środa, 6 lipca 2016

10 000 wyświetleń!


Moi drodzy, dzisiejszej nocy strzeliło mi na tym oto blogu 10 tysięcy wy świetleń!!! DZIESIĘĆ TYSIĘCY!!!! Straszna, niewyobrażalna dla mnie liczba. Oczywiście zdaję sobie sprawę, że wiele z tych odsłon to po prostu przypadek, ale mimo wszystko cud jakiś!!!
Gdy zaczynałam pisać tego bloga, ambitnie przecież, bo w listopadzie miałam najwięcej postów, nie przypuszczałam, że tych wyświetleń będzie aż taka ilość. Pomijam fakt, że wiosną bardzo mocno zwolniłam, żeby nie napisać, że mizeria po całości na tej stronie, ot co.
Trochę statystyki jeśli chodzi o posty:

sobota, 2 lipca 2016

WAKACJE!!!!!


WAKACJE!!! Czas, na który czekamy cały rok, a jak już nadejdą mijają szybciej niż byśmy chcieli. Jeszcze pół biedy jeśli przedłużamy sobie te wakacje w miesiącu wrześniu lub październiku i wtedy jedziemy gdzieś nad ciepłe morze pomoczyć tyłki... A jeśli nie i jesień zagląda do nas szybciej słotna i zimna? Wtedy lipa.
Gdy byłam dzieciakiem nie jeździłam na wakacje. Tak po prostu było. Moje dwie ciotki Olka i Elka zabierały mnie za to na basen do Szczawna Zdroju i tam spędzałam swój letni czas. Basen w Szczawnie to naprawdę moje świetne dziecięce wspomnienia- pamiętam ciepło brodzika po wyjściu z głębszej wody, a także smak chleba z roztopionym od upału masłem, ciapowatego pomidora i do tego herbata z cukrem z butelce po oranżadzie... PYCHA!!! :) Siedziałam w tym basenie dopóki nie miałam sinych ust i nie trzęsłam się jak galareta....A dzisiaj basenu już nie ma. Ilekroć przejeżdżam obok, jest mi strasznie żal tamtego czasu. Komu ten basen przeszkadzał??? Dziadostwo.

piątek, 24 czerwca 2016

Georgia on my mind- Tbilisi 2. Pożegnanie :)


I co? Kto zdziwiony, że tak szybko nowy post? Ja zdziwiona :)  Tak, tak. Mam w nosie póki co ogród. Wykarczowany jako tako, niech sobie radzi sam. Mam też kilka dni wolnego od Książa i to też bardzo dobrze, bo złapię może dystans. Nie dzieje się tam ostatnio najlepiej, ale może o tym napiszę innym razem.
Czas pożegnać Gruzję, a i tak sporo za późno. Chociaż, może przyjemności należy sobie dozować? :)

poniedziałek, 20 czerwca 2016

Georgia on my mind- Stepancminda i Góry Kaukazu część druga



Ahoj czytelnicy!!! Tęskniliście? No ja trochę tak i popiół na łeb sypię, ale naprawdę nie mam czasu... Deszcze padają, jest ciepło, a ogród zarósł jak dzika dżungla amazońska!!!! Wyrywałam i karczowałam kilka dni... Teraz przez tę wilgoć gniją czereśnie na drzewie i truskawki na krzaczkach...  A przecież oprócz ogrodu są inne fajne rzeczy do robienia w lecie. Dzisiaj pierwszy dzień astrologicznego lata. Cieszmy się, bo za 2 miesiące będzie po ptakach :)
Muszę skończyć tę Gruzję i teraz już wiem, że dzisiaj tego końca nie doczekacie. A więc do roboty.
Drugi dzień w Stepancmindzie przywitał nas chmurami i pysznym śniadaniem. Pani Inez przygotowała dla nas prawdziwą ucztę z plackami chaczapuri z owczym serem, jajkami na twardo i całym stadem tamtejszych przysmaków z najprawdziwszym mlekiem od krowy w roli głównej. Nie byliśmy w stanie tego zjeść, więc zabraliśmy żarełko ze sobą w góry, bo czas był najwyższy zrobić to, po co tutaj przyjechaliśmy, czyli odwiedzić przecudownie położony  Sminda Sameba  wysoko, wysoko w górach.
Gdy wyruszyliśmy wyszło słonko zza chmur i zawiało optymizmem.

czwartek, 9 czerwca 2016

Georgia on my mind- Stepancminda i Góry Kaukazu część pierwsza


No i nastał czerwiec- kiedy? Nie mam pojęcia. Czas ostatnio przelewa mi się pomiędzy palcami. Ucieka. A im jestem starsza tym szybciej. Żeby napisać coś fajnego, trzeba mieć wenę, a i z nią ostatnio u mnie kiepsko. Za pięknie jest za oknem, żeby siedzieć przy biurku i skrobać posta. Teraz są najdłuższe dni w roku, dojrzewają czereśnie i truskawki ...Nareszcie :) Marcela we Wrocławiu, Gośka w Mediolanie, Mario w robocie, a ja mam dzisiaj wolne od Książa, więc do dzieła!!!!

piątek, 20 maja 2016

Georgia on my Mind- Dawit Garedża i Sighnaghi- mała gruzińska Toskania.



