Ale do brzegu... Nigdy nie byłam w Grecji. Wiele osób mi polecało, ale jakoś nie było po drodze.
czwartek, 18 maja 2017
Tula, you look so old, czyli Korfu 2017 :)
Ale do brzegu... Nigdy nie byłam w Grecji. Wiele osób mi polecało, ale jakoś nie było po drodze.
wtorek, 2 maja 2017
Klasztor Benedyktynów w Broumowie
Mieszkam tak bardzo niedaleko od tego miejsca, że aż wstyd jest mi się przyznać, że na jego ślad trafiłam dopiero rok temu. I to zupełnie przez przypadek!!! Byliśmy na jakimś obiedzie w Czechach (przejście graniczne w Mezimesti) i wracając wjechaliśmy jak zwykle na zakupy po jakieś piwo i inne czeskie smakołyki. Mario kupował, a ja się kręciłam i aż jęknęłam, gdy na ścianie zobaczyłam pocztówkę z wnętrzem jakiegoś obiektu sakralnego. Zapytałam od razu sprzedawcę GDZIE to cudo jest? (Czesi przygraniczni doskonale rozumieją i rozmawiają po polsku) i usłyszałam, że to tutaj zaraz, niedaleko, bo w Broumowie!!!
Broumov to niewielkie miasto, jakieś 10 kilometrów od polsko-czeskiej granicy.
Broumov to niewielkie miasto, jakieś 10 kilometrów od polsko-czeskiej granicy.
niedziela, 23 kwietnia 2017
Duran Duran i ja. Dekada czwarta ...
W 2010 roku mieliśmy sporo przecieków o nowej płycie Duranów. Wiedzieliśmy, że mają nowego producenta- Marca Ronsona- (tego od najsłynniejszej płyty Ami Winehouse "Back to black") i który na dodatek był i jest nadal, wielkim miłośnikiem duranowej twórczości. Nie szukali gdzieś po malinach i właściwie samo się stało. On ich znalazł. Ronson najwyraźniej zaprzyjaźnił się z chłopakami i już w 2008 roku zagrał z nimi niewielki koncert dla korporacji Smirnoff. Byliśmy zachwyceni!
poniedziałek, 10 kwietnia 2017
Zjawisko Korteza.
Kortez, czyli tak naprawdę Łukasz Federkiewicz. Prosty, skromny, przeciętny, ale tylko na pierwszy rzut oka, bo gdy zaczyna śpiewać dzieje się jakaś magia. Występuje zjawisko fonetyczno-przestrzenne. Czas zatrzymuje się w miejscu i czy nam się to podoba, czy nie, jesteśmy pod "wpływem" :)
piątek, 31 marca 2017
Wszystkie psy idą do nieba....
Nie może być inaczej. Ktoś kiedyś napisał, że psy to ostatnie z aniołów, które zdecydowały się zostać z nami na ziemi....
We wtorek w nocy odeszła od nas nasza psinka Aki. Miała 13 i pół roku i od 3 lat niestety nie miała się najlepiej. Chorowała, miała problemy z zębami, puchł jej pyszczek, bo ropa zbierała się pod zębem, miała chore stawy- był taki czas, że w ogóle nie mogła ustać na łapach, no i co jakiś czas dopadała ją infekcja sutka. Ale mimo wszystko dawała radę. Po każdej wizycie u weta zbierała się do kupy i nadal broiła.
Jeszcze w styczniu poszłyśmy z Małgochą z psami na spacer. Właściwie pojechałyśmy na zaśnieżone pola, żeby się mogły tam wybiegać. No i biegały- dosłownie, bo po kuracji stawowej u weta Akitka nieźle sobie radziła. Do tego stopnia, że gdzieś sobie potruchtała, a my machnęłyśmy ręką. Przecież ta starsza psina za daleko nie ucieknie... AKURAT! Szukałyśmy jej półtorej godziny po polach, zagajnikach i kniejach. Już zaczęło się ściemniać. W końcu wylazła na drogę, merdając ogonem jakby nigdy nic.
poniedziałek, 27 marca 2017
What is love?
Miałam oczywiście pisać o czymś innym, ale trafiłam na ten obrazek. W sumie fajny, ale to ostatnie okienko jakoś nie nastraja optymistycznie. Naprawdę po ślubie miłość zanika w sferze uczuciowej? Wiosna dzisiaj zaszalała, a ja pomyślałam, że absolutnie się z tym pustym okienkiem nie zgadzam.
