Ostatnie
dwa lata tworzyła się koncepcja Cateringu Babette. W końcu kuchnia może
ruszyć i chcemy zająć się tym, na co czekaliśmy od początku -
gotowaniem, z głową, wyczuciem i sensem. ![]()
![]()
Ostatnie
dwa lata tworzyła się koncepcja Cateringu Babette. W końcu kuchnia może
ruszyć i chcemy zająć się tym, na co czekaliśmy od początku -
gotowaniem, z głową, wyczuciem i sensem. ![]()
![]()
Ponad rok temu popełniłam posta o zapomnianych, ale pięknych utworach z lat 80-tych, który jak widzę, cieszy się powodzeniem cały czas i bez przerwy, więc może pora na grzałki? Wprawdzie nie będą to super grzałki heavy metalowe, ani nawet mocno rockowe w stylu "The Pretender" kapeli Foo Fighters, czy "The Bitter End" Placebo, ale mają swój potencjał energetyczny i mam nadzieję, że moje propozycje tej zimy trochę Was rozgrzeją i kolejny raz uświadomią, jak bardzo ciekawe i nieoczywiste muzycznie były lata 80-te. Tradycyjnie wybór oraz kolejność utworów jest jak najbardziej subiektywny i wymyślony w całości przeze mnie. No to co, pogrzejemy się trochę?
Uwaga- linki z youtube nie działają na komórkach, (nie mam pojęcia dlaczego) więc jeśli ktoś chce posłuchać, to tylko na kompie.
| Ktoś mnie zapytał, czy to naturalne pozy... Oczywiście, to widać. |
Udało się, udało!!!! Chociaż niewiele wskazywało na fakt, że w tym roku zlecimy się chociaż w niewielkim gronie. Jednak chcieć, to móc!!!! Pomimo przeciwności losu, małej frekwencji, niesprzyjającej pogody, braku koncertów, braku nowej płyty, a nawet w pewnym momencie braku miejscówki, chęć zobaczenia się jak co roku na jeden weekend -zwyciężyła!!!!!. I stało się to oczywiście we wrześniu.
Adaś z Monią ogarnęli najpierw jakiś pensjonat, który nie wypalił, by po tygodniu znaleźć kolejne 3, z czego wybraliśmy "Jaśminowy Gaj" tuż pod Inowrocławiem. Głównym kryterium była fajna i kontaktowa właścicielka oraz miejsce odosobnienia, zarówno nas, jako grupy specjalnej troski, od reszty społeczeństwa jak i vice versa. To drugie zwłaszcza.
Dzisiaj 2 w 1, czyli piosenki filmowe. Oczywiście jak to bywa w moim zwyczaju, nie pójdę po bardzo łatwych i znanych ścieżkach kinowych, ale tradycyjnie zaproponuję coś z zupełnie innej beczki. Od razu piszę, że w tym poście odpuszczam musicale i filmy dla dzieci, a także pozarzynane na śmierć utwory z Dirty Dancing, Top Gun czy Tytanica. Nie ma mowy. Rzygam fiołkami jak słyszę She's like the wind, czy Take my Breath away. Niewątpliwie są to ładne utwory, tysiące osób je uwielbia i dałoby się za Patricka Swayze posiekać siekierami, jednak ja ich już słuchać nie jestem w stanie. Wiek moi mili, wiek... nie tylko tych filmów, ale przede wszystkim mój. 🙉 Dostaję wysypki przy pierwszych nutach. Wysypki i nerwowego tiku. Nic nie poradzę.
Filmy, o których będą pisać, to nie tylko wielkie hiciory, ale też filmu niszowe, które dzisiaj już właściwie trudno zobaczyć. Jeżeli nie wszystkie znacie, to poszperajcie, bo zachęcam do ich obejrzenia i wsłuchania się w piosenki, które za moment przedstawię. Oczywiście wybór jest subiektywny, a na jego wpływ miały wspomnienia związane z usłyszeniem tychże piosenek. I oceniałam piosenki, a nie filmy!!!To ważne! Gotowi? Start!
![]() |
| właściwie takie samo, tylko, że inne. |
Jeżeli śpiewać to nie indywidualnie, jeżeli śpiewać to tylko we dwóch.... Wiem, leciało inaczej, ale tak mi się skojarzyło. Dzisiaj będzie o duetach wokalnych mojego ulubionego śpiewaka Simona le Bon. Właściwie miało być w ogóle o duetach, bo temat piękny, ale jak zaczęłam szperać, to okazało się, że nasz Le Bon w duetach jest prawie tak dobry jak Sting... W ilości znaczy. Naprawdę jest w czym wybierać.
Przedstawię 10 moim zdaniem najfajniejszych le Bońskich dubli zarówno z dziewczynami jak i chłopakami. So, let's go :)
![]() |
| fot. Tomasz Ostrowski |
![]() |
| Tomek w swojej sypialni, pełnej szafek wyklejonych wspomnieniami. Po lewej, na zdjęciu mniej więcej po środku- Ciamajda, Fatma i moja. |
W poniedziałek był piękny, jesienny dzień. Temperatura 25 stopni, lekki wiaterek, zero chmurek. Cudny dzień pełen żółci, czerwieni i rudości. W niedzielę były wybory do sejmu i senatu. Wygrał PIS, chociaż nie do końca, ale nie będę o tym pisać, bo to rozległy temat na osobny post. Dzisiaj napiszę o naszym Bemolu, kocurze w kolorach jesieni, który właśnie tego pięknego dnia odszedł za Tęczowy Most i już nie wróci.
O Bemolu pisałam już kiedyś tutaj https://boxfullofhoney.blogspot.com/2016/02/koty-trzy.html?spref=fb&fbclid=IwAR3vro8_lCeX0YybeCg0-aI1K4AtQC967_kqvNWgLvwpM4UdGYebU8Ciecc
Wtedy był jeszcze pełnym werwy, dużym i zadowolonym kocurem, naprawdę urodziwym, o wielkich ślepiach i złotym futerku.
Bemol zwany przez nas Rudym po prostu, specjalnie nie zwracał na nas uwagi. Lubił pospać i pojeść, jak większość kocurów. Trafił do nas jako już zupełnie dojrzały osobnik, więc zabawy nie były mu w głowie. Bawił się raz, może dwa odkąd sięgam pamięcią. To po prostu nie były jego klimaty.Nigdy tez nic nie upolował. Od tego były kocie dziewczyny.