piątek, 19 października 2018
Małe ojczyzny, czyli wybory samorządowe 2018.
wtorek, 9 października 2018
Maróz, czyli zlot fanów Duran Duran 2018 :)
W tym roku padło na Mazury i to z kilku powodów. Po pierwsze dlatego, żeby chociaż raz na jakiś czas fani z tamtych okolic mieli bliżej niż zwykle, po drugie dlatego, że są tam piękne okoliczności przyrody, a po trzecie, to nie wiem, ale jakie to ma znaczenie? Na Mazurach nie byłam od 88 roku o ile pamiętam, więc całe 30 lat i z chęcią ruszyliśmy w tamtym kierunku.
Ośrodek "Syrenka" w Marózach wynalazła Bebe, pooglądała, powklejała fotki- zabezpieczyła terminy. Jakoś mały duch był w tym roku w narodzie i ten zlot nie miał takiego poparcia jak zwykle, ale cóż zrobić? Kilku osobom nie pasowały te Mazury zdecydowanie, bo za daleko, bo kręgosłupy chore, bo coś tam, coś tam... Kto chciał ten był.
wtorek, 25 września 2018
Europa da sie lubić.
Według mitu, Europa była jedną z najpiękniejszych kobiet swoich czasów, córką Agenora, króla Fenicjan, która uwielbiała bawić się nad brzegiem morza. Upatrzył ją sobie nie kto inny, tylko Zeus i postanowił uwieźć. Zeus jak to Zeus, wpadł na pomysł, żeby kolejny raz zamienić się w jakieś zwierzątko i tym razem padło na pięknego, białego i łagodnego byka. Dziewczyna zaufała zwierzakowi, dosiadła go i było po śliwkach, bo byczek dostał powera i uprowadził piękną Europę przez morze na Kretę, gdzie w grocie robił z nią 8 razy po 2 razy... Oczywiście urodziły się z tego dzieci, ale Zeus tatusiem jak wiadomo nie był najlepszym. Tyle mit, sama nazwa naszego kontynentu nie ma jednoznacznego pochodzenia. Fakt jest faktem, że Europa to ładna nazwa i jak brzmi...Europejsko :) :)
wtorek, 11 września 2018
Najprostrzy makaron na świecie, czyli spaghetti aioli z chili.
To naprawdę najprostsze na świecie i niezwykle smaczne spaghetti. Robi się je tyle, ile trwa gotowanie makaronu, czyli jakieś 10 minut.
Składniki takie jak na zdjęciu:
-kilka ząbków czosnku według upodobań (ja użyłam 5 zacnych trzonowców)
-oliwa z oliwek ( najlepiej, żeby nie miała posmaku goryczy)
-pęczek pietruszki (nać znaczy)
-2 małe papryczki chili (lub więcej, co kto lubi)
- makaron spaghetti (ja użyłam bezglutenowego z Kauflanda. Bardzo nam w domu smakuje, ale może być każdy makaron jaki lubicie).
- sol, pieprz, opcjonalnie ser cheddar do posypania i ponieważ jest sezon na pomidory, 1 pomidor pokrojony w kostkę, ale to tylko mój wymysł, więc tez według uznania.
niedziela, 2 września 2018
Some like it hot, czyli lato 2018.
Strasznie długie i upalne było lato tego roku, a właściwie nadal jest. Zaczęło się w kwietniu i końca nie widać. Oczywiście wolę upały niż mrozy, słońce niż deszcz i światło od mroku, ale to co działo się w tym roku na DŚ, to już było przegięcie pały po całości. Przez 2 miesiące spadł może 3 razy deszcz, ale nie taki, który zmoczyłby wszystko na dobre kilka dni, ale lichutki, krótki i praktycznie nie przynoszący wytchnienia ani na moment. Upały, skwar, duchota, spiekota, wściekłe słońce i susza. W ogrodzie mam pustynię Gobi. Nawet nie podlewałam, bo nie miałam czym. Deszczówka się skończyła, a woda z hydrantu jest droga. Wolę sobie kupić pęczek rzodkiewek w sklepie, niż wydawać bajońskie sumy za wodę, którą musiałabym podlać warzywa. Trudno. Poschło. W oczku wodnym wprawdzie jest woda, ale zostało jej już niewiele i w sumie dobrze, że chociaż to oczko jest w ogrodzie, bo przynajmniej Misio, a teraz także Tosia mogły schłodzić tyłki w wodzie. Robiły to kilka razy dziennie i z wielką ochotą.