Jednym z pierwszych moich postów na tym blogu był właśnie post o małżeństwie. Pisałam o swoim małżeństwie oczywiście, bo o obcych raczej boję się tutaj bazgrolić. Nigdy nic nie wiadomo, jak ktoś odbierze uwagi na temat swojego stada, a zwłaszcza partnera ślubnego :)
Tak naprawdę jestem w jednym i stałym związku ponad 25 lat. Żyjemy dłużej ze sobą niż bez siebie. To brzmi nieprawdopodobnie, ale tak właśnie jest. I BARDZO nam z tym dobrze :)
niedziela, 12 marca 2017
The colour of spring :)
Nareszcie zapachniało wiosną. Trochę jest jeszcze niemrawa i wstydliwa, ale w ubiegłą sobotę biegałam już w krótkim rękawku porządkując ogród (co nie znaczy wcale, że został uporządkowany). Otworzyliśmy już nawet sezon grillowy :) Ale w ogrodzie sajgon straszny!!! Kiedy ja to ogarnę i posprzątam? Wprawdzie mam tydzień urlopu, ale już sobie zaplanowałam tyle zajęć, że niewyróba. Spacery z psem coraz fajniejsze, chociaż tak chwilami wieje na polach, że Misiek chcąc nie chcąc, robi za mój osobisty latawiec :)
poniedziałek, 27 lutego 2017
O tym jak spotkaliśmy Johna Taylora :)
Właściwie powinnam zacząć pisać o 4 dekadzie bycia fanką zespołu Duran Duran, ale najpierw postanowiłam powspominać jak to spotkaliśmy w Berlinie basistę zespołu Johna Taylora, bo to fajna historia. W ogóle Berlin i te kilka dni w tym mieście przezabawne i warte wspomnień.
piątek, 17 lutego 2017
Dzień kota :)
Tak naprawdę moje koty mają swój dzień przez 365 dni w roku, ale tylko 17 lutego ja sama zamieniam się w kotkę. Naprawdę lubię te zwierzęta. Jestem urodzoną kociarą.
W związku z Dniem Kota czasem udaje mi się namówić na zabawę w koty Maria, a dzisiaj namówiłam Małgochę. Na rękach mamy Miśka, ponieważ z kotką Manią (reszta kotów gdzieś polazła, zamiast pozować do fotek!!!) zdjęcia się zrobić nie dało! Misiek jest zazdrosny i niestety sesja z tą dwójką okazała się pomyłką :)
W związku z Dniem Kota czasem udaje mi się namówić na zabawę w koty Maria, a dzisiaj namówiłam Małgochę. Na rękach mamy Miśka, ponieważ z kotką Manią (reszta kotów gdzieś polazła, zamiast pozować do fotek!!!) zdjęcia się zrobić nie dało! Misiek jest zazdrosny i niestety sesja z tą dwójką okazała się pomyłką :)
poniedziałek, 13 lutego 2017
Baśniowa Świdnica.
"W bardzo starej rękopiśmiennej książce znajdowała się informacja o powstaniu Świdnicy. Według niej w roku 755 po narodzeniu Chrystusa, kiedy ludność Śląska była jeszcze pogańska, wódz imieniem Swidno wraz ze swoją liczną drużyną, podążał przez Śląsk, aby zdobyć zamek Aschenburg. Znajdował się on na górze Ślęży. W tym okresie kraina ta była porośnięta gęstą puszczą. Wojowie Swidno przez długi czas oblegali zamek. Był w nim przechowywany wielki skarb, który chcieli koniecznie zdobyć. Oblężenie przeciągnęło się aż do zimy i wtedy wojowie założyli obóz przy rzece zwanej Bystrzycą. Zamku na Ślęży nie zdobyto i Swidno musiał odstąpić od oblężenia. Kilkuset jego wojowników, za zgodą wodza, po odejściu głównych sił, pozostało w obozie. Zamieszkali oni w małych, niskich chatach z drewna pokrytych darnią. Nazwali nowo założoną osadę ku czci i pamięci wodza – Swidna. Stąd wzięła się nazwa miasta Świdnica."
Taką historię znalazłam w niedostępnym właściwie już w tej chwili przewodniku po Świdnicy i muszę przyznać, że wcześniej nazwa miasta raczej kojarzyła mi się z dzikami (dzikimi świniami) niż z jakimś wojem i jego oblężniczą bandą. W Rynku można w punkcie turystycznym zakupić pluszowe maskotki przedstawiające dziki, a i przy byłym pałacu Cystersów na ulicy Franciszkańskiej, gdzie w tej chwili znajduje się miejska biblioteka, są ustawione dzikie świnki z mamą lochą, odlane z brązu. No i w herbie miasta też znajduje się dzik, symbol odwagi i męskości. Naprawdę? Mnie się kojarzy zupełnie inaczej... jakby.
sobota, 4 lutego 2017
Lech Wałęsa- człowiek wolności.
Miałam już pisać o tej odkładanej po raz kolejny Świdnicy, przygotowałam materiały, ale zabrakło mi kilku fotek, więc może to i lepiej, że ten temat znowu odpuszczam? Kto czeka, ten się doczeka.
Strasznie wkurzyły mnie ostatnie ataki na Lecha Wałęsę, dlatego nie przejdę obok tej sprawy obojętnie.
