Miałam pisać o Barcelonie i okolicach, mam nawet rozbabrany ten post, ale stała się rzecz nadzwyczajna i fantastyczna!!!! Okazało się, że w Bolesławcu na Swięcie Ceramiki ma wystąpić Midge Ure- ex wokalista Ultravox, współtwórca Band Aid, kompozytor, autor tekstów, producent i niesamowity muzyk. Omal tego koncertu nie przegapiłam, ale Madzia z Wrocławia na ostatnim grillu sprzedała mi tę niesamowitą wiadomość, a jeśli chodzi o tego wokalistę, to mnie 2 razy pytać nie trzeba. Strasznie się ucieszyłam!!! Bolesławiec nie jest tak daleko, więc koncert był jak najbardziej w zasięgu ręki. Na dodatek zupełnie za darmo. Wprawdzie nie przepadam za niebiletowanymi koncertami typu festyn, bo tam zawsze jakaś zbiorówka ludzi z przypadku, ale to przecież Midge Ure. TEN MIDGE URE!!!! Więc co tam Barcelona. Jeszcze o niej napiszę, a póki co na szybko i na ciepło- MIdge Ure. Szkot.
niedziela, 18 sierpnia 2019
niedziela, 7 lipca 2019
Aladdin.
Bardzo lubię opowieść o Aladdynie, oliwnej lampie, w której mieszka wszechmocny dżinn, latającym dywanie oraz miłości, która teoretycznie nie ma najmniejszych szans na powodzenie.
W roku 1992 po obejrzeniu wersji rysunkowej wytwórni Disneya byłam zachwycona (a byłam już wtedy dorosłą osobą, co w ogóle nie miało najmniejszego znaczenia). Bajka po prostu bardzo mi się podobała. Była zabawna i wzruszająca, chwilami straszna i wszystko tam się mogło wydarzyć. No i te fantastyczne piosenki!!!Działo się! To pierwsza produkcja Disneya od lat, która tak bardzo mi się spodobała. Oczywiście wcześniejsza "Mała Syrenka" też dała radę, ale Aladdin całkowicie Syrenkę pozamiatał.
W roku 1992 po obejrzeniu wersji rysunkowej wytwórni Disneya byłam zachwycona (a byłam już wtedy dorosłą osobą, co w ogóle nie miało najmniejszego znaczenia). Bajka po prostu bardzo mi się podobała. Była zabawna i wzruszająca, chwilami straszna i wszystko tam się mogło wydarzyć. No i te fantastyczne piosenki!!!Działo się! To pierwsza produkcja Disneya od lat, która tak bardzo mi się spodobała. Oczywiście wcześniejsza "Mała Syrenka" też dała radę, ale Aladdin całkowicie Syrenkę pozamiatał.
środa, 22 maja 2019
Wożąc panią Daisy, czyli podwójne widzenie.
Niestety nie będzie to post filmowy, ale raczej droga przez mękę i polską służbę zdrowia.
Swoją drogą, bardzo film pt. "Wożąc panią Daisy" lubię i polecam zdecydowanie, ale o tym może innym razem.
Dzisiaj o podwójnym widzeniu i nie mam tu na myśli zwiastowania aniołów, Jezusa brodziatego czy matki jego, ale o uszkodzeniu nerwu odwodzącego oka lewego.
W niedzielę Wielkanocną wieczorem zauważyłam, że coś niedobrego dzieje się z moim widzeniem i mam wszystko podwójne, co mocno mnie poirytowało, ale w ciągu dnia piłam jakieś wino, byłam zmęczona i pomyślałam, że do rana pewnie mi przejdzie. Rano mieliśmy jechać z Mariem do Czeskiego Nachodu zobaczyć tamtejszy zamek i o ile w mieszkaniu widziałam w miarę przyzwoicie, to w samochodzie na trasie miałam przed oczami dwie drogi oddalone od siebie o kilka metrów, podwójne samochody i generalnie jakaś tragedia i lipa po całości. Nie miałam ani zawrotów głowy ani nudności, ani oczopląsu tak jak w przypadku błędnika, który lata temu dał mi do wiwatu, więc ten pomysł odrzuciłam od razu. Pomyślałam, że mam na pewno coś z oczami, a głównym podejrzanym było oko lewe.