W przyszłym roku zrobię porządek w tym ogrodzie. Pora na takie porządki.
niedziela, 19 sierpnia 2018
Tosia, psina w potrzebie.
Kochani, to jest Tosia, około roczny mieszaniec wilczura z terierem, która w ciągu tego roku zdołała otrzymać od człowieka wszystkiego co najgorsze. Skurwiel (tzw. właściciel) miał 4 szczeniaki hodowane na mięso dla Ukraińców. Chłopcy zza wschodniej granicy może nawet nie zdawali sobie sprawy z tego, cz czego to jest, bo po oskórowaniu, obcięciu ogona, głowy i łap, pocięte na części mięso, to mięso. Bydlak przez te 12 miesięcy katował te psy, kopał, bił, głodził i zastraszał. Pies zaczął chodzić na 4 łapach jak normalny pies, dopiero od lipca, a od tygodnia zaczęła machać ogonem. Od tygodnia, czyli od dnia, w którym zamieszkała u nas. Niestety my nie możemy być dla niej domem na stałe, bo Tosia zasługuje na prawdziwy, dobry dom z kochającymi ludźmi, którzy poświęcą jej czas i nauczą, że człowiek to nie tylko ręka, która bije i noga, która kopie, ale też opiekun, przyjaciel i kumpel. Szukamy jej domku!!!
poniedziałek, 13 sierpnia 2018
Lizbona na szybko. Raz.
Oczywiście przed wyjazdem do Portugalii mieliśmy potężne plany na zwiedzanie, ale tydzień w tym pięknym kraju, to zdecydowanie za mało!!! ZA MAŁO! Lizbonę mieliśmy w planach na jednym z pierwszych miejsc, tylko jakoś średnio sprawdziliśmy jak daleko jest to miasto od naszego Faro. Okazało się, że to 3 godziny drogi w jedną stronę, czyli 6 w obie. Pół dnia w samochodzie.
Żeby dojechać tam o przyzwoitej porze, wstaliśmy o 6 rano i w deszczu (tak, tak) dojechaliśmy do stolicy kraju, po drodze mijając całe kolonie bocianów. Dosłownie tysiące boćków pomieszkuje sobie trakcje elektryczne rozstawione wzdłuż autostrady. Uwaga- autostrada jest droga jak na polskie portfele.
W samochodzie jeszcze szybkie rozpoznanie, gdzie można zaparkować, żeby metrem przemieszczać się sprawnie i bezproblemowo po mieście.
Na miejscu przestało padać, to po pierwsze, a dodatkowo okazało się, że mieliśmy na tyle farta, że zaparkowaliśmy w najstarszej dzielnicy Lisbony- Alfamie, więc to metro zupełnie odpadło, bo tam jest najwięcej zabytków i rzeczy do zobaczenia.
wtorek, 24 lipca 2018
Billy Idol w Dolinie Charlotty 21.07.2018 :)
To właściwie nie do wiary, że ja naprawdę byłam na tym koncercie. Do teraz nie mogę w to uwierzyć, a przecież byłam tam, stałam pod sceną, szalałam i darłam jak wariatka, co w ogóle nie przystoi kobiecie po 50-tym roku życia :) Chyba? A właściwie, dlaczego nie przystoi? BO CO?
O tym koncercie dowiedziałam się jakoś w marcu tego roku i od razu wiedziałam, że MUSIMY tam być. Szybciutko zakupiliśmy bilety i jeszcze w proceder uwikłaliśmy moją najstarszą starowinkę Fatmę z jej Wojtkiem, Madzię z Wrocławia i jej przyjaciółkę Kasię. Obydwie kochające Idola, więc zapowiadał się koncert, na który czekaliśmy od wydania płyty Rebel Yell, czyli 1983! Billy pierwszy raz w Polandzie!
poniedziałek, 9 lipca 2018
Portugalia, czyli tydzień w różowych gaciach.