Przyznam szczerze, że bardzo trudno jest mi wybrać najlepsze i najpiękniejsze zdjęcia, tym bardziej, że zostały już totalnie pomieszane i wydaje mi się, że mają tendencję do znikania :) Nie mam już siły szukać fotki którą widziałam kilka dni temu, która albo się schowała, albo to ja jestem takim gamoniem i nie potrafię odnaleźć jej na kompie, googlach czy gdzie tam one jeszcze powędrowały... Mario ma bęcki :)
Dzisiaj dzień drugi naszego pobytu w pięknej Gruzji. Zaplanowaliśmy wycieczkę do monastyru na końcu świata Dawit Garedżi, potem do Toskańskiego miasteczka w Gruzji- Signaghi, a na koniec umówiliśmy się dzień wcześniej na degustację wina do jednej z piwnic w Tbilisi... Dzień zapakowany jak bombonierka, ale już Forrest Gump powiedział, że życie jest jak pudełko pełne czekoladek i nigdy nie wiadomo na co trafisz :)

poniedziałek, 16 maja 2016

Gruzja czyli Georgia on my mind :) Tbilisi 1.


Przepraszam kochani, że tak późno zabieram się za opisywanie cudownej Gruzji, ale najpierw musiałam nieco ochłonąć, ogarnąć chałupę i pranie, zebrać myśli i przede wszystkim posegregować fotki, a jest ich naprawdę sporo.
O ile pamiętam na pomysł wyjazdu do Gruzji wpadła mama chłopaka mojej Marceli- Agnieszka. To było chyba pod koniec listopada ubiegłego roku i padło pytanie, czy my też nie chcielibyśmy pojechać razem z nią, jej synem Xawerym i naszą Marcelą. Gruzja??? Dlaczego nie? Podobno jest przepiękna. Szybko podjęliśmy decyzję  tym bardziej, że przelot liniami Wizzar w obydwie strony wyniósł ok. 500 pln od osoby. Wprawdzie mogliśmy mieć przy sobie tylko bagaż podręczny i to niezbyt duży, ale decyzja zapadła. Namówiliśmy jeszcze naszą młodszą córkę Małgosię na ten wyjazd, a ona z kolei namówiła swojego chłopaka Bartka. Podczas imprezy sylwestrowej pochwaliliśmy się naszym znajomym, że lecimy do Gruzji i dołączyła do nas jeszcze para- Radek i Jola :) 9 osób- prawie jak DRUŻYNA PIERŚCIENIA :)

czwartek, 28 kwietnia 2016

Szkocja, czyli to co za murem Hadriana.


Nie jestem typem emigrantki, ale rozumiem motywację, która zmusza ludzi do wyjazdu z Polski w celu znalezienia lepszej pracy, lepszego miejsca dla siebie czy swoich dzieci. Jestem typem, który tu zostanie i jak już wszyscy wyjadą, zgasi światło :)
Nie przypuszczałam, że kiedykolwiek odwiedzę Szkocję nawet w celach turystycznych. Generalnie jeśli wakacje, to raczej południe Europy, ale Szkocja?
Nie mam zbyt wielu znajomych wśród osób, które wyemigrowały z Polski po 2005 roku w ogóle, ale świat jest mały, a dzięki facebookowi stare znajomości odżyły na nowo.

poniedziałek, 18 kwietnia 2016

Wizyta u dentysty i inne takie z ubiegłego tygodnia.

Dustin Hoffman w filmie "Maratończyk"...

Generalnie nie boję się dentysty. Dbam o zęby i gdy tylko coś się dzieje, od razu biegnę i naprawiam co się da. Tym razem się nie dało.
Podczas zażerania kubełka w KFC poczułam jak pęka mi lewa, dolna siódemka. Ząb był leczony kanałowo, więc nie bolało, ale poczułam dyskomfort. SZLAG JASNY!!!!
Pobiegłam do dentysty innego niż zwykle, bo mój normalny dentysta zajęty na najbliższe 2 tygodnie. Zadzwoniłam do ludzi z polecenia. Wizyta- pani powiedziała mi to, co już sama wiedziałam i kazała zrobić prześwietlenie całej szczęki. Pobiegłam na RTG i zrobiłam prześwietlenie, a zaraz potem z powrotem do dentysty. Nie widać w którym miejscu to pęknięcie, ale ząb najprawdopodobniej do wyjazdu. Jasna cholera!!! Rodzeństwo dentystów (to z polecenia) stwierdziło, że można to pięknie zmostkować, ale najpierw muszę wyrwać dziada. Oni raczej nie wyrywają (nie wiem jaka przyczyna) ale polecili mi starszego dentystę z dużym doświadczeniem, który zrobi to jak Bozia przykazała. Zadzwoniłam. Odebrała starsza pani (słychać po głosie, że bardzo starsza) i umówiłam się na wizytę. W centrum miasta, w starej kamienicy, gabinet jak z lat 70-tych. Siadłam na fotel. Pan doktor (leciwy) obejrzał, pogrzebał i rozgmerał zęba wyciągając z niego wypełnienie po czym kazał przyjść jutro na usunięcie, bo to będzie operacyjna sprawa. Ząb pękł po przekątnej na głębokości korzenia... łaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaa   Zadrżałam!!!!! Co tu jest operacyjnego- złapać i wyrwać. Koniec pieśni. Już kiedyś moja dentystka mi zęba rwała, dokładnie siódemkę  po prawej stronie i jakoś to poszło. Pobolało 2 dni i było po sprawie. No dobra, jak mus to mus.