Swoją drogą, bardzo film pt. "Wożąc panią Daisy" lubię i polecam zdecydowanie, ale o tym może innym razem.
Dzisiaj o podwójnym widzeniu i nie mam tu na myśli zwiastowania aniołów, Jezusa brodziatego czy matki jego, ale o uszkodzeniu nerwu odwodzącego oka lewego.
W niedzielę Wielkanocną wieczorem zauważyłam, że coś niedobrego dzieje się z moim widzeniem i mam wszystko podwójne, co mocno mnie poirytowało, ale w ciągu dnia piłam jakieś wino, byłam zmęczona i pomyślałam, że do rana pewnie mi przejdzie. Rano mieliśmy jechać z Mariem do Czeskiego Nachodu zobaczyć tamtejszy zamek i o ile w mieszkaniu widziałam w miarę przyzwoicie, to w samochodzie na trasie miałam przed oczami dwie drogi oddalone od siebie o kilka metrów, podwójne samochody i generalnie jakaś tragedia i lipa po całości. Nie miałam ani zawrotów głowy ani nudności, ani oczopląsu tak jak w przypadku błędnika, który lata temu dał mi do wiwatu, więc ten pomysł odrzuciłam od razu. Pomyślałam, że mam na pewno coś z oczami, a głównym podejrzanym było oko lewe.
niedziela, 24 marca 2019
Ciemno, prawie noc. Film nie taki straszny, jak go malują.
No tak, doczekałam się ekranizacji książki Wałbrzyszanki Joanny Bator. Długo czekałam i byłam bardzo ciekawa tej adaptacji. Moje rodzinne miasto Wałbrzych, zamek Książ, tajemnica pereł Księżnej Daisy, niewyjaśnione zniknięcia małych dzieci i odkrycie rodzinnych sekretów. Wszystko unurzane w mrocznym sosie depresyjnej, jesiennej aury. Poza tym doskonała obsada- Magdalena Cielecka, Marcin Dorociński, Piotr Fronczewski (brawa na stojąco za tę rolę), Jerzy Trela, Krystyna Tkacz i Roma Gąsiorowska. Czy to się mogło nie udać???? Hm, na samym końcu dowiedziałam się kto jest reżyserem... Ten sam człowiek, który zrobił "Rewers"- Borys Lankosz. Bardzo dobry zresztą. Zrobił też doskonałą adaptację "Ziarna Prawdy" na postawie książki Zygmunta Miłoszewskiego. Naprawdę zacną.
wtorek, 5 marca 2019
6X6=66, czyli przyjemny zapach siarki.
Tak sobie jechałam ostatnio samochodem i zastanawiałam się o czym by tu posta skrobnąć? Nie chciałam żeby było smętnie. W tym momencie z płyty w moim odtwarzaczu (słucham płyt, a nie innych nośników. Mam porobione składaki) poleciało INXS i "Devil Inside"...hm...Natchnienie? Dlaczego nie? Przecież to prawda, że każdy z nas jest lekko diabłem podszyty, a nawet niektórzy (patrz ja) mają tego pierwiastka trochę więcej niż inni };-) > I nie chodzi tutaj o jakieś egzorcyzmy, oddawanie czci szatanowi, czy propagowanie złych, diabelskich zachowań. Jestem najzwyczajniej w świecie niepokorna i przekorna, a przede wszystkim bardzo trudno jest mnie kotłami pełnymi smoły wystraszyć. W przeciwieństwie do tego prawdziwego czorta, nie biorę wszystkiego na serio, czego dowodem będzie ten właśnie post (mam nadzieję).
wtorek, 26 lutego 2019
Mark Hollis 1955- 2019. Wiosna juz nigdy nie będzie taka sama.