Portugalię wyczailiśmy jeszcze w zimie na stronie https://www.wakacyjnipiraci.pl/. 720 pln w obie strony do Faro, z tym, że wylot z Belina. A co tam z Berlina, jedziemy. Namówiliśmy jeszcze Puszaszki (tych od Neapolu), zaklepaliśmy mieszkanie na Airbnb i właściwie byliśmy gotowi do drogi, kiedy facet od chałupy się wycofał i musieliśmy szukać nowej, co nie było takie proste, bo było nas 7 osób (wyjazd rodzinny- my z córkami, a Puszaszki z synem Bartkiem), ale udało się. Mieszkanie właściwie w samym centrum Faro znaleźliśmy na Booking.com.
U nas 35 stopni, więc sprawdziłam jaka tam temperatura w tej Portugalii. No zimniej, ale tragedii nie ma. W środę miało być nawet 27 stopni, więc co ja się tu będę pakować w długie spodnie i kurtki, skoro jedziemy tak czy siak do ciepłych krajów? Pokręciłam się, zakręciłam, zapakowałam krótkie spodenki, takie, w których policzki widać (nie założyłam ani razu!) i wydawało mi się, że zapakowałam jeszcze jedne spodnie 3/4 oprócz tych, które miałam na sobie w kolorze wściekłego różu. Jak się okazało na miejscu, jednak nie zapakowałam, ale o tym potem.
Podróż do Berlina przyzwoita, z małym korkiem tuż przed miastem. Do wytrzymania. Samochody chłopaki zostawili nie na parkingu obok lotniska, tylko na jakiejś ulicy całkiem niedaleko. I polecieliśmy na południe Europy.
czwartek, 21 czerwca 2018
U stóp Wezuwiusza.
Wezuwiusz, jeden z 5 najbardziej niebezpiecznych wulkanów na planecie Ziemia. Olbrzymia, ponad 1000 metrowa góra, którą widać z daleka na wiele kilometrów. Majestatyczna i piękna, ale nadal niebezpieczna i wzbudzająca respekt.
Według mitologii w tej właśnie górze mieszkał olbrzymi gigant zakuty w łańcuchy i kajdany, który ilekroć próbował się wydostać z niewoli, rozpoczynał prawdziwe piekło plując ogniem, popiołem i żarem.
Jest jeszcze legenda o młodzieńcu imieniem Vesuvio i pięknej nimfie Corfu, których miłość skończyła się tragicznie, gdyż zazdrośni bogowie zamienili ją w wyspę, a chłopaka w olbrzymią górę. Jego namiętność i niespełnione marzenia co jakiś czas wstrząsają nim, wyrywają z jego trzewi rozpacz i szloch.. Drży cały z gniewu i tęsknoty. Bezwolny i chmurny olbrzym pochylający się nad błękitnym morzem....
poniedziałek, 18 czerwca 2018
Pozwolić odejść....
Wczoraj po południu odeszła nasza kotka Buba. Była już tak słaba, wychudzona i zatruta mocznikiem, że patrzeć się na tę agonię dłużej nie dało. Od rana siedziałyśmy na zmianę z Gosią razem z kicią w ogrodzie, a po 13-ej przyjechała weterynarka, która dokonała eutanazji. Kotek umarł tulony, głaskany i kochany w miejscu, które najbardziej lubił. Umarł pod krzewem melisy, zamiast na zimnym stole w gabinecie weterynaryjnym. Decyzja o eutanazji jest straszna!!! Po prostu straszna, ale cierpienie tego malucha przeszło już absolutnie wszystko.
piątek, 8 czerwca 2018
Zobaczyć Neapol i....
Niestety w maju 2018 roku wizerunek miasta już tak pięknie się nie przedstawiał. Myślę, że i owszem można tu umrzeć, ale albo od nieznanych szczepów bakterii, albo na ulicy, gdzie panuje wolna amerykanka i światła na przejściu są tylko sugestią. Jeżeli nie zbierze się większa ilość przechodniów, która wymusza na kierowcach przejście, można zapomnieć o drugiej stronie jezdni.