W lecie 1980 roku byłam kompletną gówniarą i zupełnie nie zdawałam sobie sprawy z tego, co działo się w Stoczni Gdańskiej i w całej Polsce. Mieszkałam wtedy w proletariackim Wałbrzychu, gdzie kopalnie i koksownie nakreślały życie miasta. Pamiętam strajki górników, ale nie wiedziałam dlaczego i co może z tego wyniknąć. Biegałam wtedy po podwórku i nie w głowie była mi polityka i górnicze protesty.
Ale już za moment na ustach prawie wszystkich słyszałam słowa: Solidarność i Lech Wałęsa.
poniedziałek, 23 stycznia 2017
Bergamo- brama do Mediolanu.
Czas zwijać majdan ze słonecznej, choć jak już wspominałam zimnej Italii. Zjedliśmy ostatnie ohydne śniadanie (w mojej głowie nadal była jajeczniczka i kakao :), zapakowaliśmy klamoty i ruszyliśmy na dworzec żegnając Mediolan.
Jechaliśmy do Bergamo, wieczorem mieliśmy stamtąd wylot do Katowic, ale wiedzieliśmy, że warto poświęcić cały dzień na zwiedzanie tego starego, włoskiego miasta. Starego, bo podobno pierwsze ślady osadnictwa są aż z XII wieku przed naszą erą!!!!
sobota, 14 stycznia 2017
Bella Como.
I nastał drugi dzień naszego pobytu w Italii, tym razem przeznaczony na wizytę w Como.
Okazało się, że całkiem niedaleko naszego hotelu znajduje się stacja kolejowa, skąd bezpośrednio mogliśmy dojechać sobie do tego miasteczka. Przy okazji zwiedziliśmy Sesto S. Giovanni i dowiedzieliśmy się, że właśnie tam jest siedziba producenta wina Campari. I to spora!!! Co ja piszę- wielka i futurystyczna, chociaż stary budynek winiarni został sprytnie wkomponowany w nowoczesną bryłę. Wygooglujcie sobie, bo jest na co popatrzeć.
Do Como jechaliśmy jakieś 40 minut w ciepłym i czystym pociągu. Miasteczko zostało założone w 196 r p.n.e jako strażnica graniczna, ale śladów antyku nie zauważyliśmy. Ruszyliśmy za ludźmi z pociągu. Właściwie nigdy nie mamy jakiegoś planu co koniecznie musimy zobaczyć- po prostu przygoda czeka. Zwiedzanie z niespodziankami. Tym razem było podobnie. Nawet nie wiedzieliśmy gdzie ci ludzie idą, ale co tam... Ulica wyglądała jak główny deptak. Po drodze piękna karuzela. We Włoszech czy zima czy lato- karuzele są czynne :)
Tuż za rogiem zabłyszczało przed nami błękitne jezioro Como nazywane inaczej Larius, co zrozumiałe samo przez się.
piątek, 6 stycznia 2017
Sylwester w Mediolanie
Na pomysł wyjazdu na Sylwestra do Mediolanu oczywiście wpadła mama chłopaka mojej Marceli - Agnieszka. Ta sama, która namówiła nas na Gruzję i na Bari. Zadzwoniła, że jest wylot za 100 pln w obie strony do Mediolanu w terminie 31 grudnia- 3 stycznia i czy nie chcielibyśmy skorzystać. Zadzwoniła prawie 2 miesiące temu. Do Mediolanu?Na Sylwestra? Za 100 pln??? E, no jasne, że lecimy!!!! Podpytaliśmy jeszcze ekipę z Gruzji, czy chętna, ale niechętna, bo część była w Mediolanie w lecie, więc odpuścili. Została nasza trójka. W międzyczasie został jeszcze wynaleziony hotel (Bristol, a co???) :) i jako taki plan pobytu.
wtorek, 27 grudnia 2016
George Michael
Miałam pisać o baśniowej Świdnicy lub ewentualnie o orkiestrze filharmonicznej, ale niestety wczoraj rano, gdy tylko otworzyłam oczy dowiedziałam się, że zmarł George Michael. Oniemiałam!!! Jeszcze on? Za mało jeszcze śmierci znanych i lubianych? Na początku roku po śmierci Davida Bowie worek się otworzył i kostucha zgarniała jednego po drugim. I nie brała jak leci, zabierała tych najlepszych. W 2016 zmarł nie tylko cudowny i nieodżałowany Bowie, ale także Black, Glenn Frey z The Eagles, Pete Burns, Prince, Leonard Cohen teraz George i właśnie dosłownie przed chwilą dowiedziałam się, że zmarła także Carrie Fisher, czyli księżniczka Leya z Gwiezdnych Wojen. Jakiś koszmar!!!! I tak nie wymieniłam wszystkich. Na forum DD mamy taki topik- Muzyka lat 80-tych i muzyka XX wieku. Co tam wejdę to jest napis R.I.P z adnotacją kto umarł. Już nawet boję się tam zaglądać.
Subskrybuj:
Posty (Atom)