Rano, jak zwykle przy kawie zajrzałam na Fisiobuka i kilka razy pod rząd zobaczyłam zdjęcie Marka Hollisa z Talk Talk. Pomyślałam przez ułamek sekundy, że może jakaś reaktywacja i będą coś fajnego nagrywać? Minęło już tyle czasu od ostatniej płyty, więc może akurat ... Ale po tym ułamku, jakby mnie ktoś walnął obuchem przez głowę bez zapowiedzi i zbędnych konwenansów. Mark Hollis nie żyje- brzmiały nagłówki. NIE ZYJE! Wiecie, jest taki moment, gdzie niby wiemy o co chodzi, ale nie dociera do nas sens tych słów. Do mnie nie dotarł, bo zaniemówiłam i zaniemogłam na pewien czas. Zatkało mnie po prostu. Poodpalałam te linki. Zadnych szczegółów, ale najbliżsi przyjaciele artysty na swoich mediach społecznościowych potwierdzili śmierć Marka. Poleciałam do pracy i dopiero po powrocie przyjrzałam się temu wszystkiemu dokładniej. Nadal wprawdzie nie znam szczegółów, ale skoro informacja brzmi, że "po krótkiej chorobie", to znając życie, późno zdiagnozowany rak. Co za gówno pieprzone!!!!
Nie wiem jak ten temat w ogóle ogarnąć. Talk Talk i Mark Hollis jest ze mną tak samo długo jak Duran Duran. Wychowałam się na ich muzyce, na ich wrażliwości, przepięknych kompozycjach i mądrych tekstach. Nawet gdy już nie nagrywali, ta muzyka była nadal częścią mojego życia. Słuchałam często i zawsze z wielką przyjemnością. To było jak balsam na pokręcony, powichrowany i chaotyczny świat wokół mnie. Na tę przestrzeń, na którą nie mam najmniejszego wpływu, a która mnie otacza bez względu na to czy chcę, czy też nie. Na całe zło, które dociera do mnie pod różnymi postaciami i przypomina o tym, że jest. Niestety, od cywilizacji musiałabym uciec chyba na inną planetę, bo nawet w najdalszych zakątkach Ziemi są już telefony komórkowe i dostęp do tzw. "wiedzy ogólnej". Podobno w ciągu jednej doby, dociera do nas tyle bodźców, co do człowieka żyjącego w średniowieczu w ciągu całego jego życia. To nie jest normalne. To jest naprawdę planeta wariatów.
Mark Hollis nigdy nie był wybitnym wokalistą, ale miał bardzo charakterystyczny, przejmujący wokal. Spiewał bez manieryzmów, wydziwiania i zbędnych dodatków. Jego utwory były prawdziwe, przejmujące i szczere. Nie było w tym żadnej lipy i wydziwiania pod publiczkę. I myślę, że ludzie właśnie za to najbardziej pokochali Talk Talk i samego Hollisa. Nawet na pierwszej płycie, która miała być swoistą przepustką do show buzinesu, oprócz skocznych piosenek, (bo takie tam musiały być) usłyszymy utwory wybitne i piękne.
Zupełnie niedawno stworzyłam na tym blogu top 15 pięknych, ale zapomnianych kawałów z lat 80-tych i Talk Talk było u mnie bardzo wysoko. Zawsze będzie, bo Hollis to jeden z najzdolniejszych i najbardziej wrażliwych artystów dekady lat 80-tych.
Siedzę teraz i słucham tych wszystkich utworów stworzonych w tamtym okresie i ryczę. Najzwyczajniej na świecie. Jak po stracie przyjaciela. Muzyka Talk Talk zostanie ze mną na zawsze, chociaż wiosna już nigdy nie będzie taka sama... Nigdy. Będę bardzo tęsknić....
Na pożegnanie Tomorrow started.
..."Don't look back until you've tried. With time you'll endlessly arrive
outside of use, with just tomorrow starting..."