Zaklepaliśmy mieszkanie ze strony Airbnb (pojechaliśmy w 4 osoby z Puszaszkami) praktycznie w centrum miasta, zupełnie niedaleko placu Garibaldiego. Z lotniska dojazd jest dosyć prosty, bo jeżdżą stamtąd specjalne autobusy tzw. Alibusy po 5 Euro od osoby i dowożą właśnie do tego placu, gdzie już metrem albo innym środkiem transportu można się dowolnie przemieścić.
poniedziałek, 21 maja 2018
Koncerty. Part two.
No tak, jak się napisało A, trzeba napisać tez B. Ciąg dalszy tematu koncertowego będzie właśnie w tym poście.
Skończyłam na roku 91 i koncercie Sisters of Mercy, a potem miałam sporą przerwę. Zaprzątały mnie zupełnie inne sprawy, miałam inne priorytety, co oczywiście nie znaczy, że człowiek po wejściu w oficjalny związek powinien zrezygnować z oglądania koncertów. O ile pamiętam w latach 90-tych na pewno byłam jeszcze na koncercie De Mono (kiepski i spóźnili się ponad półtora godziny, co bardzo mnie wkurzyło), Wilków (doskonały) i Myslovitz (genialny). Akurat w latach 90-tych te 2 ostatnie kapele rozpoczęły swoje wielkie kariery i zasypały nas doskonałą muzyką i fajnymi tekstami. Cała Polska śpiewała ich kawałki.
Wilki widziałam jeszcze dwukrotnie i to całkiem niedawno. Nadal trzymają formę, ściana gitar wymiata!!! Za drugim razem Robert coś cieniował, ale poszedł "przypudrować nosek" i poszły konie po betonie. Teraz wygląda już trochę jak stara Indianka, ale to zwierzę sceniczne. Doskonale wie z czym się to je i jak trawi. Prawdziwy rock'n'rollowiec.
niedziela, 6 maja 2018
Koncerty. Part one.
Pierwszy poważny koncert jaki w życiu zaliczyłam, to było nie byle co, bo grupa Kajagoogoo, która zagrała na Wyspie Słodowej we Wrocławiu w 1984 roku. Właściwie oni nie nazywali się już Kajagoogoo tylko Kaja, a byli tuż po wywaleniu z zespołu założyciela kapeli, niejakiego Limahla i po wydaniu nowej płyty już bez niego pt."Islands". Dlaczego Kaja to dla mnie nie byle kapela? Ano dlatego, że wypromował ich klawiszowiec Duran Duran- Nick Rhodes. Został ich producentem i miał poważny wpływ na szaleństwo związane z Kajagoogoo w 1983 roku. Singiel Too shy to też jego robota studyjna.
Już nie pamiętam gdzie kupiłyśmy bilety na ten koncert (a wybrałyśmy się w 4 fanki Duranki), ale podejrzewam, że w Orbisie, bo tam można było kupić tego typu rzeczy. To były wakacje, więc pomalowałyśmy włosy czym się dało, założyłyśmy najlepsze ciuchy w stylu new romantic i trampki i ruszyłyśmy do Wrocławia. Zespół do Polski sprowadził niejaki pan Andrzej Marzec z agencji Pagart i przyznam szczerze, że łudziłyśmy się bardzo, że skoro Pagart może sprowadzić Kaja, to pewnie może też i Duran Duran... Niestety to były już zupełnie inne ligi muzyczne.
poniedziałek, 23 kwietnia 2018
Uwaga, kobieta za kierownicą.
Właśnie na początku kwietnia strzeliło mi 20 lat za kółkiem. Za różnymi kółkami, bo przecież przez ten czas jeździłam przeróżnymi samochodami- od Malucha na samym początku, do Skody Octavii teraz. I naprawdę nie ma to dla mnie większego znaczenia, czy samochód ma kopa, czy też nie. Dla mnie najważniejsze jest to, że jedzie i daje mi poczucie wolności. Oczywiście, że zupełnie inaczej kieruje się Maluszkiem, a zupełnie inaczej Citroenem C4, który ma takie przyspieszenie, że za pierwszym razem wbiło mnie w fotel i poczułam się jak Jurij Gagarin w statku Wostok, którego wystrzelono w kosmos. To był szok. Zwłaszcza po wcześniejszej jeździe w Seicento :) Ale jak już napisałam- to nie ma znaczenia.















