6!!!!) i za każdym razem napatrzyć się na nich nie mogę.
Nigdy nie byłam typem sportowca, ale zawsze kibicowałam NASZYM. Oczywiście pływam, jeżdżę na rowerze i inne takie, ale sportowiec jest ze mnie żaden. Za to mam żyłkę kibica.
Generalnie kibicuję wielu dyscyplinom z naciskiem na siatkówkę męską (do bab nie mam siły ani nerwów) i piłkę ręczną- męską :) Bardzo lubię lekkoatletykę, pływanie, oczywiście zawsze kibicuję naszym skoczkom narciarskim i jestem wielką fanką igrzysk olimpijskich. Za moment Brazylia i Rio, a dopiero co był Londyn.
Niestety zaraz po pięknym otwarciu takich igrzysk w sobotę, następuje niedziela, która dla naszych sportowców jest zawsze tragiczna. Odpadamy jak liście z drzew jesienią na wietrze. Jedna dyscyplina po drugiej, a ja gotując obiad klnę pod nosem. Na szczęście w Rio nie będzie połowy Ruskich oszukańczych lekkoatletów, więc może coś zaskoczy? Ostatnio były Mistrzostwa Europy i nasi zdobyli aż 12 medali. Zdobyliśmy chyba pierwszy raz w historii pierwsze miejsce w klasyfikacji medalowej. Brawo my. Niestety z czarnoskórymi biegaczami ciemno nas widzę. Dosłownie i w przenośni. Ale po tych mistrzostwach naprawdę jest nadzieja. Zobaczcie jacy są fantastyczni nasi sportowcy! Zwłaszcza dziewczyny!
Jest takie opowiadanie Marka Hłaski "Pierwszy krok w chmurach"- niezwykle gorzkie i smutne w odbiorze. Opowiadanie o 3 mężczyznach, którzy postanowili na pobliskich ogródkach działkowych podglądać zakochaną parę, która zdecydowała się na pierwsze miłosne igraszki. Faceci zachowali się jak ostatnie świnie, a czytelnikowi po ostatnim zdaniu zostaje niesmak i rozgoryczenie.... Tyle skojarzeń z krokami w chmurach.
Jednak nasze pierwsze kroki w chmurach były zdecydowanie z innej bajki wyjęte i bardzo przyjemne.
Już od jakiegoś czasu umawialiśmy się na wycieczkę z rodzicami Bartka, chłopaka mojej Gosi i ciągle jakoś nie było okazji. Na jakąkolwiek wycieczkę. Od ubiegłego roku ciągnęło mnie na najnowszy punkt widokowy po stronie czeskiej, który wyglądem przypominał mi powichrowane DNA. Chciałam tam jechać z Bebe, z którą co lato podróżuję po Dolnym Śląsku, ale ona ma lęk wysokości, więc stwierdziłam, że dziewczyna użyje tam jak pies w studni- mało tego, że wyciąg, to jeszcze te przestrzenie na wielkiej górze i jeszcze wyższym punkcie widokowym.
Spytałam rodziców Puszaszkowych, czy by nie pojechali- a i owszem z wielką chęcią :)