Nie wiem jak ten temat w ogóle ogarnąć. Talk Talk i Mark Hollis jest ze mną tak samo długo jak Duran Duran. Wychowałam się na ich muzyce, na ich wrażliwości, przepięknych kompozycjach i mądrych tekstach. Nawet gdy już nie nagrywali, ta muzyka była nadal częścią mojego życia. Słuchałam często i zawsze z wielką przyjemnością. To było jak balsam na pokręcony, powichrowany i chaotyczny świat wokół mnie. Na tę przestrzeń, na którą nie mam najmniejszego wpływu, a która mnie otacza bez względu na to czy chcę, czy też nie. Na całe zło, które dociera do mnie pod różnymi postaciami i przypomina o tym, że jest. Niestety, od cywilizacji musiałabym uciec chyba na inną planetę, bo nawet w najdalszych zakątkach Ziemi są już telefony komórkowe i dostęp do tzw. "wiedzy ogólnej". Podobno w ciągu jednej doby, dociera do nas tyle bodźców, co do człowieka żyjącego w średniowieczu w ciągu całego jego życia. To nie jest normalne. To jest naprawdę planeta wariatów.
Mark Hollis nigdy nie był wybitnym wokalistą, ale miał bardzo charakterystyczny, przejmujący wokal. Spiewał bez manieryzmów, wydziwiania i zbędnych dodatków. Jego utwory były prawdziwe, przejmujące i szczere. Nie było w tym żadnej lipy i wydziwiania pod publiczkę. I myślę, że ludzie właśnie za to najbardziej pokochali Talk Talk i samego Hollisa. Nawet na pierwszej płycie, która miała być swoistą przepustką do show buzinesu, oprócz skocznych piosenek, (bo takie tam musiały być) usłyszymy utwory wybitne i piękne.
Zupełnie niedawno stworzyłam na tym blogu top 15 pięknych, ale zapomnianych kawałów z lat 80-tych i Talk Talk było u mnie bardzo wysoko. Zawsze będzie, bo Hollis to jeden z najzdolniejszych i najbardziej wrażliwych artystów dekady lat 80-tych.
Siedzę teraz i słucham tych wszystkich utworów stworzonych w tamtym okresie i ryczę. Najzwyczajniej na świecie. Jak po stracie przyjaciela. Muzyka Talk Talk zostanie ze mną na zawsze, chociaż wiosna już nigdy nie będzie taka sama... Nigdy. Będę bardzo tęsknić....
Na pożegnanie Tomorrow started.
..."Don't look back until you've tried. With time you'll endlessly arrive
outside of use, with just tomorrow starting..."
![]() |
| James Marsh art. Autor wszystkich okładek płyt Talk Talk. Myślicie, że to Lennon? |
![]() | |
| czy aby na pewno ? |
wtorek, 19 lutego 2019
Duran Duran i ja. Dekada czwarta. Część 1.
![]() |
| Gosia, Nikola i Melka. Koncert Duran Duran Wrocław 2012. |
4 dekada!!!! Do roboty, bo pisania mnóstwo.
Chyba powinnam zacząć od tego, że w 2010 roku, zimą ukazał się jeden z najlepszych albumów ever Duran Duran- "All You Need Is Now". Wprawdzie promujący ten krążek singiel mnie osobiście nie powalił, ale za to cała reszta utworów już zdecydowanie TAK!!! Producentem tej płyty został młody Mark Ronson, (tak, ten sam, który wypromował Amy Winehouse i teraz szaleje w studiach na całym świecie z najlepszymi gwiazdami pop) który wychował się na muzyce Duranów. Przypomniał im co leżało u podstawy ich twórczości, jakie mieli brzmienie na początku tworzenia muzyki i chłopaki z Duran Duran złapali nowy wiatr w żagle. Zaprosili 2 wokalistki-Kelis i Anę Matronic ze Scisors Sisters i powstała fantastyczna płyta!!! W moim osobistym rankingu na pewno plasuje się w pierwszej trójce. Jakby stare durany odmłodnieli o 30 lat!!!!Swietne kompozycje, doskonałe aranżacje i dobre teksty. Fajnie. Po prostu kapitalnie!!!!