wtorek, 12 kwietnia 2016

W moim ogrodzie :)


Od razu muszę zaznaczyć, że choć mam ogród od ponad 12 lat, ogrodniczka jest ze mnie taka sobie. Tak naprawdę lubię bawić się w ziemi tylko wczesną wiosną, kiedy warzywnik jest skopany i mogę zaznaczyć grządki, zasiać, a potem  usiąść i czekać aż urośnie :) Tylko żeby to było takie proste i nieskomplikowane....

wtorek, 5 kwietnia 2016

Duran Duran i ja . Dekada trzecia. Part one :)

Bardzo się cieszę, że mogę o tej dekadzie napisać, bo była niezwykle interesująca, zwłaszcza druga połowa.
Dobrze się stało, że początek nowego millenium nie był jeszcze tak bardzo internetowy i nie widziałam online upadku Duran Duran. Obejrzałam to sobie po latach, z dystansu  i doprawdy końcówka lat 90-tych i początek lat dwutysięcznych to prawdziwa MASAKRA. Pomijam kawałek, który sobie wybrałam poniżej - mośkowaty Le Bon prosto z drzewa, wieśniacki Warren i Rhodes z kosmosu plus jakieś 2 dupki naćpane na maksa.
 I was hallucination!!!! Matko jedyno, co ja "pacze" :)


niedziela, 27 marca 2016

M&M - Melka


Ostatnio było o Małgosi, teraz będzie o Meli, żeby było po równo. Dzisiaj z kolei ona ma swoje urodziny. Te już naprawdę prawie dorosłe, bo 20-te :)

czwartek, 24 marca 2016

M&M - Margola :)



Zawsze chciałam, o ile to byłoby oczywiście możliwe, mieć dwoje dzieci. Nigdy nie interesowało mnie bycie mamą jedynaka lub jedynaczki. I raczej trudno jest mi zrozumieć rodziców jedynaków, którzy mówią mi- A co TY, dziecko kosztuje, kogo na to stać? A ja myślę, że dziecko jest motorem do zmian i nakręca pozytywne myślenie. Skoro ma być jeszcze jedno, trzeba zrobić wszystko, żeby miało odpowiednie warunki. Odpowiednie, to nie znaczy luksusowe, bo dziecko tego nie potrzebuje. Ono potrzebuje być kochane i zauważane... Nakarmione, wybawione, wyrysowane, wymalowane, wyplastelinowane, wyspacerowane, wyczytane, wykąpane i przede wszystkim szczęśliwe. I wcale nie jest drogie. Skoro jest drugie, a w naszym przypadku to są 2 dziewczynki, jedna chodziła w ciuchach po drugiej (do pewnego momentu). Migiem nauczyłam obydwie siadać na nocnik (10 miesięcy) więc odpadły też pampersy. Z pozytywnym skutkiem dla środowiska i dla naszej kieszeni. Prawie wszystko było wspólne, co nauczyło je kompromisów i dzielenia się. To, że jest między nimi taka mała różnica wieku sprawiło, że są dla siebie najbliższymi przyjaciółkami. Mają swoje tajemnice, swoje szeptanki, swoje kłótnie i znowu swoje wspólne ciuchy... Same pozytywy. Drogie to one są dopiero teraz :) Ale mogą także na siebie już zarabiać ...

wtorek, 22 marca 2016

Przedwiośnie :)



Jestem trochę przerażona tym jak bardzo zaniedbałam tego bloga, ale doprawdy cały mój mózg był pochłonięty Hochbergami, Daisy, Barokiem i jeden szlak wie jeszcze czym... ogólnie Zamek Książ i okolice. Miałam się uczyć i się uczyłam właśnie w czasie, który normalnie poświęcałam na bloga. Nawet gdy chciałam tutaj coś napisać, myślałam, że chyba mnie powaliło, bo jak to??? Nawet jak na 1 dzień odpuszczę to mnie obleją !!! A tego nie jest mało, bo historia zamku (700 lat), historia ostatniej rodziny na zamku, Baroki (7 sal do omówienia)- Adolf Hitler, strachy, czyli pomieszczenie, gdzie opowiadamy o Riese- tajemniczym mieście w Górach Sowich (być może podziemnej fabryce broni), trochę o Hochbergach w roli myśliwych, herby, obrazy, Bursztynowa  Komnata, Daisy, Stary Książ, III piętro ze złotą salą, kilka słów o bibliotece i sala zamku Grodziec.... i na koniec podziemia. Półtora godziny od czasów Piastów do czasów II wojny Światowej...