A jeszcze w lutym 2011 roku Piotr Stelmach zorganizował w swojej audycji "Myśliwiecka3/5/7" Top 20 utworów Duran Duran według słuchaczy, w której oczywiście forumowicze i nie tylko, wzięli udział. W moim przypadku, głosowała cała rodzina i można było wysłać 5 swoich typów z całego okresu twórczego Duran Duran, również związanego z Arcadią czy TPS. Dodatkowo można było biorąc udział w tej audycji i wysyłając maile, wygrać płytę z AYNIN i ja taką płytę wygrałam, a żeby było śmieszniej wygrała ją także moja Marcela. Wysyłała maila do Stelmacha o tym, jaką ma pofisiowaną matkę, a on to przeczytał na antenie. Za chwilę to samo zrobiła Gocha, która dołożyła swoje 3 grosze i on to też przeczytał, a ja pękałam z dumy, jakie mam duranowe i sprytne dzieciaki :) Tylko, że Stelmach pomyślał, że ta matka, to są 2 różne osoby. Co cóż, nie od dzisiaj wiadomo, że matka jest tylko jedna.
Trójkowy TOP 20 w audycji u Stelki wyglądał tak:
poniedziałek, 14 stycznia 2019
Wielka Orkiestra Swiątecznej Pomocy- unikat na skalę galaktyki.
Dzisiaj będzie krótko, bo skrzydła mi opadły i naprawdę trudno jest mi uwierzyć w to, co stalo się w ciągu ostatnich 24 godzin.
Wczoraj byliśmy z Mariem, Gosią i jej Bartkiem na basenie, a potem na obiedzie w fajnej, starej karczmie z XVIII wieku, gdzie dają doskonale jeść. Wracaliśmy do domu w świetnych humorach, a ja po drodze zaczęłam się zastanawiać, o czym mam napisać nowego posta na blogu, bo czas jest najwyższy. Bartek szybciutko rzucił- "Niech pani napisze o Orkiestrze Owsiaka."- "E tam o Orkiestrze, przecież wszystko już o Orkiestrze zostało napisane..." A pół godziny później okazało się, że jednak nie... I że życie napisało najgorszy scenariusz jaki w ogóle można sobie wyobrazić.
Wczoraj byliśmy z Mariem, Gosią i jej Bartkiem na basenie, a potem na obiedzie w fajnej, starej karczmie z XVIII wieku, gdzie dają doskonale jeść. Wracaliśmy do domu w świetnych humorach, a ja po drodze zaczęłam się zastanawiać, o czym mam napisać nowego posta na blogu, bo czas jest najwyższy. Bartek szybciutko rzucił- "Niech pani napisze o Orkiestrze Owsiaka."- "E tam o Orkiestrze, przecież wszystko już o Orkiestrze zostało napisane..." A pół godziny później okazało się, że jednak nie... I że życie napisało najgorszy scenariusz jaki w ogóle można sobie wyobrazić.
niedziela, 30 grudnia 2018
Egipt- kraj kontrastów.
Strasznie dawno niczego konkretnego na tym blogu nie napisałam. Czas tradycyjnie zapierdziela bez pamięci, a grudzień ma najkrótsze dni w roku, więc dodatkowo odechciewa się wszystkiego.
Jeszcze w sierpniu znaleźliśmy fajną ofertę wylotu do Hurhgady i postanowiliśmy, że właśnie w grudniu polecimy sobie po słońce do Egiptu, żeby chociaż trochę przedłużyć lato i nałapać luxów. Czego jak czego, ale akurat słońca to oni mają pod dostatkiem. Słońca i piachu na pustyni :)
W okolicach 2010 roku, odnosiłam wrażenie, że chyba połowa Polaków jest lub za moment będzie w Egipcie, no ale nie my. Nastało wtedy w Polsce prawdziwe egipskie szaleństwo. My braliśmy pod uwagę wtedy inne kierunki, więc Egipt był dla nas krainą nieznaną. Kilka lat temu terroryści zrobili z turystyką w tym olbrzymim kraju najprawdziwszą miazgę i naprawdę zachodziła obawa, że nie jest tam najbezpieczniej, chociaż od 2016 roku jakby cisza. W ubiegłym roku do Egiptu wybrała się Aga (mama Xawerego) i stwierdziła, że nie ma się czego bać, bo w hotelu jest bezpiecznie. No dobra w hotelu, ale my nie mieliśmy najmniejszego zamiaru całego tygodnia spędzić w hotelu. Co to, to nie!!! Nas interesowały egipskie zabytki, ale nie piramidy, tylko Luxor!!!!
Różnie ludzie o tym Egipcie opowiadali, ale oczywiście najlepiej jest się przekonać o tym samemu. No i wyściubić dupsko poza resort. Jest ryzyko? E tam... (to pisałam jeszcze kilka dni temu!!!)
środa, 5 grudnia 2018
TOP 15- piękne, ale zapomniane piosenki z lat 80-tych.
Skoro zrobiłam TOP o wampirach, postanowiłam pójść za ciosem i przypomnieć piękne, ale moim zdaniem zapomniane utwory z lat 80-tych. Mam ich w głowie całe mnóstwo, więc ta 15-tka, to nawet nie jest procent z tego, co chciałabym przypomnieć sobie i Wam, ale nie mam już specjalnie czasu, bo zaraz lecimy na krótkie wakacje, więc na szybko, co mi tylko do głowy wpadło.
Już kiedyś pisałam, że lata 80-te są traktowane bardzo jednowymiarowo- kicz, kolorowe szmatki, chłopaki z tlenionymi włosami, proste rytmy, albo pierze z usteczkami w błyszczykach... Generalnie nic specjalnego.
No to ja udowodnię, że to były lata bardzo specjalne i muzycznie wartościowe.
Mam nadzieję, że choć trochę odczaruje ten mit i przypomnę lub w ogóle posłuchacie po raz pierwszy fantastycznych kawałków, mocno, ale to mocno zakurzonych i zapomnianych. Do roboty. Aha, żeby posłuchać tych wszystkich fajnych utworów, wyłącznie muzę z tła.
Oczywiście zaczynam od końca.
poniedziałek, 26 listopada 2018
TOP 10 NAJLEPSZYCH FILMÓW O WAMPIRACH.
Oczywiście w moim odczuciu najlepszych.
Dlaczego wampiry? Ano czas ku temu nastraja- zimno, ciemno, dżdżysto, mglisto.... Za oknem horror. Temat wampiryczny jest dosyć halloweenowy, a ja żadnego rozsądnego posta w tym roku o strachach nie napisałam, więc dlaczego nie powspominać tych ulubionych wampirzych obrazów?
Filmy o wampirach to bardzo fajny i krwisty motyw, bo przecież powstało ich naprawdę bardzo, bardzo dużo. Wymienię 10 obrazów, z różnych okresów i postaram się nie uzasadniać. Po prostu tak jest.
Dlaczego wampiry? Ano czas ku temu nastraja- zimno, ciemno, dżdżysto, mglisto.... Za oknem horror. Temat wampiryczny jest dosyć halloweenowy, a ja żadnego rozsądnego posta w tym roku o strachach nie napisałam, więc dlaczego nie powspominać tych ulubionych wampirzych obrazów?
Filmy o wampirach to bardzo fajny i krwisty motyw, bo przecież powstało ich naprawdę bardzo, bardzo dużo. Wymienię 10 obrazów, z różnych okresów i postaram się nie uzasadniać. Po prostu tak jest.
poniedziałek, 12 listopada 2018
Pożegnanie z Tosią.
TOSIA MA NOWY DOMEK!!!! Nowy domek z nową panią, czyli dziewczynką o imieniu Martynka. Oczywiście jest też mama (pani Ania) i tata (pan Krzysiek), którzy wzięli odpowiedzialność za pieska, ale Tosia już wybrała kto będzie jet osobnikiem alfa i kto będzie jej największym przyjacielem.
Przyznam szczerze, że ja byłam już lekko podłamana faktem, że psinki nikt nikt nie chce. Nawet jak ktoś zadzwonił, to nie przyjechał, a jak przyjechał i zobaczył tę biedę, to dawał sobie spokój bez walki o tego psa. My w grudniu wyjeżdżamy na krótki urlop, Gocha wprawdzie wraca z Mediolanu, ale o konkretnej dacie powrotu dowiedziałam się dopiero niedawno. Ewentualnie mieli zostać ze zwierzakami moi rodzice, ale Tośka boi się mojego ojca jak diabeł święconej wody, chociaż on jej nigdy nic nie zrobił złego, a właściwie to mój ojciec jest starym psiarzem lubiącym zwierzęta bardziej niż ludzi. Gdy suka została z moimi rodzicami we wrześniu, schowała się najdalszy kąt stodoły i nawet mowy nie było, żeby stamtąd wyszła. Wrzesień był ciepły, więc nic się wielkiego nie stało, ale grudzień to jest zdecydowanie zimowy miesiąc, więc Tośka po nocy sama w zimnej stodole, to nie było to, czego temu psu życzyłam. Byłam przerażona faktem, że pies znowu wróci do schroniska, a tego za nic na świecie nie chciałam i już zapowiedziałam pani z fundacji, że taka ewentualność jest bardziej niż możliwa.
niedziela, 28 października 2018
Idzie lasem pani Jesień....
Kiedyś na fisiobuku zobaczyłam u kumpla fantastyczny most i aż sobie sprawdziłam gdzie on jest. Saxonia, zupełnie niedaleko za niemiecką granicą, w górach Połabskich. Namówiłam Puszaszki na wycieczkę i ruszyliśmy zobaczyć co też ta Saxonia ma do zaoferowania. Pogodę mieliśmy w dychę trafioną- 23 stopnie, cudowne słońce, lekki wiaterek. Po prostu bajka. Dojechaliśmy do pierwszych górek w 2 godziny z haczykiem. Sporo turystów z całej Europy i nawet słychać było polską mowę.
Po schodkach wdrapaliśmy się na wysoki punkt widokowy i rzeczywiście cudnie tam jest. W dole rzeka Łaba, a my na tych malowniczych skałkach.
piątek, 19 października 2018
Małe ojczyzny, czyli wybory samorządowe 2018.
Kochani, dzisiaj krótko i na temat. W tym roku obchodzimy 100 -lecie niepodległości Polski, ale także 100 -lecie pierwszego dekretu o wolnych wyborach w autonomicznej Polsce z 22 listopada 1918 roku, o ordynacji wyborczej do Sejmu Ustawodawczego. To naprawdę ważna data, zwłaszcza dla kobiet, które jako jedne z pierwszych na świecie, właśnie w Polsce otrzymały prawa wyborcze!!!!! Nasze prababki szły na te wybory podobno jak na defiladę!!! Odwalone i dumne, że w końcu mogą.
wtorek, 9 października 2018
Maróz, czyli zlot fanów Duran Duran 2018 :)
W tym roku padło na Mazury i to z kilku powodów. Po pierwsze dlatego, żeby chociaż raz na jakiś czas fani z tamtych okolic mieli bliżej niż zwykle, po drugie dlatego, że są tam piękne okoliczności przyrody, a po trzecie, to nie wiem, ale jakie to ma znaczenie? Na Mazurach nie byłam od 88 roku o ile pamiętam, więc całe 30 lat i z chęcią ruszyliśmy w tamtym kierunku.
Ośrodek "Syrenka" w Marózach wynalazła Bebe, pooglądała, powklejała fotki- zabezpieczyła terminy. Jakoś mały duch był w tym roku w narodzie i ten zlot nie miał takiego poparcia jak zwykle, ale cóż zrobić? Kilku osobom nie pasowały te Mazury zdecydowanie, bo za daleko, bo kręgosłupy chore, bo coś tam, coś tam... Kto chciał ten był.
Subskrybuj:
Posty (Atom)

















